środa, 4 grudnia 2013

prawie obraźliwy - rozdział XVII

kilka istotnych informacji pod rozdziałem, przeczytajcie


- Czemu do cholery ona idzie tam sama? – Scarlet krzyknęła do telewizora, kiedy obserwowaliśmy, jak główna bohaterka idzie sama do opuszczonego magazynu.
Oglądałem rozbawiony, kiedy Scarlet pochylała się w stronę telewizora w moim salonie. Scarlet nie przeklina za bardzo, ale wydaje się, że bardzo wciągnęła się w ten film.
Oderwała wzrok i spojrzała na mnie, kiedy usłyszała mój chichot.
- Poważnie – powiedziała z szeroko otwartymi oczami, wskazując na telewizor - Ci ludzie to debile! Idą do opuszczonego magazynu i oczekują, że nie zostaną zabici, ja nawet nie łapię-
Scarlet przerwała w pół zdania, krzycząc, kiedy zobaczyła, jak zamaskowana postać wyskoczyła z cienia i wbiła nóż w plecy młodej dziewczyny, która krzyczała z bólu.
Scarlet założyła za ucho kosmyk jej długich, blond włosów, kiedy odchyliła się z powrotem na swoje miejsce przy moim boku, z moją ręką na jej ramionach.
- O mój Boże. – Scarlet zapiszczała jak dziewczyna, która właśnie została dźgnięta i upadła na ziemię. Chłopak dziewczyny wbiegł do magazynu. Zobaczył ciało stojące na dziewczyną z nożem poplamionym krwią w ręce. Zamarzł i odwrócił się, odbiegając od krzyków i płaczu jego dziewczyny.
- Ten chuj! – Scarlet krzyknęła, patrząc na mnie - On po prostu pozwolił jego dziewczynie, ‘miłości jego życia’ umrzeć!
Ponownie się zaśmiałem na dźwięk niewyparzonego języka Scarlet. Ciasno zamknęła oczy, kiedy zamaskowana postać ostatni raz dźgnęła dziewczynę i wtedy opuściła magazyn z jej ciałem.
- Co oglądacie? – zapytał Matt, kiedy wszedł i usiadł obok Scarlet.
- Trochę za blisko. – odpowiedziałem, kiedy zobaczyłem mały odstęp między nim a Scarlet. Ona była kompletnie niepomna, ponownie się pochyliła, patrząc intensywnie na film. Matt przewrócił oczami zirytowany i odsunął się od niej.
Po kilku minutach filmu, Matt wstał.
- O nie, kurwa, nie oglądam tego horrorowego gówna. – powiedział - Idę do Masona.
- Okej. – odpowiedziałem szczęśliwy, że mamy ze Scar dom tylko dla siebie. Moja mama była w pracy, a Sam był ze znajomymi. Matt wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Spojrzałem na Scarlet. Nie mogłem skoncentrować się na filmie, kiedy ona jest tak blisko mnie. Mogłem wąchać jej włosy, które pachniały jak truskawki. Jej długie rzęsy były grube i pełne nawet bez makijażu. Miała na sobie moje dresy i jedną ze swoich bokserek, które kończą się nad jej biodrami, dzięki czemu był widoczny jej płaski brzuch.
Dziesięć minut później film skończył się, a zdradliwy chłopak zginął w wypadku. Scarlet w końcu odetchnęła, kiedy pojawił się napisy końcowe. Odwróciła się do mnie.
- Podobało ci się? – zaśmiałem się, kiedy wyłączyłem film. Przejechała ręką po włosach, odwracając się tak, że jej nogi rozciągnęły się na moich kolanach.
- Nie zostawiłbyś mnie, żebym umarła, prawda? – zapytała z uśmiechem na ustach. Przybrałem tak poważny wyraz twarzy jak to możliwe.
- Kochanie, umarłbym dla ciebie. – powiedziałem z entuzjazmem - Strzeliłbym dobie jebaną kulkę, dokładnie tutaj. – powiedziałem, wskazując na serce.
Scarlet zaśmiała się na mój wyraz twarzy, pochylając głowę na moje ramię. Uśmiechnąłem się do niej, unosząc brwi.
- Też byś mnie uratowała przed psychicznym mordercą, prawa? – zapytałem. Scarlet spojrzała na mnie i zgryzła wargę w głębokiej koncentracji.
- Zależy od tego, ile razy byłbyś już dźgnięty. – powiedziała. Zaśmiałem się z niedowierzaniem, a ona wzruszyła ramionami - Mam na myśli, jeśli byłbyś dźgnięty tylko raz i byłoby możliwe, że przeżyjesz, wtedy prawdopodobnie bym cię uratowała. Ale gdybyś był dźgnięty na przykład trzy razy i już byłbyś prawie martwy, dlaczego miałabym narażać na niebezpieczeństwo też siebie?
- Żebyś mogła mnie pocałować po raz ostatni. – uśmiechnąłem się.
- Jesteś całkiem dobry w całowaniu. – zaśmiała się, pochylając się i całując moje usta. Jak zwykle jej usta były jak jedwab.
Były takie delikatne. Tak jakby nikt wcześniej ich nie dotykał. Tylko ja. To była jedna z rzeczy, które najbardziej lubiłem w Scarlet. Obok niej była kompletnie czysta. Wszystko co ona i ja robiliśmy, nikt z nią tego nie robił. Była kompletnie moja.
Nigdy nikogo takiego nie miałem. Nie żeby to się naprawdę liczyło. Nawet jeśli spała z 20 facetami, to nie zmieniłoby moich uczuć do niej. 
Odsunęła się, pozostawiając pocałunek słodkim i niewinnym.
- Harry? – zapytała. Kochałem dźwięk mojego imienia opuszczającego jej usta. Chciałem to słyszeć cały czas.
Patrzyłem na nią w ciszy, obserwując , jak jej niebieskie oczy patrzą na moją twarz.
- Gdzie jest twój tata? – powiedziała. Powiedziała to tak cicho, jakby bała się, że się rozpadnę.
Cicho złapałem jej malutkie dłonie, które były dwa razy mniejsze od moich. Przejechałem moimi szorstkimi, poranionymi palcami po jej delikatnych i gładkich.
- Nie żyje, kochanie. – odpowiedziałem, patrząc na nią. Posłała mi smutny i żałujący wzrok.
- Przepraszam. – powiedziała. Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową.
- To się stało dawno temu. Miałem, nawet, cholera, nie pamiętam, sześć lat? Byłem młody. I wtedy mój ojciec pracował w tym samym gangu co ja teraz. Pracował z Markiem i Jayem. Chociaż był bardzo blisko Marka, tak jak Jay teraz. I jednego dnia zabrał mnie do niego.
Szczęka Scarlet opadła w szoku.
- Twój tata zabrał cię do dilera, kiedy miałeś sześć lat? – wydusiła. Skinąłem powoli.
- Nie pamiętam dlaczego. Mama też nie wie. Była w pracy, więc nie ma pojęcia. Zostawiła Matta i Sama z opiekunką. Ale on wziął mnie. I zgaduję, że coś poszło źle, a jego zastrzelili. Na moich oczach.
Oczy Scarlet miały w sobie współczucie, a ona mocno złapała mnie za rękę.
W mojej głowie pojawiły się wspomnienia, kiedy przypomniałem sobie głośny huk, krew i uczucie niepewności.
Nie rozumiałem, co się dzieje. Nigdy nie widziałem, kto go zastrzelił. To było rozmazane.
- Harry. – Scarlet powiedziała, wciskając głowę w moją szyję. Głaskałem jej włosy.
- Ledwo to pamiętam, Scar. To prawie jak mglisty sen. Widzę to, ale brakuje wielu elementów. Skończyłem tak, że zostałem znaleziony przez Marka, Jaya i kilku inny gości z gangu kilka minut później. Nigdy nie dowiedzieli się, kto zastrzelił mojego tatę.
- To okropne. – powiedziała, pochylając się i patrząc na mnie.
- Złe rzeczy dzieją się każdego dni. Widziałem je. Żyje przez nie. Robiłem je.
Scarlet miała drżący oddech, spojrzała na mnie. Zgryzła dolną wargę jej prostymi, białymi zębami i przechyliła głowę delikatnie na bok. 
- Czy kiedykolwiek… – zatrzymała się, jakby ponownie przemyślając pytanie - Zabiłeś kogoś?
- Nie. – pokręciłem głową - Ale byłem blisko.
Zamarzłem, kiedy patrzyłem na wyraz twarzy Scarlet. Połowa moich szkieletów wyszła z szafy. Nigdy nie sprecyzowałem co robię dla gangu. Ale teraz była kawa na ławie.
- Byłeś blisko. – Scarlet powtórzyła.
- Biłem ludzi tak, że byli blisko śmierci. Nigdy nikogo nie zastrzeliłem ani nie zabiłem. Ale robię moją pracę, która polega na tym, że mam fizycznie straszyć ludzi. A ja nigdy nie zawalam roboty.
Czekałem na to, że Scarlet powie mi, że jestem potworem. Na to że wstanie i wyjdzie ze strachem. Na to, że na jej twarzy pojawi się zdegustowanie.
Ale nie zrobiła żadnej z tych rzeczy. Ona tylko położyła się na mojej klatce piersiowej i rysowała na niej palcem różne kształty. Minuty mijały w ciszy, moje serce szybko biło w piersi, kiedy czekałem na jej słowa lub akcje.
Ale ona wciąż mnie zaskakiwała. Nie wstała i nie wybiegła ze strachem. Zawsze widziała we mnie najlepsze.
- Twój ojciec byłby z ciebie dumny, gdyby cię znał. – powiedziała. Zgryzła wargę.
Kiedykolwiek zawiodę Jaya lub Marka, Jay bije mnie, żeby mnie ukarać, zawsze mówi, że mój tata myślałby, że jestem nic nie warty. Że nie jestem ani trochę tak dobry jak mój tata. Że wstydziłby się, gdyby widział mnie teraz.
Słyszałem to całe moje życie. Ale to jak usłyszałem, że Scarlet mówi coś zupełnie odwrotnego, sprawiło, że chcę ją mocno przytulić i nigdy nie puścić. Zawsze sprawiała, że nie czułem się aż takim potworem.
