środa, 13 listopada 2013

bądź moja - rozdział XI

Obserwowałem, jak wyraz twarzy Scarlet z ciekawskiego zmieniał się na zszokowany, zdegustowany, a potem niewierzący.
- Alec-on-nie możliwe… – Scarlet wymamrotała, patrząc na ziemię. Przejechała dłonią po swoich blond włosach i ponownie spojrzała na mnie. Jej niebieskie oczy wydawały się błagać mnie o to, żebym się zaśmiał i powiedział „żartowałem”, ale nie mogłem.
To była prawda.
- Więc, Alec jest ojcem? – Scarlet wychrypiała, kiedy stanęła przede mną.
- Nie. – powiedziałem, mój ton był bardziej surowy niż chciałem. Nie mogłem kontrolować złości, kiedy chodziło o Alec’a, nie po tym piekle, które sprawił mojej siostrze. Zabrał mi ją, mi, mojej mamie i moim braciom.
- Nie? – Scarlet powtórzyła. Pokręciłem głową, odwracając się, by spojrzeć za okno mojego pokoju i spojrzeć w kierunku domu Alec’a.
- Powiedział, że nie chce mieć nic wspólnego ani z dzieckiem, ani z moją siostrą. Najzwyczajniej powiedział jej, że nie da jej ani centa i żeby lepiej nie mówiła ludziom, że to on jest ojcem.
Na twarzy Scarlet widniało obrzydzenie i smutek, powoli pokręciła głową.
- Haley straciła dziecko. – wymamrotałem, słowa utknęły mi w gardle. Bardzo rzadko o tym rozmawiamy, a stało się to 2 lata temu. Moją mamę zabijała świadomość, że straciła wnuka, a ja straciłem siostrzeńca lub siostrzenicę.
- Harry… – Scarlet zaczęła, wyciągając rękę, by złapać mnie za dłoń, która delikatnie się trzęsła z nadmiaru emocji.
- Była w 7 miesiącu ciąży, ale coś poszło nie tak. – kontynuowałem - Alec nie przejął się faktem, że jego dziecko nie żyje. Robił, to co robi zawsze, palił, pił i imprezował.”
Scarlet miała łzy w oczach, kiedy stanęła przede mną.
- Jest mi tak przykro, że cię w ogóle o to zapytałam, Harry. – wyszeptała. Usiadłem na krawędzi łóżka, Scarlet umiejscowiła się miedzy moimi nogami - Nie miałam pojęcia, ja po prostu- zgaduję, że myślałam, że tylko zabrał ci jakąś dziewczynę czy coś.
- Zrobił to. – powiedziałem powoli, moje oczy powędrowały do niebieskich oczu Scarlet -  Zabrał mi Haley.
- Gdzie ona jest? – Scarlet zapytała, jej dłonie delikatnie gładzimy moje ręce, od nadgarstków po ramiona.
- Jest kilka godzin stąd na uniwersytecie. Planowała tu przyjechać, ale nie boi się, że spotka Alec’a. Zgaduję, że myślała o wyjeździe jak o nowym starcie. I miała rację. Nikt w jej szkole czy mieście nie wie, że jakiś dupek przeleciał ją, gdy była pijana i zatrzasnął jej drzwi przed nosem, kiedy przyszła do niego i powiedziała, że będą mieli dziecko.
- Nigdy więcej z nim nie porozmawiam. – Scarlet powiedziała cicho - Obiecuję.
Delikatnie pocałowałem ją w usta, ten pocałunek dał mi taki sam efekt, jak zawsze… Scarlet sprawia, że szleję i chcę więcej.
Moje usta obtarły jej język, zanim pogłębiłem pocałunek, na co ona cicho jęknęła w moje usta, podniecając mnie nawet bardziej. Ona wiedziała, ze powoli, ale pewnie doprowadza mnie do szaleństwa.
Poczułem, jak mój telefon zawibrował w kieszeni i zdecydowałem się go zignorować, nie chcąc niczego, oprócz całowania Scarlet. Ale ona się odsunęła, śmiejąc się cicho.
- Odbierz telefon, idioto. – zaśmiała się, a ja przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się, odbierając.
- Harry. – burkliwy głos odezwał się po drugiej stronie słuchawki. Natychmiastowo się wyprostowałem, to był Mark.
- Tak?
- Mam dla ciebie robotę. Bądź u mnie za 20 minut. – po tym rozłączył się, a ja usłyszałem pusty dźwięk. Rozłączyłem się i szybko wstałem, zarzucając na siebie kurtkę.
- Kto to był? – Scarlet zapytała, wstając i idąc za mną do frontowych drzwi.
- Uh, Louis, potrzebuje pomocy z przenoszeniem mebli w jego domu, więc…  -ciągnąłem, modląc się, żeby nie domyśliła się, że kłamię.
- Oh, okej. – uśmiechnęła się - Nie zapomnij o Festiwalu dziś wieczo-
Przerwałem jej, przyciskając moje usta do jej w krótkim, mokrym pocałunku.
- Nie zapomniałbym o tym. – powiedziałem, zanim pocałowałem ją w czoło i wyszedłem do samochodu.
Krew.
Myślicie, że po pobiciu niezliczonej ilości ludzi przez około trzy lata przyzwyczaiłem się do jej widoku. Ale tego nie zrobiłem.
Nienawidziłem patrzenia na ciemnoczerwoną i lepiącą się substancję na moich rękach. Nienawidziłem patrzenia na otwarte rany. Nienawidziłem słyszenia ciężkiego oddechu, kiedy kaszleli krwią.
Ale jednocześnie… kochałem to.
- Powiedziałem ci, będę miał drugą połowę w następnym miesiącu. – mężczyzna zakaszlał, leżąc na brzuchu, ledwo dał radę podnieść się z ziemi, by na mnie spojrzeć.
- A ja powiedziałem ci, że chcemy je na dzisiaj. – wyburczałem, moja ręka wystrzeliła i oplotła jego szyję. - Kończy mi się cierpliwość, Mark’owi też. Więc Albo zdobądź te pieprzone pieniądze lub zrób sobie przysługą i kup pistolet za resztkę pieniędzy.
Człowiek, którego imienia nie pamiętam, rozszerzył oczy, kiedy moje słowa opuściły usta.
- Bo zrobisz sobie przysługę, jeśli zastrzelisz się, zamiast przychodzenia do mnie bez pieniędzy. To, co w tedy ci zrobię, będzie o wiele gorsze niż kulka w łeb. Mogę ci to zapewnić. – splunąłem, upuszczając go twardo na ziemię, jego jęki wypełniły pustą piwnicę, w której się znajdowaliśmy.
- Mam na utrzymaniu syna, rodzinę, siebie! – mężczyzna zapłakał, patrząc z desperacją raz na mnie, raz na Louis’a, który stał obok mnie z oczami tak zimnymi i bezwzględnymi jak moje.
- Nie nasz pierdolony problem. – splunąłem.
- To nie nasza wina, że uzależniłeś się od dragów w wieku 18 lat i kupowałeś je, dopóki nie skończyła ci się kasa. – Louis dodał, drwiąc z człowieka, który leżał w kałuży krwi i miał siniaki na całym ciele.
- Po prostu dajcie mi miesiąc, obiecuję, że będę je miał.
Louis burknął pod nosem, zanim podszedł do przodu i zniżył się do jego poziomu, tak że byli twarzą w twarz.
- Masz dwa tygodnie. Potem przygotuj się na śmierć. – powiedział cicho, zanim wstał i poszedł za mną do drzwi wyjściowych.
Wskoczyliśmy do mojego samochodu i odpaliłem go, odjeżdżając z podjazdu nieznajomego, którego zostawiliśmy pół żywego. Louis zawsze przychodził do mnie z tymi rzeczami, nie jest tak, że nie poradziłbym sobie sam, ale ludzie zawsze brali dwóch gości poważnej niż jednego.
- Kurwa. – wymamrotałem do siebie, kiedy wytarłem dłonie o starą koszulkę, która leżała na podłodze w moim samochodzie. Po ręce ściekała mi krew z ran tego człowieka.
- Hej Haz – Louis powiedział ostrożnie, kiedy koncentrowałem się na ścieraniu zasychającej krwi z mojej ręki - Co Scarlet myśli, że robimy?
- Co masz na myśli? – burknąłem, wyrzucając poplamioną na czerwono koszulkę za okno na wiatr, żeby nie było żadnych dowodów na to, że prawie zabiłem człowieka.
- Scarlet nie jest idiotką. Wie, że jesteś w gangu. Ale co dokładnie myśli, że robimy?
- Tak naprawdę, to nie wiem. – wzruszyłem ramionami, nie chcąc o tym myśleć - Prawdopodobnie myśli, że straszymy kilku gości od czasu do czasu.
- Więc nie wie, że pomagamy dystrybutorowi narkotyków i bijemy jego dłużników?
- Nie. – wywnioskowałem, patrząc na Louis’a, kiedy jechaliśmy wzdłuż drogi.
- A co się stanie, jeśli się dowie? – Louis zapytał powoli.
- Pewnie mnie zostawi. – powiedziałem, słowa wyszły z moich ust, zanim mogłem je powstrzymać. Zostawi mnie? Technicznie nawet nie byliśmy razem.
- Tego sam się domyśliłem. – Louis powiedział, patrząc za okno.
- I dlatego nigdy nie może się dowiedzieć. – powiedziałem.