Jej niewinność wydawała się ratować mnie bardziej i bardziej z każdym dniem.
Komfortowa cisza skończyła się, kiedy frontowe drzwi otworzyły się głośno. Scarlet usiadła i odwróciła się, by zobaczyć jak Louis wchodzi do środka. Zamarzł, kiedy jego spojrzenie padło na Scarlet.
- O, Scarlet tutaj jest. – powiedział, śmiejąc się niezręcznie - Przepraszam, nie widziałem. Nie widziałem twojego samochodu.
- O, w porządku. – Scarlet zaśmiała się ciepło, kiedy wstała z kanapy - Zaparkowałam z tyłu.
Wstałem i poszedłem za nią do miejsca przed Lou, moja ręka oplotła jej talię. Czułem się, jakbym zawsze jej dotykał. Nawet jeśli stoimy i z kimś rozmawiamy, muszę jej w jakiś sposób dotykać.
- Mogę wrócić później. – Louis powiedział, kiedy zaczął wycofywać się w stronę drzwi. Scarlet pokręciła głową, wyciągając dłoń i chwytając rękę Louis’ego. 
- Nie martw się o to. – uśmiechnęła się od niego - I tak już muszę iść. Harry potrzebuje kogoś, kto dotrzyma mu towarzystwa.
Louis się do niej uśmiechnął. Tak bardzo jak pewnie nie chce tego przyznać, wiedziałem, że Louis respektował Scarlet. Znałem mojego najlepszego przyjaciela i potrafiłem rozpoznać jego prawdziwy uśmiech.
Louis odbierał mnie z domów niezliczonych dziewczyn, po tym jak je zaliczyłem po pijanemu. Widział, jak zatapiam moje żale w dragach. Przez całe życie byłem wrakiem bez emocji.
Obserwowanie jak się zmieniałem prawdopodobnie było dla niego trudne, ale wiedziałem, że chciał dla mnie tego, co najlepsze. Nie był fiutem w tym temacie tak jak Zayn.
- Dotrzymam tej chorej na miłość bestii trochę towarzystwa. – Louis powiedział, patrząc na mnie. Scarlet zaśmiała się, odwracając się, by również na mnie spojrzeć. Przewróciłem oczami, mały uśmiech na mojej twarzy.
- Dobrze. – powiedziała - Muszę tylko zabrać moje rzeczy i już mnie nie będzie.
- Zaraz wracam stary. – powiedziałem do Louis’ego, kiedy poszedłem za Scarlet do mojego pokoju. Skinął i usiadł na kanapie, włączając telewizor.
Obserwowałem, jak Scarlet zbiera jej ubrania z poprzedniej nocy i wkłada je do torby. Uczesała swoje długie włosy i zebrała je w kucyk, który wciąż spływał jej po plecach.
- Wiesz, że nie musisz iść. – powiedziałem, kiedy podszedłem do niej i przytuliłem ją od tyłu.
- Wiem. – uśmiechnęła się, odwracając się do mnie. Pocałowała mnie w policzek, jej dłonie oplotły moją szyję - Ale często u ciebie nocuję i moi rodzice myślą, że jestem u Sierry. Muszę czasami iść do domu.
Zajęczałem cicho, wciskając głowę w jej szyję.
- Chciałbym, żebyś znowu ze mną mieszkała. – powiedziałem w jej gładką skórę. Zachichotała, mój gorący oddech połaskotał jej szyję.
- Przyjdę jutro po szkole. – odpowiedziała. Poruszyła się, aby się odsunąć, ale ja tylko zacieśniłem uścisk, nie pozwalając jej się ruszyć.  Zaśmiała się głośno, próbując bez skutku wyrywać się z mojego uścisku.
- Harry, muszę iść! Louis na ciebie czeka! – zaśmiała się.
- Nie obchodzi mnie to. – powiedziałem. Moje słowa stłumiła jej szyja. Westchnęła głośno.
- Tak bardzo się zmieniłeś. – powiedziała cicho, jej dłoń przejechała po moich lokach. Poruszyłem się delikatnie, tak żebym mógł spojrzeć na jej oczy.
- Co masz na myśli?
Uśmiechnęła się ciepło, jej perfekcyjnie białe zęby i delikatne dołeczki się pojawiły.
- Ty po prostu, nie wiem, stałeś się bardziej otwarty. Chowałeś swoje uczucia i zachowywałeś się, jakbyś mnie tak naprawdę nie potrzebował. Albo bardziej jakbyś nie chciał mnie potrzebować.
Wróciłem myślami do czasu, kiedy taki byłem, nieustannie walczyłem z uczuciami. Próbowałem się zachowywać… profesjonalnie, dla zakładu. Ale ze Scarlet, miałem przejebane.
Nie mogłem udawać, że jej nie chcę lub jej nie potrzebuję… bo jej potrzebowałem. Tak cholernie jej potrzebowałem.
- A teraz trzymasz mnie i nie pozwalasz mi wyjść. – zaśmiała się. Westchnąłem i niechętnie ją puściłem.
- Co ty do cholery ze mną robisz? – zapytałem, a ona się zaśmiała - Sprawiasz, że brzmię jak ciota.
Zaśmiała się, przyciągając mnie i całując mnie w usta. Jej język śmiało wszedł do moich ust i spotkał się z moim. Smakowała słodko i miętowo. Odsunęła się i pocałowała mnie w szyję.
- Lubię tą twoją stronę. Pokazuje mi, że ci zależy. – uśmiechnęła się. Zabrała swoja torbę z mojego niepościelonego łóżka i założyła buty.
- Zależy mi. – powiedziałem szczerze. Za bardzo mi zależało. Stanowczo za bardzo mi zależało.
- Zależy mi bardziej niż możesz sobie to wyobrazić. – Scarlet wymamrotała.  Złapała moją dłoń, kiedy poszła w kierunku drzwi.
- Do zobaczenia jutro w szkole. – powiedziałem, całując ją. Uśmiechnęła się i pokiwała, odwracając się do Louis’a, który intensywnie coś oglądał.
- Do zobaczenia Louis! – krzyknęła, kiedy posłała mi ostatni uśmiech i wyszła na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi.
- Pa, Scarlet! – Louis odkrzyknął po kilku chwilach, całkowicie pochłoną go program, który oglądał.
Usiadłem obok niego, wyłączając telewizor. Lou odwrócił się i na mnie spojrzał.
- Przyszedłem przeprosić. – powiedział, idąc za mną do kuchni, gdzie poszedłem po coś do jedzenia.
- Za co? – zapytałem. Louis westchnął.
- Za Zayna, który był kompletnym chujem. – wygderał. Zaśmiałem się, chociaż to nie było niż śmiesznego.
- Nawet nie wspominaj jego imienia. – odpowiedziałem ponuro - Nie masz pojęcia, co prawie mu wczoraj zrobiłem. Prawie go zabiłem. Nigdy nie byłem tak wściekły.
- Haz, nie wiem co z nim do cholery jest. – Louis westchnął, siadając przy stole - Co się w ogóle stało? Wiem tylko, że próbował namówić Scarlet, żeby zapaliła czy coś?
- Ta cholerna bestia sprawiła, że czuła się źle przez to, że nigdy nie paliła i wtedy próbowała zmusić ją do zapalenia trawki. – wyburczałem, moja złość natychmiastowo wróciła, kiedy przypomniałem sobie bieganie po domu, szukając blond głowy i niebieskich oczu Scarlet.
Kiedy moje oczy spoczęły na jej drobnym ciele, które siedział obok Zayna, kiedy ten podawał jej trawkę, złość niemal mnie oślepiła.
- To było oczywiste, że ona tego nie chce. A co było najgorsze? Na nią też się wkurzyłem. Krzyczałem na nią, a ona tylko próbowała dopasować się do moich przyjaciół. Chciała zrobić mi przyjemność.
Westchnąłem i przejechałem dłonią po twarzy.
- To się musi kurwa skończyć albo naprawdę zrobię Zaynowi poważną krzywdę. – powiedziałem szczerze, odwracając się do Louis’ego, który się ze mną zgodził.
- Wiem, stary. – powiedział, wzdychając - Nie obwiniam cię.
- Chciałbym tylko wiedzieć, dlaczego on tak nią gardzi. – westchnąłem.
- Może- – Louis sam sobie przerwał - Może on po prostu jest zazdrosny. Chciał zerżnąć Scarlet, ale ty miałeś ją pierwszy. A teraz jesteś praktycznie jej wszystkim.
Uśmiechnąłem się delikatnie na słowa Louis’ego.
- Bardzo ją lubię Lou  – powiedziałem szczerze - A jeśli to oznacza stratę Zayna, żeby ją przed nim chronić, to niech się tak stanie.
Louis spojrzał na mnie cicho, kiwając ze zrozumieniem. Po chwili otworzył usta.
- Czy ty – zatrzymał się - Czy ty ją kochasz?
- Tak.
Te słowa opuściły moje usta bez trudu, nawet o tym nie myśląc.
Louis patrzył na mnie.
- Tak myślałem. – odpowiedział, wstając - Twoje oczy nie opuszczają jej. Tak jakby była jedyną osobą na świecie, która się dla ciebie liczy. Tak jakbyś czekał, by dla niej umrzeć, by zrobić dla niej cokolwiek.
Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową.
- Nie wiem, kiedy to się stało. Ale jesteśmy razem od miesiąca. To krótki czas, wiem. Ale… wiem, że umarłbym dla niej.
- Więc to już nie jest tylko zakład? – Louis wyjaśnił.
- Nie. – powiedziałem sztywno - W żadnym wypadku.
- Co jeśli dowie się o zakładzie?
- Nie dowie się. – powiedziałem surowo - Jeśli spróbuję skończyć zakład, podejrzewam, że Zayn się wkurzy i pewnie jej powie. Więc muszę wygrać. Pozwolę Zaynowi zatrzymać jego samochód i wtedy może nie będzie na nas tak wściekły. Ona nigdy nie może się dowiedzieć.
Louis ponownie skinął.
- Uważaj stary. Kłamstwa są lepkie. – powiedział. Skinąłem. Miał rację. Wkopałem się.


~~
*Punkt widzenia Scarlet*

Był poniedziałek i na dzisiaj szkoła się skończyła. Siedziałam w moim samochodzie i sprawdzałam wiadomości przed wejściem do domu Harry’ego. Zaparkowałam na jego podjeździe. 
Spojrzałam na moje smsy. Miałam ich osiem od Aleca, wszystkie błagały żebym z nim porozmawiała. Westchnęłam i sprawdziłam kilka nowych wiadomości. Jedna była od Woodsa. Przeczytałam ją w szoku. Skąd on wziął mój numer?
Było tam napisane, że chce ze mną porozmawiać. Część mnie chciała mu odpisać i porozmawiać z nim. Wciąż w jakiś sposób mnie interesował. Ale wiedziałam, że nie mogłam zrobić tego Harry’emu. Więc zignorowałam tego smsa.
Następna wiadomość była od chłopaka, z którym chodziłam do North Pacific. Był moim dobrym kolegą. Zaśmiałam się, czytając zabawnego smsa, którego mi wysłał i natychmiastowo odpowiedziałam.
Wtedy zauważyłam wiadomość od Charliego, mojego brata, w której pytał co robię. I że za mną tęsknił. Uśmiechnęłam się i zdecydowałam, że po prostu zadzwonię do niego wieczorem. Bardzo za nim tęskniłam.
Wyszłam z samochodu i przeszłam przez podjazd do domu Harry’ego. Siedział na kanapie i jadł kanapkę.
- Hej. – uśmiechnął się do mnie, jego zielone oczy zamigotały i jego dołeczki się pojawiły. Uśmiechnęłam się do niego, pocałowałam go w policzek i usiadłam obok niego.
- Myślę, że pójdę wziąć prysznic. – powiedziałam i przejechałam ręką po włosach. Brałam prysznic wczoraj wieczorem, ale moje włosy nie współpracowały.
- Mogę ci pomóc. – Harry uśmiechnął się do mnie. Przewróciłam oczami i wstałam.
- Myślę, że poradzę sobie sama. Nauczyłam się brać prysznic już jakiś czas temu. – powiedziałam. Wzruszył ramionami, przewracając oczami, na co się zaśmiałam.  Zostawiłam telefon na stole obok niego i poszłam do łazienki.
Włączyłam wodę i zaczęłam się rozbierać, kiedy zauważyłam, że nie mam ręcznika. Otworzyłam drzwi, wychodząc na korytarz, który prowadził do pralni, gdzie były ręczniki.
Zatrzymałam się, kiesy zobaczyłam tył Harry’ego, który siedział i trzymał… mój telefon?
Nie przeszkadzało mi to. Nie było tak, że miałam coś do ukrycia. Zostawiłam go na stole przed nim. Ale byłam ciekawa, co z nim robił.
Zrobiłam dwa ciche kroki do przodu i spojrzałam mu przez ramię, zobaczyłam, że przegląda moje wiadomości. Dostałam dwie nowe, od mojego kolegi North Side i od mojego kuzyna.
Moje usta się otworzyły, kiedy zobaczyłam, jak otwiera wiadomości i je usuwa. Jeszcze ich nie widziałam. Usuwał wszystkie moje wiadomości od chłopców. Obserwowałam, jak usuwał wiadomości od Woodsa i mojego brata.
Powiedzenie, że byłam zła byłoby nieporozumieniem.
- Co robisz? – zapytałam zimnym głosem. Harry podskoczył zaskoczony i odwrócił się do mnie. Miał winny wyraz twarzy, który szybko zastąpił niewinny.
- Chciałem pograć na twoim telefonie. – powiedział, uśmiechając się, włączył grę. Ze złością zabrałam mu telefon.
- Naprawdę? – wyrzuciłam - Nie przeglądałeś i nie usuwałeś moich wiadomości?
Harry westchnął i wstał, stając ze mną twarzą w twarz.
- I tak nie powinnaś gadać z innymi. Jesteś moja, nie ich. – powiedział chłodno. W ogóle nie żałował tego, co zrobił.
Zaśmiałam się z niedowierzaniem.
- To nie daje ci prawa do usuwania moich wiadomości, zanim nawet je przeczytam! – krzyknęłam. Oczy Harry’ego pociemniały, kiedy usłyszał ton mojego głosu, a jego szczęka się zacisnęła.
- Właściwie daje. – wyburczał, patrząc na mnie - Jeśli jesteś moja to mogę wybierać z kim rozmawiasz, kiedy rozmawiasz i o czym rozmawiasz.
Moja szczęka opadła. Czy on naprawdę myślał, że może mnie tak kontrolować? Moja złość tylko wzrosła, jeśli to w ogóle możliwe.
- Jesteś idiotą! – krzyknęłam, na co oczy Harry’ego pociemniały nawet bardziej - Nawet kurwa nie odpisałam Woodsowi. A chłopak, któremu odpisałam to kolega! Tylko kolego! Jezu, Harry. Nie jest tak, że pisałam do niego i pytałam, czy chce, żebym mu zrobiła loda!
- Nie mów tak kurwa. – Harry powiedział niskim głosem. Był wkurzony. Zawsze wkurzał się, kiedy wspominałam innego chłopaka, nawet jeśli to było w żartach.
- I wtedy – kontynuowałam - Usunąłeś wiadomości od Charliego i Jacka!
- Nie musisz rozmawiać z przypadkowymi facetami, Scarlet. – Harry krzyknął, idąc w moim kierunku tak, że był tylko pół metra ode mnie.
- Oni są moją pieprzoną rodziną! – krzyknęłam - Charlie jest moim bratem, a Jack kuzynem!
Uświadomienie dotknęło Harry’ego. Kilka razy mówiłam o Charliem, ale zawsze zazdrość Harry’ego przyćmiewała wszystko. Wyglądał na zawstydzonego, ale jego uparty wyraz twarzy za chwilę wrócił.
-- Może nie chcę, żebyś rozmawiała też z nimi! – krzyknął - Rodzina czy nie...
Spojrzałam na niego w czystym szoku. Chciał kontrolować to czy będę rozmawiać z moją rodziną?
- Jesteś pieprzonym psycholem, jeśli myślisz, że możesz powstrzymać mnie przed rozmawianiem z moją rodziną! – krzyknęłam. Słowa, które opuszczały moje usta były spowodowane czystą złością. Przeklinałam częściej niż przez cały tydzień razem wzięty.
Pierś Harry’ego unosiła się i opadała raptownie, moje krzyki sprawił, że był jeszcze bardziej zły, jeśli to możliwe.
- Nie jestem zabawką, którą możesz kontrolować! – krzyknęłam - Mogą rozmawiać z kim chcę-
- Zamknij się Scarlet. – Harry powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Mogę pisać do kogo chcę-
- Zamknij się.
- Mogę dzwonić do kogo chcę-
- Powiedziałem, żebyś się do cholery zamknęła!
- Nawet kurwa mogę spać z kim chcę! – krzyknęłam, zła przez wymagania Harry’ego. Byłam zmęczona jego kontrolą.
Następna rzecz, która się stała, stała się w mgnieniu oka. Ręka Harry’ego się odchyliła, jego czarne oczy były wściekłe. Jego usta zacisnęły się w cienką linię. Jego dłoń zbliżała się do mnie z zawrotną prędkością i w jednej sekundzie zdałam sobie sprawę z tego, co robił.
Chciał mnie uderzyć.
Małe chlipniecie opuściło moje usta z szoku, a ja cofnęłam się i czekałam na przyjście bólu. Ale on nie nadszedł. Powoli otworzyłam oczy, które zamknęłam bezwiednie, zobaczyłam dłoń Harry’ego. Była zamarznięta kilka centymetrów od mojej twarzy.
Patrzyłam na nią szerokimi oczami. Moje ręce się trzęsły, łzy chciały wypłynąć. Powoli spojrzałam na Harry’ego.
Oddychał głęboko. Jego oczy były szeroko otwarte. Znowu były zielone. Patrzyły na jego własną dłoń tak, jakby nie należała do niego.
Wtedy spojrzały na mnie.
- Sca-
- Chciałeś mnie uderzyć. – powiedziałam cicho. Moje serce stało się ciężkie, bo Harry Styles, chłopak, który dwie noce temu powiedział mi, że nigdy mnie nie skrzywdzi, był kilka sekund od uderzenia mnie.
- Nigdy bym- – Harry raptownie pokręcił głową, jego loki układały się na czole. Z desperacją sięgnął w moim kierunku, chwytając moją talię. 
Odrzuciłam jego ręce.
- Nie dotykaj mnie. – powiedziałam.
- Scarlet, nie. – Harry zapłakał. Jego głos się łamał. Nie miałam odwagi, by na niego spojrzeć, kiedy go ominęłam i poszłam do salonu po moją kurtkę.
Poszłam do frontowych drzwi, ale zatrzymałam się, kiedy Harry oplótł rękami moją talię. Klęczał przede mną, jego głowa była na moich biodrach, kiedy trzymał mnie przy sobie, jakby to było życie lub śmierć.
- Puść mnie. – powiedziałam, mój głos łamał się tak samo jak jego. Po mojej twarzy spływały łzy.
- Scarlet, przepraszam, przepraszam! – Harry krzyczał, jego głos łamał się z każdym słowem. Poczułam na dżinsach wilgoć od łez Harry’ego.
- Puść mnie. – odpowiedziałam.
- Nie zostawiaj mnie, proszę nie zostawiaj mnie! – Harry powiedział, ściskając moją talię nawet bardziej.
- Przepraszam! Przepraszam! Nigdy bym cię nie skrzywdził! Proszę, nie zostawiaj mnie, Scarlet! Potrzebuję cię. Potrzebuję cię. Potrzebuję cię.
Harry odpowiadał wciąż i wciąż, kiedy przyciskał głowę do moich bioder.
Pokręciłam nosem, żeby zatrzymać łzy, kiedy chwyciłam ręce Harry’ego i je odsunęłam.
Spojrzał na mnie z ziemi. Jego zielone oczy był czerwone i mokre, łzy spływały po jego policzkach. Miał w oczach nadzieję, kiedy mnie obserwował.
Ale kiedy upuściłam jego ręce, jego twarz zmarszczyła się w porażce. Przeszłam obok niego, zabrałam moje kluczyki i wyszłam z domu, kiedy usłyszałam jego krzyki i płacz. Cicho weszłam do samochodu.
Jechałam tylko trzy minuty, ale musiałam zjechać z drogi. Mój płacz wypełnił samochód. Czułam się złamana. Osoba, która mówiła, że zawsze mnie obroni, była moment od uderzenia mnie.
Siedziałam w moim samochodzie trzydzieści minut, płacząc i płacząc. Dopóki w końcu mój płacz mnie zmęczył. Oparłam się o siedzenie, a moje ciężkie oczy się zamknęły.
____________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

wiecie, jednak lubię takiego harryego ahaha
kocham dramy
kocham
k o c h a m
k  o   c  h  a  m

my parents yo


dobra słuchajcie tera

1. na asku pytacie czy będziemy tłumaczyć drugą część Damaged - tak, Ania już się za to wzięła, ale na razie jest tylko prolog i 2-3 rozdziały, więc pewnie dogonimy autorkę :()()(
2. widzę że dość dużo osób czyta Damaged, grubo ponad 200, widzę głosy na ankiecie. jest was naprawdę sporo, a komentarzy średnio jest 50:):):): no cóż, muszę was nauczyć komentować
3. Damaged Innocence część pierwszą skończymy jakoś na samiutkim początku stycznia, zaraz po sylwestrze, także już was uprzedzam abyście byli trzeźwi bo będzie grubo hehe ale w sumie jak już wiecie odstępy czasowe co do dodawania rozdziałów zależą od was :*


WIĘC
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

UWAGA
.
.
.
.
.
.
.
 80 KOMENTARZY - ROZDZIAŁ NASTĘPNY AAAAAAAAAAA<3 





ok ode mnie tyle bo notatka jest dłuższa niż cały rozdział, lol

@nancy_thewizard & @creepses

niedziela, 1 grudnia 2013

wściekła miłość - rozdział XVI

(((+18)))