*Punkt widzenia Scarlet*

Leżałam na łóżku Matt;a, kiedy chodził po swoim pokoju, rzucają ubrania do kosza. Jego pokój różnił się od Harry’ego. Pokój Harry’ego był czysty i zorganizowany, chociaż jest prosty.
Nie miał zdjęć lub plakatów, lub czegokolwiek; tylko kilka małych mebli, czarną narzutę na łóżko, białe ściany i szary dywan. Nie miał charakteru.
Było tak, jakby Harry w każdym momencie był gotowy na wyjazd.
Ale wtedy był Matt, który miał plakaty porozwieszane na ścianach, wszędzie były ubrania i pomalowane ściany.
- Gdzie do cholery jest Harry? – Matt fuknął, siadając na krawędzi łóżka.
Wzruszyłam ramionami. Festiwal zaczyna się za 30 minut, a Harry'ego jeszcze nie było w domu. Wiedział, ile to dla mnie znaczy.
- Skąd mam wiedzieć? Wyszedł jakieś dwie godziny temu. – odpowiedziałam.
- Powiedział, gdzie idzie?
- Gdzieś z Louis’em.- wzruszyłam ramionami. Matt odwrócił się ode mnie, kręcąc głową.
- Cóż, masz samochód. Po prostu tam pojedź. – Matt powiedział, wstając i poprawiając włosy. To było straszne, jak bardzo przypominał Harry’ego - Moja mama i Sam już pojechali.
- Nie chcę jechać sama. – wymamrotałam - Będę wyglądać głupio. Muszę pokazać rodzicom, że jestem naprawdę szczęśliwa.
Opowiedziałam Matt’owi całą historię o moich rodzicach i powodzie z jakiego mnie wyrzucili. Tak bardzo się nudziłam siedząc w domu Harry’ego, bez Harry’ego.
- Pojadę z tobą. – Matt powiedział, odwracając się i patrząc na mnie.
- Poważnie? – zapytałam. Matt tylko wzruszył ramionami, kiwając - Ale czy twoi przyjaciele nie mieli po ciebie przyjechać?
- Zadzwonię do nich i powiem im, że się tam spotkamy. Nie powinnaś cierpieć, przez mojego brata, który jak zawsze jest palantem bez serca – odpowiedział.
- Aw, Matt. – zagruchałam, wstając i łapiąc go za policzek - Jesteś taki myślący.
- Tak, tak. – powiedział, odrywając moją dłoń od jego twarzy - Pozwól mi zadzwonić do znajomych. Weź kluczyki, będę gotowy za minutę.
Poszłam do pokoju Harry;ego, sprawdzając moje włosy, które zakręciłam w luźne loki. Spływały mi po plecach, niemal dotykając mojego pasa moich tak ciasnych jak to możliwe dżinsów. Miałam na sobie białą, długą bluzkę z długimi rękawami.
Wsunęłam na stopy białe sandały i zabrałam kluczki i telefon. Nie mogłam uwierzyć, że Harry mi to zrobił. Miałam pojechać na Festiwal z jego młodszym bratem.