- Nie stary, nie chcę przyjść. – usłyszałam głos obok mnie. Zmrużyłam oczy, zanim otworzyłam jedno i zobaczyłam, jak Harry leży obok mnie, rozmawiając przez telefon.
- Rozumiem, ale kiedy ostatni raz poszedłem na imprezę, upiłem się, a Brittany skończyła w moim domu. – Harry wyszeptał. Usłyszałam głośny głos po drugiej stronie telefonu. Przysunęłam się bliżej Harry’ego, chociaż i tak już trzymał mnie w śmiertelnym uścisku.
- Wiem, że nie spałem z Brittany, ale to nie zmienia faktu, że omal nie straciłem Scarlet. Nie idę. – Harry odpowiedział. Kiedy zaczęłam się budzić, zrozumiałam, że chłopcy próbowali wyciągnąć Harry’ego na imprezę.
- Nie mogę jej wziąć. – Harry powiedział twardym głosem - Nie pasuje do twoich imprez, kto wie, co mogłoby się stać.
Usiadłam, kiedy o mnie wspomniał. Harry spojrzał na mnie i się uśmiechnął, jego zielone oczy pojaśniały, a jego dołeczki pojawiły się na policzkach. Jego loki były wszędzie, kręcony bałagan.
- Jedna sekunda, Lou. – Harry powiedział, kiedy upuścił telefon na kolana.
- Dzień dobry. – powiedziałam cicho, biorąc dłoń Harry’ego w swoją. Pochylił się, całując mnie w czoło i kładąc na nim policzek.
- Dzień dobry aniołku. Obudziłem cię? – Harry zachrypiał. Pokręciłam głową, chociaż wiedział, że kłamię.
- Z kim rozmawiasz? – zapytałam, wskazując na telefon.
- Oh, tylko z Louisem. Robi dziś imprezę i powiedziałem mu, że nie możemy przy-
- Chcę iść. – powiedziałam, przerywając Harry’emu. Jego brwi się uniosły, a on patrzył na mnie, jakby wyrosła mi nowa głowa.
- Chcesz iść na imprezę South Side? – Harry powtórzył. Entuzjastycznie pokiwałam.
- Czemu nie? – zapytałam, wzruszając ramionami - Poszedłeś ze mną na bal charytatywny, więc mogę iść z tobą na imprezę.
- Nie. – Harry powiedział. Wydawał się rozważać to, ale potem zrównał ten pomysł z ziemią - Nie, nie chcę cię tam Scar.
- Czemu? – zaskomlałam, kiedy przejechałam ręką po moich włosach. Moje włosy były jednym wielkim supłem od całego spreju, którymi je wczoraj potraktowałam.
- Bo te rzeczy są szalone. Wszyscy są najebani dragami lub procentami, a ty tego nie robisz i-
- Harry, poważnie. Będę z tobą cały czas. Będzie dobrze. Obiecuję. – powiedziałam, rozszerzając moje niebieskie oczy. Harry westchnął i spojrzał na swój telefon, zanim pokiwał wolno.
Uśmiechnęłam się i mocno przytuliłam Harry’ego.
- Co powinnam założyć? – zastanawiałam się na głos, kiedy wyszłam z łóżka Harry’ego. Niechętnie puścił moją dłoń.
- Dżinsy i sweter. – Harry powiedział, siadając, jego nagi tors był rozświetlony przez słońce wpadające przez okno.
- Dżinsy i sweter? – zaśmiałam się - Harry, jest październik. Będzie mi za gorąco.
- Cóż, po prostu nie ubieraj niczego, co będzie odsłaniało dużo skóry. – Harry odpowiedział - Lub skończę wpierdalając komuś.
- Harry. – powiedziałam, odwracając się i patrząc na niego. Uniósł brwi oczekująco - Poważnie, widziałam bójkę wczoraj, nie chcę drugiej dzisiaj. Proszę.
- Tak długo, jak nikt na ciebie nie spojrzy, nie będzie żadnych bójek. – Harry odpowiedział. Przewróciłam oczami, kiedy wzięłam moją torebkę i sukienkę z wczorajszej nocy. Miałam na sobie ubrania Harry’ego, bo nie spakowałam żadnych swoich.
- Muszę iść do domu i wziąć ubrania na dziś. Chcesz po mnie przyjechać czy spotkamy się-
- Odbiorę cię. – Harry powiedział, kiedy poszedł za mną od drzwi. Skinęłam, kiedy zaczęłam wychodzić.
Harry złapał moją talię i odwrócił mnie, łącząc nasze usta. Uśmiechnęłam się w pocałunku, kiedy język Harry’ego przejechał po moich wargach, otwierając moje usta.
Usłyszałam, jak moje usta opuścił jęk, którego nawet nie zauważyłam. Poczułam, jak robi mi się cieplej, kiedy nasze języki się dotykały. Odsunęłam się i uniosłam brwi.
- Nie wychodź bez pocałowania mnie na do widzenia. – Harry powiedział, jakby to była zasada. Pochyliłam się do przodu, przyciskając usta do jego policzka.
- Do widzenia. – powiedziałam powoli, kiedy otworzyłam drzwi i wyszłam. Harry delikatnie klepnął mnie w tyłek, a ja zapiszczałam i wystawiłam środkowy palec.
- Odbiorę cię za kilka godzin. – Harry krzyknął.