~~

20 minut później Matt i ja weszliśmy na Festiwal. Zaczynało się ściemniać, kolejki i młyny jasno świeciły.
Były tam wielkie pawilony po prawej, gdzie byli wszyscy sponsorzy, wliczając w to moich rodziców. Malutkie dzieci biegały dookoła, trzymając nagrody z wygranych gier. Grupa nastolatków szła razem, śmiejąc się i jedząc watę cukrową.
Widziałam, jak jakaś para spaceruje przede mną i westchnęła, ponownie sprawdzając telefon. Nic. Harry zostawił mnie samą z rodzicami i starą szkołą.
- Hej, nie martw się. Będzie tu, w porządku? – Matt powiedział, patrząc na mnie. Skinęłam, a on posłał mi mały uśmiech.
- Idź znaleźć swoich przyjaciół. – popychając go do przodu.
- Jesteś pewna? – zapytał, unosząc brwi.
- Pozytywnie. Jak powiedziałeś, będzie dobrze. – uśmiechnęłam się. Przewrócił oczami, śmiejąc się i odszedł w stronę rollecoasterów, gdzie stała grupa chłopców i dziewczyn, patrząc na nas.
Odwróciłam się i poszłam na lewo, najdalej od pawilonów, jak się dało. Przeszłam obok stoisk z przekąskami i obok wszystkich gier.
Znów sprawdziłam telefon. Nic.
- Scar! – głos krzyknął za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Sierrę. Podbiegłam do niej i ją przytuliłam.
- Dzwonię do ciebie od dwóch dni! – powiedziałam, a ona się zaśmiała.
- Wiem, przepraszam! Nie mogłam znaleźć chwili. Byłam zgubiona przez trzy dni. – powiedziała, łapiąc mnie za rękę odwracając mnie w stronę pawilonów.
- Sierra…
- Nie martw się mała, twoich rodziców jeszcze nie ma. Właśnie tam byłam. – powiedziała, ciągnąc mnie w kierunku pawilonów pełnych bogatych dzieci i ich bogatych rodziców.
Zatrzymałyśmy się przed stołem, gdzie siedzieli wszyscy moi starzy przyjaciele. Sześć dziewczyn tam siedzących skoczyło do góry i mnie przytuliło. Wszystkie miały na sobie markowe rzeczy, na przykład od Gucci’ego. Nie miały srebra na brzuchu, jak dziewczyny z South Side.
Boże, tęsknię za pasowaniem gdzieś.
- Scar, musisz wrócić!
- Tęsknimy za tobą.
- Byłaś najlepszą kapitanką cheerliderek jaką mieliśmy!
- Jak tam South Side?
Każda  dziewczyn strzelała do mnie pytaniami, na co się zaśmiałam. Te dziewczyny są takie sztuczne. Pewnie, były moimi przyjaciółkami. Ale jeśli tak za mną tęsknią, wszystko co musiały zrobić, to do mnie zadzwonić. Ale jedyna osoba, która próbowała zostać ze mną w kontakcie była Sierra.
I dlatego jest moją najlepszą przyjaciółką. Jedyną prawdziwą.
- Doug powiedział wszystkim, że jesteś w South Side. – Sierra powiedziała, przewracając oczami. Skinęłam. Tego się spodziewałam.
Typowy Doug. Niezły, ale palant.
- Sierra powiedziała nam, że masz faceta! – Jedna z dziewczyn, Cecilla, zapiszczała - Gdzie on jest?
- Uh, jeszcze go tu nie ma – zaśmiałam się nerwowo - Powinien być później.
- Tak, prawdopodobnie sprzedaje heroinę lub kokainę. Może zgwałci kilka osób.– głos za mną powiedział. Odwróciłam się i zobaczyłam szczerzącego się Doug’a. - Ale będzie tu, jestem pewny.
Wszystkie dziewczyny za mną zaczęły chichotać, na co przewróciłam oczami. Co za suki.
- On nie sprzedaje narkotyków ani nie gwałci ludzi Doug, odczep się. – Sierra powiedziała.
- Jestem pewny  - Doug zadrwił. - Scarlet zasługuje na więcej niż on.
- Jak kto? - powiedziała osoba za Doug’iem - Ty?
Głos dochodził zza Doug’a, a ja uśmiechnęłam się, kiedy zobaczyłam Harry’ego. Podszedł do mnie, obejmując moją talię.
- Ty musisz być Harry. – Doug powiedział zdegustowanym głosem.
- Znam cię? – Harry zapytał, unosząc brwi - O czekaj, tak. Jesteś małą suką, która doniosła na moją dziewczynę, bo zraniła twoje uczucia.
Sierra parsknęła, a ja zaśmiałam się głośno. Dziewczynom opadły szczęki. Nikt nigdy tak nie rozmawiał z Doug’iem.
Odwróciłam się i zobaczyłam, że wszystkie gapią się na Harry’ego i czułam się dumna. Był naprawdę piękny. Jego tatuaże były widoczne pod luźną koszulką w serek, łańcuszek znikał pod materiałem.
Doug był gorący. Ale Harry, więcej niż gorący.
- Nie jestem kapusiem. – Doug burknął.
- Hej stary, to ok. – Harry wzruszył ramionami, uśmiechając się - Kiedy doniosłeś na Scar, najzwyczajniej przeniosłeś ją do mojego domu. Teraz ze mną mieszka. Naprawdę, powinienem ci podziękować.
Czułam spojrzenia, ludzie zbierali się dookoła. Ludzie bardzo mnie oceniali, życie z facetem z South Side. Większość ludzi pewnie myśli, że jestem niewdzięczna.
- Nie przychodź do mnie zapłakana, kiedy cię zaliczy i rzuci. – Doug rzucił do mnie.
Poczułam, jak ręka Harry’ego zacieśnia się na mojej tali. Nie powinien był tego mówić. Doug opisał Harry’ego, jakby był Alec’iem.
- Nie sądzę, że dałem ci pieprzone pozwolenie na mówienie do niej. – Harry burknął, wychodząc przede mnie, popychając mnie do tyłu, żebym nie widziała Doug’a.
- Więc teraz ludzie potrzebują pozwolenia, by z nią rozmawiać? Jest twoją dziewczyną czy twoją dziwką na ten tydzień?
- Ona jest moją dziewczyną. – Harry odpowiedział krótko.
Wyrwałam się z uścisku Harry’ego. Nie byłam jego dziewczyną i nie będę nią tylko po to, żeby mógł to mówić innym. Chcę być jego dziewczyną, bo naprawdę mnie lubi.
- Scarlet, czy to ty? – zobaczyłam, jak moja mama idzie w moim kierunku.
- Kurwa, kurwa, kurwa. – wymamrotałam. Przeszłam obok Harry’ego w jej kierunku.
- Mamo – powiedziałam, kiwając do niej. Posłała mi duży uśmiech i przytuliła mnie mocno. Musiałam ja trzymać z daleka od Doug’a i Harry’ego.
- Scarlet, kochanie, tęskniłam za tobą. – moja mama powiedziała. Ociekała perłami, za bardzo fantazyjnie, jak na Festiwal - Minęły dwa tygodnie.
- Wiem. – odpowiedziałam krótko. Moja mama mnie kocha, ale mi tego nie pokazuje. Zaskoczyło mnie, że przyznała, że za mną tęskni. Pewnie jest zmęczona mówieniem ludziom, że mnie nie będzie.
- Kim jest twój przyjaciel? – mama zapytała chłodno, patrząc za mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry’ego zaraz za mną, a Doug oddalił się, by usiąść z moimi starymi przyjaciółmi. A Sierra była z jej rodzicami.
- To jest Harry – powiedziałam, kiedy Harry chroniąco objął moją talię. Poruszyłam się delikatnie - Poznałaś go w domu kilka tygodni temu, kiedy po mnie przyjechał.
- Oh. – mama zacisnęła usta w wąską linię - Racja. Miło cię znowu widzieć Harry.
- Cała przyjemność po mojej stronie. – Harry odpowiedział.
- Zostajesz z nim? – moja matka zapytała, jej głos stracił całe ciepło, które w nim było.
- Tak, ze mną. – Harry odpowiedział. Moja matka nie chciała na niego patrzeć, ale szybko na niego zerknęła.
- Cóż, radzę wam, żebyście oboje opuścili tą stronę Festiwalu, zanim ojciec Scarlet się dowie, że ona mieszka u jakiegoś chłopaka z South Side.
- To nie jest jakiś chłopak. – wyrzuciłam. Moja matka spojrzała na mnie zimnymi oczami.
- Nasze drzwi są dla ciebie zawsze otwarte. Jesteś naszą córką. Będziesz pamiętała, skąd pochodzisz. I do jakich ludzi pasujesz. – Z tym, moja mama się odwróciła i szeroko się uśmiechnęła się, kiedy szła do grupy sponsorów.
Wyrwałam się z uścisku Harry’ego i poszłam w przeciwnym kierunku, na plażę. Przeszłam obok kolejek i stanęłam na balkonie, tak blisko, że słyszałam ocean.
Usłyszałam za sobą wolne kroki, a wtedy Harry oparł się o balkon obok mnie.
- Jesteś zła. – powiedział, jego głos niski i chrypliwy. Patrzyłam przed siebie w ciemność, widząc linię oceanu.
- Przepraszam, za spóźnienie. Chciałem zadzwonić i powiedzieć ci, ze niedługo będę, ale padł mi telefon. Pojechałem do domu i nie było tam twojego samochodu. Byłbym wcześniej. Przepraszam, Scar.
- Wiesz jak wiele to dla mnie znaczyło. – powiedziałam, mój głos się łamał. Nic nie poszło tak, jak chciałam. Nie chciałam, by Harry i Doug się pokłócili, nie chciałam, żeby moja mama zobaczyła mnie nieszczęśliwą i nie chciałam stawiać czoła moim starym przyjaciołom sama.
- Jestem samolubnym chujem, wiem, i Doug miał rację. Nie zasługuję na dziewczynę taką jak ty.
- Harry… – ciągnęłam, patrząc na niego. Był bliżej niż myślałam, jego loki niemal łaskotały moje policzki. Miał na sobie koszulkę w serek i ciasne dżinsy. Popatrzyłam na jego tatuaże, które były na jego rękach i klatce. Jego zielone oczy w ciemności wyglądały na ciemne, jedyne światłą pochodziły z Festiwalu. Wciąż słyszałam krzyki dzieci na kolejkach.
- Nie jestem twoją dziewczyną. – powiedziałam powoli. Harry był cicho, jakby wieczność, dopóki nie przełknął śliny i nie otworzy powoli ust.
- Nie chcesz być moją dziewczyną?
- Nie chcę być twoją dziewczyną, tylko po to, żebyś mógł mówić to mojemu ex. Chcę być twoją dziewczyną, bo lubisz mnie na tyle, by mnie nią zrobić, Harry. Nie jestem przedmiotem. Chcę coś dla ciebie znaczyć.
- Okej – Harry skinął, kaszląc ciężko. Złapał moją dłoń w swoją - Nigdy tego nie robiłem, więc to nie jest dla mnie łatwe.
Popatrzyłam na niego z ciekawością, przechylając głowę na bok.
- Ty, Scarlet Thorne, jesteś najpiękniejszą dziewczyną, na której spoczęły moje oczy. I chociaż jesteś wszystkim, czym nie jestem ja; jesteś miła i przyjazna, i jesteś niewinna, i wyjątkowa… Nigdy się tak nie czułem. Chcę być najlepszy chłopakiem, jakim mogę być. Daleko mi do perfekcji, ale zrobię co w mojej mocy, by dać ci cokolwiek chcesz i cię uszczęśliwić, nawet jeśli to coś, czego nie chcę ja. Bo bardzo cię lubię i chcę, być była szczęśliwa.
Patrzyłam na Harry’ego, moje oczy szeroko otwarte. Harry nie był typem, który okazuje swoje uczucia, a jeśli już, to krótko.
- Więc, aniołku, będziesz moją dziewczyną?
Zgryzłam wargę i się uśmiechnęłam.
- Tak, bardzo chcę być twoją dziewczyną. – zachichotałam. Harry uśmiechnął się uśmiechem, który widuje tylko ja, jakby był zarezerwowany tylko dla mnie. Oplótł rękami moją talię i głęboko mnie pocałował, odchylając mnie do tyłu. Zapiszczałam, a on się pochylił, trzymają ręce dookoła mnie.
- Przepraszam, że byłem dziś zjebany.
- Przyszedłeś. – powiedziałam, odwracając się, by spojrzeć na młyn z dystansu - To wszystko, co się liczy.
- Mogę się czasami spóźniać lub być pojebany, ale obiecuję, że na koniec zawsze przyjdą. – Harry powiedział z poważnym wyrazem twarzy, który przyprawił mnie o ciarki.
Skinęłam, patrząc na niego i mówiąc coś, czego już dawno nikomu nie powiedziałam.
- Ufam ci.
__________________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