~~

Przejechałam dłonią po moich falach, które sięgały prawie do mojej pupy. Sprawdziłam mój makijaż, nad którym spędziłam 30 minut, zrobiłam grube kreski płynnym eyelinerem na połyskujących powiekach i wydłużyłam rzęsy tuszem. Moja twarz była czysta i opalona, miała lekki róż.
Przeszłam przez moją dużą łazienkę do mojego ogromnego lustra, by po raz ostatni sprawdzić mój strój. Poprawiłam moje dżinsowe szorty z wysokim stanem. W nie włożyłam czarną bokserkę. Oprócz tego miałam na sobie czarne gladiatorki. Mieszkanie w North Pacific w październiku znaczyło, że wciąż jest gorąco. Więc, jeśli założysz coś więcej niż szorty i bokserkę, będzie ci gorąco.
Wiedziałam, że Harry pewnie nie będzie zadowolony, ale musiał się z tym pogodzić. Kiedy zakładałam mój srebrny łańcuszek, drzwi się otworzyły.
Moja matka weszła z lampką wina w dłoni, mając na sobie sukienkę z BGBC, na którą była o 15 lat za stara.
- Scarlet? – zapytała. Wyszłam z łazienki i podeszłam do łóżka, by wziąć torebkę i telefon.
- Tak?
- Wychodzisz? – powiedziała. Skinęłam i uniosłam brwi, zastanawiając się, czy ona ma coś do powiedzenia. Zawsze miała.
- Nie podoba mi się twój strój. – no i jest. Moja mama zmarszczyła nos zdegustowana - Pokazujesz za dużo ciała.
- To szorty i bokserka… – odpowiedziałam. Czy ona wiedziała, jak ubierają się inne dziewczyny z South Pacific? Malutkie szorty, które eksponowały ich brzuchy i koszulki do pępka. Mam całkowicie zakryty brzuch i tyłek.
- Gdzie idziesz?
- Na imprezę. – odpowiedziałam.
- Z kim? – mama zapytała, kiedy wzięła łyk wina, jej idealnie zrobione paznokcie trzymały drogie, kryształowe szkło.
- Ze Sierrą.
- Oh dobrze.. – moja mama wykrzyknęła, uśmiechając się - Spędzasz za dużo czasu z tym chłopcem i-
- Harry. – przerwałam jej - On ma na imię Harry.
- Racja, Harry. – przewróciła oczami.
- Czemu go nie lubisz? – zapytałam - Był dla ciebie miły. Nie wspominając o tym, że nigdy nie traktował mnie, twojej córki, źle.
- Scarlet, on nie jest… poważany. – moja mama powiedziała, kręcąc głową. Wzięła kolejny łyk wina - Twój ojciec może go lubić, ale ja nie jestem przekonana. Wszystkie tatuaże na jego rękach? To takie tandetne.
- Oceniasz go po wyglądzie zewnętrznym. – zaczęłam, patrząc na nią z zniesmaczeniem.
- Nie, jestem praktyczna. Jest dzikim nastoletnim chłopcem. Nie ma nic dobrego ze złego chłopca, Scarlet. Zdasz sobie z tego sprawę tak szybko, jak cie zrani i zostawi z niczym.
- Może masz rację. – odpowiedziałam - Ale na razie, będę spędzała z nim mój czas. Jest jedną z najlepszych rzeczy, jaka pojawiła się w moim życiu w długim czasie. Lubi mnie za mnie. I nie osądza wszystkiego, co robię.
- Scarlet, tylko wystawiasz się na ból. Jak powiedziałam, nie ma nic dobrego z chłopców takich jak on. Ale się o tym przekonasz sama. Twój ojciec i ja jedziemy na kolację. Wrócimy jutro. – odpowiedziała. Skinęłam i obserwowałam, jak wychodzi.
Nienawidziłam jej. Tak bardzo jej nienawidziłam w tym momencie.
Mój telefon się odezwał, a ja wzięłam go do ręki, mając nadzieję, że zobaczę na nim twarz Harry’ego. Jego zdjęcie pojawiało się na ekranie, zawsze kiedy do mnie dzwonił. Ale zamiast tego, wyskoczyło imię Alec’a.
Odrzuciłam połączenie. Alec dzwonił do mnie codziennie. Nie żeby Harry o tym wiedział. Gdyby się o tym dowiedział, prawdopodobnie spróbowałby zabić Aleca. Jakby potrzebował innego powodu.
Po tym jak Harry powiedział mi, że Alec zapłodnił jego starszą siostrę, wiedziałam, że nigdy nie spojrzę na Aleca tak samo. Nie wspominając i tym, że pocałowałam Aleca. Wiedziałam, że się do niego kompletnie nie zbliżę.
- Pa aniołku. – mój tata powiedział, kiedy wszedł - Będziemy jutro.
- Pa tato. – uśmiechnęłam się, kiedy pocałował mnie w policzek.
- Wychodzisz? – zapytał. Pokiwałam.
- Z Harrym?
- I Sierrą. – dodałam, chociaż to było kłamstwo. Ale moi rodzice, cóż, przynajmniej moja mama, miała myśleć, że będę ze Sierrą.
- Lubię go. – mój tata stwierdził. To mnie zaskoczyło. Wiedziałam, że mój tata był dla Harry’ego całkiem miły, ale to, że sam to powiedział było… dziwne.
- Ja też go lubię. – uśmiechnęłam się - Bardzo.
- Wiem, ostatnio byłaś inna… smutna. – mój tata zakaszlał - Ale w ciągu ostatnich kilku tygodni byłaś o wiele szczęśliwsza. Więc, jeśli to przez Harry’ego, to go lubię.
- On sprawia, że jestem szczęśliwa. – odpowiedziałam, uśmiechając się na myśl o Harrym.
- Dobrze – mój tata wstał z mojego łóżka i uśmiechnął się - Do zobaczenia jutro.
- Ok, pa tato. – odpowiedziałam, odprowadzając go wzrokiem do drzwi.
Posmutniałam, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie przytulił mnie na do widzenia. Lub nie powiedział ‘kocham cię’ lub ‘będę tęsknił’.
To trochę bolało. Wiedziałam, że mnie kochał. Ale bolało, że tego nie mówił. Ostatni raz ktoś powiedział, że mnie kocha był, kiedy widziałam Anne kilka dni temu. Zawsze mi mówiła, że mnie kocha. Po tylko kilku tygodniach życia z nią, mówiła mi, że mnie kocha, kiedy wychodziłam do domu.
To mnie szokowało, ale sprawiało, że czułam się dobrze i radośnie. Lubię być kochana. Jeszcze lepiek, lubiłam, kiedy mówi mi się, że się mnie kocha.
Usłyszałam jak drzwi garażu się zamykają i otwierają i wiedziałam, że moich rodziców już nie ma. Wstałam i zabrałam torbę, do której włożyłam ubrania na zmianę na jutro, kiedy będę z Harrym u niego w domu.
Ponownie usłyszałam mój telefon. Teraz był to Harry, jego uśmiech pojawił się na moim iPhonie. Uśmiechnęłam się i odebrałam.
- Tak?
- Stoję przed drzwiami. – odpowiedział chrypliwy głos Harry’ego - Powinienem poczekać aż mi otworzysz, czy mam je znowu zniszczyć?
Zaśmiałam się na wspomnienie Harry’ego niszczącego drzwi, bo ja go ignorowałam i nie chciałam tego zrobić.
- Nie, otworzę je. – odpowiedziałam, biorąc torbę i schodząc po schodach - Nie chcę kupować kolejnych.
Otworzyłam i zobaczyłam Harry’ego, który trzymał telefon przy uchu. Uśmiechnął się i rozłączył, kiedy mnie zobaczył. Przejechałam po nim wzrokiem.