aw ejdasdwqkqw oni są teraz już tak oficjalnie razem, słodko :))

wracamy do starej zasady od dziś bo N I C nie komentujecie;-)

50 komentarzy - rozdział XII



follownijcie ich bo mają naprawdę słodkie rozmowy fhdlds 

@nancy_thewizard & @creepses

sobota, 9 listopada 2013

gorycz z przeszłości - rozdział X

*Punkt widzenia Scarlet*

- Więc poznałaś Matt’a – Anne powiedziała, kiedy siedzieliśmy przy małym stole w jej kuchni. Matt wyszczerzył się do mnie, Harry przewrócił oczami - A to jest Sam, mój najmłodszy syn.
- Miło cię poznać – uśmiechnęłam się do Sam’a, który siedział naprzeciwko mnie i nieśmiało oddał uśmiech. On ma 14 lat, chodzi do gimnazjum. W przeciwieństwie do Matt’a nie jest tak bardzo podobny do Harry’ego.
Ma faliste brązowe włosy i dołeczki, ale jego oczy są ciemnobrązowe, jak czekolada i nie był tak wysoki i chudy jak jego bracia. Jest mniejszy i ma kompletnie inny kształt twarzy.
- Ciebie też. – powiedział, uśmiechając się. Można się domyślić, że przechodzi mutację, bo jego głos zmienia się w trakcie mówienia.
- Proszę, Scarlet kochanie. – Anne uśmiechnęła się do mnie, podając mi miskę ze spaghetti. Uśmiechnęłam się.
- Dzięki, Anne. – powiedziałam, kiedy nałożyłam sobie trochę i podałam miskę Harry’emu, który siedział obok mnie.
Jest czwartkowy wieczór, zostaję z Harrym od 6 dni, i właściwie idzie bardzo dobrze. Sam był przez tydzień u przyjaciół, więc dziś pierwszy raz go zobaczyłam.
Anne robiła co w jej mocy, by nie mieć nocnych zmian, żeby mogła robić nam co wieczór kolację, z moją pomocą. Byłam z nią bliżej i bliżej z każdym dniem. Czuję się jakbym znała ją od lat, a nie tylko miesiąc.
Odkąd Anne zostaje w domu na noc, Harry musi spać na podłodze, kiedy ja śpię na łóżku. Anne wie, że jesteśmy czymś więcej niż przyjaciółmi, ale naprawdę nie chciałam spać z jej synem w jednym łóżku, kiedy ona jest na drugim końcu korytarza.
Szczególnie, że Matt ma zwyczaj wchodzenia do pokoju Harry’ego bez pukania. Wszystko, czego potrzebuję to, żeby zobaczył jak całuję się z Harrym na jego łóżku.
Harry właściwie nie wie o małym układzie moim i Matt’a. Odkąd Jay nie pojawiał się w zeszłym tygodniu, nie czułam potrzeby, by powiedzieć mu o tym, że Jay myśli, że chodzę z Matt’em.
- Jesienny Festiwal jest jutro! Cieszycie się? – Anne zapytała, uśmiechając się. Moje serce poruszyło się na tą myśl. Matt i Sam skinęli, rozmawiając o tym, z kim pójdą. Czułam na sobie wzrok Harry’ego.
- Jak było dziś w szkole? – Anne zapytała wszystkich. Wszyscy wymamrotaliśmy, że dobrze, a Sam opowiedział historię o tym, co stało się na w-fie.
- Hej. – Harry odwrócił się do mnie, tak żebym tylko ja mogła go słyszeć - Nie musimy tam iść, możemy iść gdzie indziej.
Popatrzyłam na niego, obserwując, jak jego zielone oczy spojrzały na mnie. Były jasne i pełne przejęcia. Myślałam o pójściu z Harrym na Festiwal. Moi rodzice, od których nie miałam wieści, tam będą. I Doug. I wszyscy moi znajomi z North Pacific…
- Nie, chcę z tobą iść. Będzie fajnie. – powiedziałam, uśmiechając się, nagle czując się lepiej. Czemu miałabym chcieć ukrywać Harry’ego, jedyną osobę oprócz Sierry, która była przy mnie w zeszłym tygodniu?
Powinnam być dumna, że jestem z nim widywana. I będę.
Harry uśmiechnął się do mnie, jego dołeczki sprawiły, że moje serce załopotało. Wiedziałam, że Festiwal nie jest czymś tak ważnym, ale wiedziałam też, że Harry chciał, żebym z nim poszła.
- Dobrze. – wyszeptał.
- Kto chcę trochę pieczywa czosnkowego, które zrobiłam razem ze Scarlet? – Anne zapytała, wyjmując blachę z pieca.
- Ja! – wszyscy zawołali. Po raz pierwszy poczułam się, jakbym była częścią rodziny.

*Punkt widzenia Harry’ego*

Było piątkowe popołudnie, a ja i Sacrlet siedzieliśmy przy naszej ławce na chemii. Słuchaliśmy naszej nauczycielki, która ględziła o komórkach, a ja westchnąłem, patrząc na zegar.
Nikt się tym nie interesował, cała szkoła gadała o Jesiennym Festiwalu, decydując o tym kto z kim pójdzie.
Zadzwonił dzwonek, sygnalizując koniec lekcji. Krzesła zaszurały, kiedy uczniowie zebrali książki i wybiegli z sali. Zobaczyłem, jak Louis i Liam pojawili się przy drzwiach i pochylili się do Scarlet.
- Hej, muszę pogadać z Lou i Liam’em. Spotkamy się w samochodzie, w porządku? – wyszeptałem jej we włosy. Zauważyłem, jak ona cholernie dobrze pachnie. Jak truskawka i wanilia.
- Okej. – skinęła, jej loki się poruszyły. Posłała mi mały uśmiech, kiedy pochyliłem się i pocałowałem ją w policzek. Czułem, że ludzie się na nas gapią i poczułem jak poje serce delikatnie powiększyło się na myśl, że ludzie wiedzą, że Scarlet jest moja.
Tak jakby.
Wyszedłem na korytarz, wciąż zbierała za mną książki.
- Gdzie byłeś? Nie było cię na spotkaniu Mark’a w tym tygodniu? – Louis zapytał, unosząc brwi.
- Byłem zajęty. – wzruszyłem ramionami. Mark robił spotkania raz lub dwa razy w tygodniu, tylko po to, by powiedzieć nam, od kogo mamy wyciągnąć kasę lub w przypadku chłopców, gdzie mają dostarczyć towar.
Właściwie dostawałem zlecenia, kiedy jechałem do Mark’a. Nie chciałem zostawić Scarlet samej w domu, dłużej niż jest taka potrzeba. Z jakiegoś powodu ciągle się bałem, że gdy wrócę do domu, ona spakuje walizki i wyjdzie.
Nie żyję w przekonaniu, że ona zostanie ze mną na zawsze. Minęło dopiero sześć dni, ale wiedziałem, że kiedyś będzie musiała wrócić do rodziców.
- Tak, cóż, pokaż się w tą sobotę, dobra? Jay i Mark nie będą za bardzo szczęśliwi, jeśli dowiedzą się, że ustawiłeś sobie priorytety tak, że Scarlet jest pierwsza. - Liam powiedział, patrząc na mnie z niepokojem. Westchnąłem, strosząc włosy.
- Nie martw się o mnie. Będzie ok. – powiedziałem, idąc korytarzem w kierunku parkingu, gdzie Scarlet prawdopodobnie czekała na mnie w samochodzie.
- Haz, chcesz dziś wpaść? Ja i chłopaki mamy dziś ostatnią dostawę, a moi starzy wyjeżdżają, więc mam chatę tylko dla siebie przez dwa tygodnie. – Niall powiedział, kiedy do nas podszedł.
- Nie sądzę. – powiedziałem, widząc zawiedzenie w oczach Niall’a. Zawsze chodziłem z chłopakami, a teraz prawie tego nie robię, odkąd Scarlet się wprowadziła. Zrobiła to w piątek, a teraz jest piątek tydzień później.
- Scarlet? – Louis zapytał.
- Nie, po prostu nie chcę już palić. – odpowiedziałem.
- Co, dlaczego? – oczy Niall’a się rozszerzyły.
- Po prostu nie mogę sobie pozwolić na kupowanie, kiedy moja mama się tak ciężko pracuje. To samolubne, żebym wydawał kasę na więcej narkotyków. Im więcej trawki i dropsów kupę, tym mniej mogę dać mamie.
Niall, Louis i Liam unieśli brwi, jakby mnie nie wierzyli. Zatrzymaliśmy się przy drzwiach wyjściowych, teraz podszedł do nas Zayn.
- Gówno prawda. – powiedział Louis.
- Gówno prawda? – zapytałem, mój głos się uniósł  - Dlaczego, do cholery, to gówno prawda?
- Scarlet powiedziała ci, żebyś więcej nie palił, prawda? – Louis zapytał. Westchnąłem. Czy to było takie oczywiste? Nie palę odkąd w piątek Scarlet praktycznie wyrwała mi blunta z ręki. Nawet nie zapaliłem papierosa. Moja cisza wydawała się potwierdzić podejrzenia chłopaków.
- Cholera, jesteś ubity. – Niall powiedział, kręcąc głową. Zaskakujące było to, że Zayn siedział cicho. Ale jego oczy miały w sobie rozczarowanie.
- Nie jestem ubity, kurwa. – wyburczałem, hukając - Po prostu nie chcę, cholera.
- Cokolwiek mówisz, stary. – Liam westchnął.
- Ok, dobra, przyjdę w następny piątek. – powiedziałem, na co chłopcy się uśmiechnęli i zaśmiali.
- Będziemy mieli imprezę z kilkoma innymi gośćmi. – Zayn powiedział, na co reszta skinęła. - Mój dom, gorzała i wszystko, co się da.
Chłopcy się pożegnali, każdy poszedł w stronę swojego samochodu. Szukałem Scarlet, która powinna być obok mojego samochodu. Zobaczyłem jej tył, jej włosy spływały jej po plecach.
Poszedłem w jej kierunku, ale zatrzymałem się, gdy zauważyłem, że odchyla głowę do tyłu i się śmieje. Spojrzałem za nią i zobaczyłem Alec’a śmiejącego się razem z nią.