Jego loki układały się na jego czole, wyglądały na wilgotne, jakby dopiero co wyszedł z pod prysznica. Miał na sobie ciasne czarne dżinsy i koszulkę w stylu vintage. Jak zwykle wyglądał bosko.
- Cześć skarbie. – powiedział cicho, a jego ręce oplotły moją talię i przyciągnęły mnie do niego.
- Cześć. – uśmiechnęłam się, kiedy jego nos dotknął mojego.
- Gotowa? – zapytał. Skinęłam, obserwując jak bierze ode mnie torbę i zanosi ją do samochodu. Zamknęłam drzwi i poszłam za nim.
Podeszłam do niego, kiedy otworzył drzwi. Wsiedliśmy, a on spojrzał na mnie pytająco. Pochyliłam się nad środkiem samochodu i mocno go pocałowałam. Odsunęłam się po chwilowym namiętnym pocałunku.
- Co to było? – Harry zapytał bezdechu, jego dłonie złapały moje. Uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami.
- Jestem po prostu szczęśliwa, że cię poznałam. – odpowiedziałam, kiedy odwróciłam się przodem do okna. Czekałam, aż Harry odpali samochód, ale on tego nie zrobił.
Odwróciłam się, by na niego spojrzeć, a on patrzył na mnie intensywnie, jego zielone oczy były ciemnozielone tak bardzo, że przeszły mnie ciarki.
- Co ty ro- – nie skończyłam, bo dłonie Harry’ego były w moich włosach, a jego usta na moich. Nasze języki walczyły, nasze jęki wypełniły samochód. Delikatnie pociągnęłam jego wargę i poczułam, jak uśmiecha się w moje usta.
W końcu odsunęliśmy się od siebie, aby odetchnąć, moje niebieskie oczy spotkały jego zielone.
- Jesteś najlepszą rzeczą, jak mi się przytrafiła, – Harry powiedział, jego dłoń objęła mój policzek - Wiem, że znamy się tylko pięć tygodni Scar, ale nie mogę sobie wyobrazić życia bez ciebie. Kurwa, nie chcę tego robić.
- Nie musisz. – odpowiedziałam, dając ku krótki całus w usta - Nigdzie się nie wybieram.
Harry uśmiechnął się i skinął, jego loki delikatnie się poruszyły, kiedy w końcu oderwał ode mnie wzrok i odpalił samochód.
- Nie chcę zostawać długo. – Harry powiedział, kiedy otworzył mi drzwi i złapał mnie za rękę. Złączył nasze palce, jego duże dłonie obejmowały moje małe - Tylko się pokażemy, żeby chłopcy się kurwa ze mnie nie naśmiewali. I wtedy możemy wrócić do domu.
Uśmiechnęłam się i skinęłam, pochylając się do niego, kiedy szliśmy podjazdem do ogromnego domu, który wydawał trząść się od głośnej muzyki.
Kochałam, kiedy Harry mówił ‘dom’, a ja od razu wiedziałam, że mówi o jego domu. Jego dom jest bardziej mój, niż ten, gdzie mieszkają moi rodzice. To było trochę smutne. Ale było dobrze, bo miałam Anne, Matta, Sama i przede wszystkim Harry’ego.
Weszliśmy do środka, było ciemno, ale świeciły jasne światła. Ludzie tańczyli i trzymali kubki w dłoniach. Dom pachniał papierosami, dragami i alkoholem. Przełknęłam ślinę. Trochę się denerwowałam. Nigdy nie byłam na takiej imprezie.
Pewnie, byłam na imprezie South Side z Aleciem, ale to było na plaży. Inaczej jest być na publicznej plaży, a inaczej w domu. Wszystko i nic dzieje się w domach.
- Załatwię nam coś do picia. – Harry powiedział mi do ucha przez muzykę, kiedy ciągnął mnie przez tłum. Zatrzymaliśmy się w kuchni, Harry niechętnie puścił moją dłoń, aby napełnić dwa kubki jakimś piwem.
- Scar, przyszłaś! – głos za mną powiedział. Odwróciłam się i zobaczyłam Lea’ę, jej uśmiechająca się twarz błyszczała. Uśmiechnęłam się i ją przytuliłam.
- Tęskniłam za tobą! – zaśmiałam się. Skinęła, biorąc łyk z jej czerwonego kubka.
- Wiem, musimy się spotkać. – zgodziłam się z nią. „Zobaczymy się później, ok?”
- Ok – uśmiechnęłam się, obserwując jak Lea przemieszcza się między ludźmi, kołysząc biodrami do muzyki.
Ręka Harry’ego oplotła moją talię i podął mi picie. Uśmiechnęłam się i napiłam się całkiem mocnego płynu. Nie był zły.
- Hej, muszę szybko iść do łazienki. – Harry popatrzył na mnie ostrzegawczo - Nie ruszaj się.
Pocałował mój ciepły policzek i przeszedł między ludźmi. Westchnęłam, czekając na niego. Obserwowałam, jak ludzie dobrze się bawią, tańczą, palą, całują się.
Dlaczego ja nie mogłam się tak bawić? Tylko tam stałam, obserwując.
- Patrzcie kto jest na imprezie South Side. – rozbrzmiał głos Zayna. Odwróciłam się i zobaczyłam jak stoi z brunetką na jego ramieniu. Uniosłam na niego brwi. 
- Byłam już na takich imprezach. – wyrzuciłam. Z jakiegoś powodu wkurzało mnie, kiedy Zayn zachowywał się, jakbym była dzieckiem, które nie wie nic o imprezach. Pewnie, nigdy nie paliłam ani nie ćpałam. Ale próbowałam alkoholu. Nie byłam kompletnie niewinna.
- Jestem pewny, że byłaś, nazywają je bale charytatywne – Zayn zaśmiał się razem z dziewczyną wyglądającą jak dziwka. Przewróciłam oczami na Zayna. Nie mogłam nic poradzić na to, że moi rodzice wyprawiali bale, kiedy Zayn ćpa z przyjaciółmi.
- Czemu mnie nie lubisz? – powiedziałam nagle, zaskakując siebie i Zayna - Co takiego ci zrobiłam?
- Zachowujesz się, jakbyś była od nas lepsza. –Zayn odpowiedział po chwili ciszy, ze zirytowaniem zrzucając brunetkę z ramion.
- Jak? – zapytałam.
- Nie pijesz, nie palisz, nie ćpasz. – Zayn udał mój głos i przewrócił oczami - Myślisz, że jesteś dużo lepsza.
- Naprawdę o to chodzi? O to, że nie biorę dragów i nie zaliczam kogo popadnie? – zapytałam - Bo jeśli muszę to robić, żebyś ze mnie zszedł i przestał mnie nienawidzić, to okej. Proszę, pokaż mi gdzie mogę zapalić.
- Poważnie? – Zayn zapytał, unosząc brwi. Skinęłam.
- Poważnie. – powiedziałam. Usta Zayna zwinęły się w diabelny uśmieszek, a on złapał mnie za rękę.
- Za mną, księżniczko. – odpowiedział, kiedy prowadził mnie przez ludzi. Nawet nie pomyślałam o Harrym lub o tym jak się wystraszy, kiedy wróci do kuchni, a mnie tam nie będzie. Myślałam tylko o tym, że po raz pierwszy w życiu zapalę. 
…i chciałam tego. Z nieustanną presją ze strony mojej mamy i ocenianiem Zayna, potrzebowałam czegoś, co odciągnie od nich moje myśli.  Byłam zestresowana, a to zaczynało być dla mnie za wiele. Sztach lub dwa może mi pomóc.
- Powiedziałem, spieprzajcie z mojej cholernej drogi. – Zayn wyrzucił w kierunku pary, która wsuwała sobie języki do gardła. Wciągnął mnie do koła, odsuwając z drogi jeszcze kilka osób. 