Natychmiastowo poczułem, jak gotuje się we mnie krew, jak zaciska się szczęka, jak zaciskają się pięści. Przeszedłem przez parking i zaszedłem Scarlet od tyłu.
- -o mój Boże, nie wierzę, że to powiedziała. – Scarlet powiedziała pomiędzy wybuchami śmiechu.
Uśmiech Alec’a zniknął, a on zamilkł, kiedy mnie zauważył. Scarlet przekręciła głowę, a jej spojrzenie powędrowało za wzrokiem Alec’a. Uśmiechnęła się do mnie.
- O, hej. Czekałam na ciebie. – powiedziała, posyłając mi uśmiech, który rozjaśnił jej niebieskie oczy. Moja złość wcale nie odeszła.
- Musimy iść. – powiedziałem, chwytając ją za rękę.
- Ale Alec jest w połowie jego his-
- Musimy iść. – powtórzyłem, mój głos był niższy i bardzie zły.
- Czy mógłbyś dać nam jeszcze minutę? – zapytała, rozszerzając oczy. Widziałem, że zaczynała się irytować. Ale moja złość wciąż nie znikała.
- Pewnie, ale musisz znaleźć sobie inną podwózkę, bo ja teraz jadę. – powiedziałem. Błysk w oczach Scarlet pociemniał, a ona wyrwała rękę z mojego uścisku.
Odwróciła się do Alec’a.
- Pogadamy jutro. – powiedziała, posyłając mu mały uśmiech. Alec uśmiechnął się do niej, kiwając. Spojrzał na mnie, jego oczy zmarszczyły się ze złości. Wiem, że jestem chujem. Ale Alec nie ma prawa mnie oceniać. Szczególnie po tym co się stało.
Alec cofnął się i odwrócił tyłem do nas, idąc wzdłuż parkingu. Scarlet obserwowała go przez kilka chwil, zanim odwróciła się i przeszła obok mnie i popędziła do samochodu.
Weszła i zatrzasnęła drzwi, mocno. Zamknąłem moje drzwi tak samo mocno, na co ona przewróciła oczami.
Przejechaliśmy drogę do domu w ciszy, jej oczy skierowane były na iPhona cały czas. Chciałem ją przeprosić za bycie dupkiem, ale nie mogłem dobrać właściwych słów.
Zaparkowałem przed domem, Scarlet wyszła tak szybko, jak się dało. Weszła przez drzwi, zamykając mi je przed nosem, bo byłem trochę za nią. Westchnąłem, była wkurzona.
Cicho otworzyłem drzwi i zobaczyłem, że siedzi na kanapie obok Sam’a.
- Jak było w szkole? – zapytała delikatnie. Siedziała z nogą założoną na drugą naprzeciwko niego, kiedy on podniósł plecak i położył do sobie na kolanach.
- Ssało. – wymamrotał.
- Dlaczego? – Scarlet zapytała cichym głosem. Pojawiłem się przy drzwiach , a ścianą łączącą salon i korytarz, tak żeby mnie nie widzieli.
- Lubię taką jedną dziewczynę… – Sam ciągnął.
- Czy ona też cię lubi? – Scar zapytała.
- Nie, powiedziała dziś mojemu koledze, że go lubi.
- Przykro mi, Sam. – Scarlet westchnęła - To najgorsze.
- Chciałem nawet zaprosić ją na Jesienny Festiwal. – dodał, wzdychając głośno.
- Cóż… a może pójdziesz ze mną? – Scalet zapytała głosem pełnym nadziei. Słysząc ją, mogłem powiedzieć, że się uśmiecha. Poczułem, jak na moich ustach pojawił się uśmiech.
- Chcesz iść ze mną na Festiwal? – Sam zapytał w szoku. Sam zawsze był bardzie nieśmiały niż ja i Matt. Nigdy nie mieliśmy problemów z dziewczynami. Sam wyglądał tak jak my, naprawdę. Faliste brązowe włosy, dołeczki, ale miał brązowe oczy tak jak Matt.
- Oczywiście! – Scarlet powiedziała - Czemu miałabym nie chcieć iść na Festiwal z kimś takim jak ty? Będę szczęściarą!
- Ale jesteś ode mnie cztery lata starsza… – Sam ciągnął, śmiejąc się.
- Zrobimy tak.. – Scarlet powiedziała, pochylając się, jakby miała powiedzieć Sam’owi sekret - Będziemy się zachowywać, jakbyśmy przyszli razem, tylko po to, żeby wzbudzić w tamtej dziewczynie zazdrość. Tak szybko jak zobaczy cię ze starszą dziewczyną, przyjdzie do ciebie na kolanach!”
- Naprawdę? – Sam zapytał z nadzieją i niewinnością. Jest z pewnością najbardziej niewinnym z wszystkich chłopców Styles.
- Naprawdę. – Scarlet powiedziała poważnym głosem - Zaufaj mi, jestem dziewczyną. Wiem, co myślimy. A kiedy do ciebie przybiegnie, zdobędziesz swoją dziewczynę, a ja mam Harry’ego.
Mam Harry’ego.
Te słowa miały na mnie taki wpływ, te dwa proste słowa.
- Okej. – Sam powiedział podekscytowany. Scarlet uśmiechnęła się do niego, zanim podniosła się z kanapy i poszła do kuchni.
Zamknąłem frontowe drzwi, zachowując się, jakbym dopiero wszedł i poszedłem za nią do kuchni. Otworzyła szafkę i wyjęła z niej szklankę, którą napełniła wodą.
- O czym rozmawiałaś z Sam’em? – zapytałem, unosząc brwi. Podniosła na mnie wzrok.
- Czemu mnie o to pytasz, skoro widziałam cię za ścianą? – zapytała, uśmiechając się. Uśmiechnąłem się, patrząc na podłogę.
- To było bardzo miłe. Dziękuję. – powiedziałem poważnym tonem.
- Nie zrobiłam tego dla ciebie. – powiedziała zimnym głosem, odwracając się ode mnie.
- Scar…- ciągnąłem, sięgając po jej rękę, którą od razu zabrała.
- Nie Harry – wyrzuciła - Naprawdę mnie zawstydziłeś. Wszyscy na parkingu widzieli jak mi rozkazujesz, jakbym była dziwką czy coś!
Czasami widziałem arogancką i agresywną stronę Scarlet ale teraz była wściekła. Nigdy nie widziałem jej tak wkurzonej.
-Wcale tego nie robiłem! – krzyknąłem, zaczynając się frustrować. Nie byłem do tego przyzwyczajony. Nigdy nie przejmowałem się tym, że dziewczyna na mnie krzyczała. Dziewczyny przychodziły do mnie i mówiły mi, jakim to jestem kutasem bez serca cały czas, kiedy się ze mną przespały. Ale tym razem… naprawdę czułem się źle.
Nigdy nic nie czułem, gdy te wszystkie dziewczyny na mnie krzyczały.
- Oczywiście nie możesz odstawić na bok swojej dumy i przeprosić za bycie chujem. – Scarlet wymamrotała, odstawiając szklankę z hukiem i idąc do mojego pokoju.
- Cholera. – wymamrotałem, kiedy poszedłem za nią jak szczeniaczek do mojego pokoju.
Siedziała na moim łóżku, które dziś rano idealnie pościeliła. Przeglądała swój telefon, kompletnie ignorując moją obecność.
Wspiąłem się na łóżko, poruszyło się pod wpływem mojej wagi. Położyłem się obok niej, jej twarz nie wyrażała kompletnie żadnych emocji. Powoli położyłem głowę na jej kolanach, patrząc na nią spod jej telefonu.
- Nie jestem w humorze, Harry. – powiedziała monotonnie. Chwyciłem jej rękę, która nie trzymała telefonu i położyłem ją obok niej. Powoli gładziłem jej delikatną dłoń moimi szorstkimi palcami.
Pozwoliłem moim palcom wodzić po jej palcach i pomalowanych na różowo paznokciach. Próbowała zabrać rękę, ale trzymałem ją bardzo mocno.
- Harry.- powiedziała surowym tonem.
- Po prostu ze mną porozmawiaj, proszę. - zaskomlałem. W jej pobliżu zamieniałem się w taką pizdę, błagałem, żeby ze mną porozmawiała.
- Dobra. – odłożyła telefon, patrząc na moją głowę, która leżała na jej kolanach. Delikatnie pogładziła moje włosy, przeczesała je palcami - Mów.
- Przepraszam. – wydusiłem, obserwując jak jej twarz łagodnieje od moich słów - Nie powinienem był być takim kutasem. Ja tylko… Ja po prostu nienawidzę tego gówniarza.
- Alec’a? – zapytała cichym głosem. Skinąłem - Dlaczego? Nie możesz go nienawidzić bez powodu Harry. Musisz mieć jakiś powód.
- Oczywiście, że mam powód. – powiedziałem gorzko, siadając.
- Powiedz mi. – Scarlet powiedziała zdesperowana.
- Poważnie chcesz wiedzieć? – zapytałem poważnie - Nie będziesz patrzyła na niego tak samo.
- Chcę wiedzieć. – powiedziała, łapiąc mnie za rękę.
- Pamiętasz, jak widziałaś zdjęcie mojej siostry? Pierwszego dnia kiedy tu przyszłaś?
- Tak, Haley prawda? – Scarlet zapytała. Skinąłem, przełykając ślinę. Tylko od mówienia od niej, strasznie za nią tęskniłem.
- Tak. I powiedziałem ci, że wyjechała rok temu, tak szybko, jak skończyła szkołę…
- Tak, pamiętam.
- Cóż, to nie zupełnie prawda. – powiedziałem cicho. „Haley wyjechała w połowie klasy maturalnej, to było wcześniej niż rok temu.”
- Dlaczego? – Scarlet zapytała. Westchnąłem.
- Alec wpakował ją w pewne kłopoty i opuścił ją. Chciała od niego uciec, chciała zacząć od nowa i wydostać się z tego miasta. Ale głównie dlatego, że bolał ją widok Alec’a po tym jak ją zostawił… po tym co się stało.
- Co się stało? W jakie kłopoty ją wpakował? Czy to ma związek z gangiem? – Scarlet zapytała z szerokimi oczami, patrząc na mnie rozpaczliwie. Mój oddech trząsł się, odgarnąłem włosy.
- Zapłodnił ją. 
__________________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

no cóż, jest tak efkhlwja była kłótnia mała, scar się dowiedziała o tym czym alec zawinił harry'emu i w ogóle, nieźle, co? alec to głupia świnia!!!!!!!111!

wiecie co, zadziwiacie mi... raz jest ponad 30 komentarzy, raz ponad 60 dziwne, dziwne ;/;/;/
dziękujemy za ponad 20k wejść<3



@nancy_thewizard&@creepses