- Zróbcie miejsce dla Scarlet. Będzie paliła po raz pierwszy. – powiedział, uśmiechając się do mnie. Uśmiechnęłam się nerwowo do niego i usiadłam.
Popatrzyłam na ludzi w kole. Spojrzałam na chłopaka naprzeciwko mnie, który trzymał w usta blunta, zaciągając się. Czułam się nerwowo. Naprawdę, naprawdę nerwowo.
- Hej Kyle, daj mi blunta. – Zayn powiedział, wyciągając rękę. Chłopak, który jak przypuszczam jest Kylem, dał blunta Zaynowi. Zayn uśmiechnął się diabelsko i podał go mi.
„Po prostu włóż go do ust i weź oddech. Na początku może pali, ale to przejdzie.” – powiedział Zayn, jego ciemne brązowe oczy obserwowały mnie. Przełknęłam i skinęłam, biorąc go. Chciałam tego, nie mogłam być tchórzem przed Zaynem.
Założyłam moje blond włosy a ucho, wzięłam blunta między palce i szybko włożyłam go do ust. Właśnie miałam się zaciągnąć, kiedy dłoń chwyciła moją talię i odsunęła moją dłoń od ust.
- Co kurwa  –Zayn zajęczał, kiedy podniósł wzrok na osobę, która powstrzymała mnie przed moim pierwszy sztachnięciem. Od razu wiedziałam kto to jest.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam Harry’ego stojącego nade mną, jego zielone oczy były złe. Wyglądał na wściekłego. Pociągnął mnie za rękę, jego dłoń ciasno trzymała mój biceps. Zapiszczałam z bólu.
- Jeśli powiesz jeszcze jedno pieprzone słowo do mnie lub mojej dziewczyny, stracisz zęby. – Harry wyburczał do Zayna. Blunt wypadł mi z dłoń i upadł obok Zayna, który patrzył na Harry’ego, a on wziął go i włożył do ust.
Nozdrza Harry’ego ruszały się ze złości, przeniósł wzrok z Zayna na mnie, jakby zapomniał, że tu byłam. Szedł szybko przez tłum, jego długie nogi poruszały się sprawnie, kiedy prowadził mnie obok ludzi. Musiałam biec, żeby za nim nadążyć.
Kiedy byliśmy na zewnątrz cicho kroczył w kierunku samochodu, szukając kluczyków. Wyrzucał z siebie przekleństwo za przekleństwem, bo nie mógł ich znaleźć. 
W końcu je znalazł i otworzył drzwi, a potem głośno je zatrzasnął. Weszłam cicho do środka. Droga do jego domu była kompletnie cicha. Żadnego rozmawiania, żadnych słów, tylko głośny oddech Harry’ego.
W końcu, po czasie, który wydawał się niewyobrażalnie długi, dotarliśmy do pustego domu. Wszystkie światła były wyłączone. Nikogo tam nie było.
Harry otworzył drzwi samochodu i zatrzasnął je tak mocno, że pękła szyba.
- Harry, uspokój się. – powiedziałam cicho, kiedy szłam obok niego.
Jego głowa odwróciła się do mnie, oczy były niemal czarne.
- Nie waż się kurwa mówić mi, że mam się uspokoić.– Harry odburknął, idąc w moim kierunku, dopóki nie byłam oparta o jego samochód, miedzy nami tylko kilka centymetrów.
- Mam święte prawo, żeby być na ciebie cholernie wkurzony. I uwierz mi, jestem. – odpowiedział.
- Nie, nie masz. – wyrzuciłam - Palenie jest moim wyborem, nie twoim.
Moje słowa zrobiły coś, co wydawało się być niemożliwe; jeszcze bardziej wkurzyły Harry’ego.
Krzyknął, waląc pięściami w samochód. Zesztywniałam na dźwięk uderzanego metalu.
- Jesteś moja. – krzyknął, jego twarzy była centymetry od mojej - Jesteś kurwa cała moja. Więc wiesz, co to znaczy? Wszystko co robisz, jest też moim wyborem.
- Jesteś poważnie oszukany, jeśli naprawdę w to wierzysz. – odpowiedziałam, próbując go ominąć. 
Jego ręka wystrzeliła i przycisnęła mnie do samochodu.
- Oh, wierzę w to. Jesteś moja i nigdzie nie idziesz. Nie dopóki tego nie przyznasz.
- Przyznam co? – wyrzuciłam, próbując wyrwać się z jego uścisku. Harry przejechał ręką po lokach w frustracji. 
- To.. – zacieśnił uścisk - Że jesteś moja. I że się mylisz.
- Wiesz co? – wyrzuciłam, krzycząc - Dobra. Jest tak! Chciałam zapalić tylko dlatego, żeby zaakceptowali mnie twoi przyjaciele. Chciałam pasować, ale ty musisz być samolubnym dupkiem, który tylko mnie kontroluje. Chcę, żeby twoi przyjaciele mnie lubili, bo bardzo cię lubię, Harry. Cholera jasna. Musisz kontrolować swoją opiekuńczość. Ok? Jestem twoja. Jestem kurwa cała twoja i to mnie przeraża, ale musisz-
Przerwały mi usta Harry’ego na moich, jego język natychmiastowo znalazł się w moich ustach. Zanim wiedziałam co się dzieje, podniósł mnie i zaniósł do domu.
Szarpał się z kluczami, jego usta wciąż ciasno trzymały się moich. Cała nasza złość i frustracja była w tym pocałunku, nasze jęki były głośne i namiętne.
Upuścił mnie na swoje łóżko, kiedy weszliśmy do jego pokoju. Spojrzał na mnie w dół, jego oczy były czarne.
- Połóż się. – powiedział. Położyłam się, moje serce biło szybko, kiedy obserwowałam Harry’ego. Położył się na mnie, jego usta znalazły moją szyję, kiedy jego loki łaskotały mój policzek.
- Harry. – wyjęczałam, kiedy mocno zassał skórę pod moim uchem. Jego dłonie wędrowały po moim ciele do moich dżinsowych szortów. Pociągnął mój suwak, ale go powstrzymałam.
- Co? – zapytał bezdechu, kiedy na mnie spojrzał. Jego złość odchodziła, wyglądał na zranionego i pokonanego. Pokręciłam głową.
-  Nie, to nie to. Po prostu-ostatnio ty zrobiłeś mi dobrze. Ja chcę zrobić dobrze tobie…– ciągnęłam, moje policzki zarumieniły się. Oczy Harry’ego pojaśniały, kiedy zdał sobie sprawę z tego, co powiedziałam.
- Ok, ale nie musisz Scar. – odpowiedział - Wiem, że nigdy nie robiłaś czegoś takiego.
Skinęłam. Wstałam, popychają go na łóżko. Rozpięłam jego spodnie trzęsącymi się rękami i złożyłam na jego ustach nie cierpiący zwłoki pocałunek. Niedługo jego spodnie były na podłodze, a on miał na sobie tylko bokserki, które wydawały się zubożać coś wielkiego. Chwyciłam go przez materiał, a Harry natychmiastowo zajęczał.
Zgryzłam wargę, próbując nie uśmiechnąć się na reakcję, którą otrzymałam. Jego oczy były zamknięte, kiedy wsunęłam palec pod pasek jego bokserek i zaczęłam je ściągać. Szybko mi pomógł, zrzucając je z nóg .
Musiałam się powstrzymać, by nie zadyszeć na widok wielkości Harry’ego. Widziałam filmy, widziałam nawet penisa. Ale nigdy nie widziałam takiego… wielkiego.
Harry obserwował mnie oczami wypełnionymi pożądaniem, kiedy z ciekawością patrzyłam na jego dygotającego członka. Zgryzł swoją czerwoną wargę, kiedy ostrożnie wyciągnęłam dłoń i chwyciłam jego męskość.
Harry nagle wziął oddech.
- Teraz ruszaj w górę i w dół, kochanie. – Harry powiedział, prowadząc mnie. Pokiwałam, kiedy zaczęłam powoli ruszać dłonią w górę i w dół na trzonie Harry’ego. Jego oddech natychmiastowo przyspieszył, a on zaczął jęczeć.
- Właśnie tak. – wydusił, kiedy delikatnie przyśpieszyłam. To było dziwne, zawsze myślałam, że to będzie niezręczne i obrzydliwe. Ale z Harrym, chciałam go zadowolić. Lubiłam go dotykać w każdym miejscu. Chciałam tego. Pragnęłam tego.
Oczy Harry’ego zatrzymały się na moich, a ja dalej poruszałam dłoń na jego członie. Ciężko oddychał, pot zaczynał spływać mu po czole. Pochyliłam się i mocno go pocałowałam, moje dłonie nie przestawały się ruszać.
Kiedy dotarłam do czubka jego męskości, przejechałam kciukiem po czubku, na co Harry zajęczał głośno w moje usta, jego głos wirował w moich ustach. Wzięłam to za moją szansę, by włożyć mu język do ust.
- O kurwa Scarlet – Harry powiedział, odchylając się, kiedy ponownie przyspieszyłam moje ruchy - Kochanie. – wyjęczał, patrząc na mnie.
Obserwowałam go, by zobaczyć jak reagował na to, co robiłam. Chciałam wiedzieć, co lubi, a czego nie.
- Prawie jestem. – wydusił, pochylając się i całując bok mojej twarzy. Przyśpieszyłam, używając mojej wolnej dłoni do masowania jąder Harry’ego.
Chociaż pierwszy raz to robiłam, słyszałam od Sierry wiele jej doświadczeń. Więc byłam całkiem dobrze wyedukowana. 
Mój dodatkowy dotyk popchnął Harry’ego na krawędź, zajęczał i doszedł, próbując złapać oddech. Jego klatka unosiła się i opadała, kiedy położył się, jego erekcja już nie dygotała.
Złapał moją talię, przyciągając mnie do siebie.
- Pójdę się umyć. Zaraz wrócę. – powiedział, kiedy usiadł i złapał spodnie i bokserki. Nie mogłam powstrzymać się, by nie spojrzeć na jego tyłek, kiedy szedł do łazienki.
Usiadłam i wstałam z łóżka. Czy naprawdę właśnie zrobiłam Harry’emu dobrze? Wiem, że pewnie nie byłam dla niego wystarczająca. Harry spał z większą ilością osób niż ja będę spała przez całe moje życie. Prawdopodobnie bardzo chciał seksu.
Nie zamierzałam kłamać. Ja też tego chcę. Bardzo. Ale wiem, że musiałam trochę poczekać, dopóki nie będę pewna, że to będzie trwało dłużej niż miesiąc. Chociaż byłam pewna, że będzie.
Usłyszałam, jak woda się włącza i wyłącza i jak Harry szura. Zdecydowałam, że założę moje bawełniane szorty i luźną koszulkę, które spakowałam. Włosy związałam w kucyk. Kiedy usiadłam na łóżku, Harry otworzył drzwi i wszedł do środka.
Jego oczy trzymały moje w intensywnym spojrzeniu, który ciężko było utrzymać.
Rzucił brudne ubrania do kosza na brudy i usiadł przede mną.
Harry cicho wziął moje dłonie i oplótł nimi swoją szyję, ciągnąć mnie na swoje kolana.
- Przepraszam za bycie upartym kutasem. – Harry powiedział cicho, kiedy oplótł mnie ciasno rękami, jakby bał się, że zniknę.
- Przepraszam, że nie zostałam tam, gdzie mi powiedziałeś. I za próbowanie palenia. – odpowiedziałam, odsuwając się od niego i patrząc na jego twarz. Jego idealnie wyrzeźbioną twarz. Pocałował mnie w czubek nosa, a ja przechyliłam głowę na bok.
- Wróciłem z łazienki i nie było cię w kuchni. Ja po prostu… cholernie się wystraszyłem, że coś się stało. I wtedy zobaczyłem Zayna i ciebie z trawką, już miałaś to zrobić, a ja straciłem kontrolę. Przepraszam Scar.
- Jest dobrze. – odpowiedziałam, całując go w policzek - Nie wiem, co sobie myślałam. Miałam po prostu dość nienawiści Zayna i pomyślałam, że to jedyny sposób, by to powstrzymać. To było głupie.
Harry pozostał cicho, kiedy bawił się moją dłonią, delikatnie przejeżdżając szorstkimi palcami po moich.
- Ja po prostu-ja nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Jesteś niewinna. I to w tobie lubię. Podoba mi się, że nie palisz i że nei ćpasz każdego weekendu. To odróżnia cię od dziewczyn ze szkoły.
Skinęłam.
- Tak, jak nie chcesz, żebym pasował do twoich rodziców i przyjaciół, ja nie chcę, żebyś pasowała do moich. Bo wtedy nie będziesz już Scarlet Thorne.
Skinęłam, przytulając go mocno.
- Masz rację. Już tego nie zrobię. – odpowiedziałam. Harry się uśmiechnął, a na jego policzkach pojawiły się dołeczki.
- Jesteś zmęczona? – zapytał, patrząc na moją twarz. Nie zauważyłam wcześniej, ale wyłam ekstremalnie zmęczona. Skinęłam, a on podniósł mnie ze swoich kolan, kładąc mnie na łóżko. Weszłam pod kołdrę, kiedy on wyłączył światło i wszedł do łóżka.
- Muszę przyznać, że jesteś naprawdę dobra, jak na to, że nie robiłaś tego nigdy wcześniej. – Harry powiedział po chwili ciszy. Zaśmiałam się głośno, kiedy się do mnie uśmiechnął. „Dzięki temu czuję się dobrze. Dlatego, że chciałaś.”
- Oczywiście, że chciałam. – odpowiedziałam - Jesteś moim chłopakiem.
Harry obserwował mnie w ciemności, nasze oczy nie chciały się zamknąć.
- Harry. – wyszeptałam.
- Mmm? – zapytał.
- Myślę, że zaczynam cię kochać. – powiedziałam. Te słowa opuściły moje usta bez trudu. Tak jak chciałam. Może powiedziałam to przez zmęczenie. Nie wiem. Normalnie bym nie powiedziała czegoś takiego, ale w tym momencie, czułam, że musiałam mu to powiedzieć.
Harry obserwował mnie, nieczytelny wyraz na jego twarzy.
Złapał moje ciało, przysuwając mnie tak blisko jak możliwe, nasze nogi się złączyły.
- Myślę, że też zaczynam cię kochać Scarlet. – Harry wyszeptał po tym jak pomyślałam, że nie odpowie. Pocałował mnie w czoło. Jego słowa sprawiło, że moje serce się poruszyło ze szczęścia. Przytuliłam się do niego. Czułam się taka szczęśliwa. Potrzebowałam tylko jego.
Kiedy zaczęłam zasypiać, Harry mocniej mnie uścisnął.
- Nigdy na nikim nie zależało mi tak bardzo, jak na tobie.  – powiedział tak cicho, myślę, że powiedział to bardziej do siebie niż do mnie - Nigdy cię nie zranię Scarlet. Jesteś dla mnie wszystkim.
___________________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

wściekły harry<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<


wiecie, cieszyłybyśmy się gdybyście dobili do 100 komentarzy<3<3<3



jak rozdział? :)
@nancy_thewizard&creepses