środa, 6 listopada 2013

jego nowa ucieczka - rozdział IX

- Więc naprawdę z nim zostajesz? – Sierra zapytała, kiedy trzymałam telefon przy uchu, jadąc o domu Harry’ego.
- Tak. Jego mama praktycznie wciągnęła mnie do domu.
- Czy uprawiałaś z nim wczoraj seks? – Sierra wyrzuciła z siebie, na co opadła i szczęka.
- Nie! Si, wiesz, że jestem dziewicą! To że ktoś wypuścił mnie do swojego domu, to nie znaczy, że ja wpuszczę go do mojego. Jeśli wiesz, co mam na myśli. – powiedziałam, na co Sierra głośno się zaśmiała.
- Więc, kiedy go poznam? Czuję się dziwnie, nie znając chłopaka mojej najlepszej przyjaciółki.
- On nie jest moim chłopakiem. – zaczęłam szybko - Więc… kim jest? Bo jestem cholernie pewna, że jest więcej niż przyjacielem.
- On jest, cóż, to znaczy, on, on jest… – ciągnęłam, kompletnie mieszając słowa - Nie mam pojęcia. To skomplikowane, tak sądzę.
- Skomplikowane, że tu lubisz jego, on lubi ciebie, ale twoi rodzice nie zaakceptowaliby go nawet, jeśli od tego zależałoby ich życie. I on ma gang, który zachowuje się, jakby był z innego świata?
- Tak, Sierra. – powiedziałam z fałszywym entuzjazmem - Tak, skomplikowane.
- Przepraszam – zaśmiała się cicho - Cóż, ja zawsze będę cię wspierać. Nie pozwól tym dziwkom się pokonać.
- Nie wydaje mi się, że moi rodzice zaliczają się do dziwek, które mogą mnie pokonać. – odpowiedziałam, przewracając oczami - Ale dziękuję za wsparcie.
- Po co tu jestem? – zapytała, śmiejąc się.
- Prawda. Cóż, muszę lecieć, właśnie podjechałam pod dom Harry’ego, a nie odpisałam mu wcześniej na smsa, kiedy pytał gdzie jestem, więc pewnie będzie mnie wypytywał.
- W porządku, napisz wieczorem. Kocham cię, pa! – Sierra powiedziała, zanim się rozłączyła.
Weszłam przez otwarte drzwi domu Styles’ów, zostawiając torby w salonie. Nie było mnie tylko trzy godziny, byłam w pustym domu Sierry po kilka rzeczy i dokupiłam sobie trochę ubrań, kosmetyków itp.
Szłam w kierunku pokoju Harry’ego, kiedy zobaczyłam, że leży na kanapie, jego twarz była wtulona w dłonie, wiec wszystko co mogłam zobaczyć to policzek i kawałek lewej strony jego twarzy, która w większości pokryta była lokami.
Podeszłam i przykucnęłam obok niego, moje włosy połaskotały go w twarz, kiedy się pochyliłam. To było oczywiste, że śpi, a ja zgryzłam wargę, żeby się nie roześmiać. Jego loki zakryły większą część jego delikatnych policzków, a ja uśmiechnęłam się, przeczesując je lekko.
- Harry - wyszeptałam cicho do jego ucha - Harry, obudź się.
Kiedy nie otrzymałam odpowiedzi, odsunęłam jego loki i pocałowałam jego policzek. I znowu. I jeszcze raz. Z każdym pocałunkiem, przytrzymywałam usta dłużej, obdarowując jego policzki głębokimi pocałunkami.
Zajęczał cicho, głęboki dźwięk, kiedy przesunął się delikatnie tak, że mogłam zobaczyć trochę więcej jego twarzy.
- Obudź się, tęsknię. – marudziłam cicho. Jego oczy wciąż były schowane pod dłońmi, ale czułam, że się obudził, albo przynajmniej nie spał tak mocno jak wcześniej. Ale widziałam kącik jego ust i złożyłam na nim pocałunek.
Nagle, poruszył się ponownie, jego zamknięte oczy w końcu się otworzyły. Kiedy to się stało, odskoczyłam, a uśmiech zniknął mi z twarzy.
Oczy, które na mnie patrzył były brązowe, a nie zielone. Patrzyłam na chłopaka leżącego na kanapie i nagle uderzyło mnie to, że nie jest tak wysoki jak Harry. Pewnie, jest wysoki, ale Harry jest definitywnie wyższy.
- O mój Boże. – gubiłam się w słowach, idąc do tyłu i uderzając plecami w ścianę, kiedy chłopak usiadł i przetarł oczy oraz uśmiechnął się do mnie.  Miał taki sam uśmiech jak Harry.
Wtedy uderzyło mnie, to jest Matt. Młodszy brat Harry’ego, który jest od nas młodszy o rok.
- Mogę się przyzwyczaić do takich pobudek. – powiedział. Stałam tam z otwartą buzią, słysząc jak bardzo jego głos jest podobny do Harry’ego. Jego głos jest głęboki i chrypliwy. Nie aż tak głęboki, ale jednak.
- Ja-ja, przepraszam, ja tylko… – wydusiłam z siebie, moje oczy i usta nadal szeroko otwarte, kiedy obserwowałam Matt’a. Wstał, przeciągnął się, a ja zobaczyłam mięśnie pod jego koszulką i ciasnymi dżinsami.
Jego włosy były dokładnie takie jak Harry’ego, proste, przechodzące przez czoło i kręcące się na końcach. Tyle, że jego były bardziej pofalowane, niż kręcone. I jego włosy były ciemniejsze. Widziałam jego całą twarz, to oczywiste, że nie jest Harrym, mieli inną strukturę ciała.
- Hej, wróciłaś! – głos odezwał się za mną, chwytając mnie za talię. Podskoczyłam, czując dotyk, bojąc się kto to jest. Oczywiście, to Harry, stał obok mnie i patrzył zmieszany raz na mnie, raz na swojego młodszego brata.
- Twoja dziewczyna właśnie mnie obudziła.- Matt powiedział, ale brzmiał bardziej na zadowolonego tym faktem.
- Myślałam, że to ty. – wymamrotałam do Harry’ego, wskazując na jego brata, który stał tam i przeczesywał dłonią włosy.
Harry wciąż wyglądał na zmieszanego. Moje oczy przejechał po jego ciele, które było ubrane w ciemne dżinsy i ciemnosiwą bluzę. Łańcuszek oplatał jego szyję i chował się pod bluzą.
- Mógłbym nim być. – Matt wyszczerzył się, mały, niemal niewidoczny dołeczek pojawił się na jego prawym policzku - Jeśli dzięki temu dostanę więcej całusów.
- To się nigdy nie stanie. – powiedziałam do niego, przewracając oczami, kiedy wydawał się ze mnę flirtować. Śmiał się niskim, głębokim rechotem.
- Więcej pocałunków? – Harry powtórzył, unosząc brew na swojego brata.
- Blondi zdecydowała, że pocałuje mnie kilka razy, żeby mnie obudzić. – Matt zaśmiał się. 
- Ja kurwa nie wiedziałam, że to ty! – powiedziałam, wzdychając na to, jak przedstawił sytuację. - Mówiłam ‘Harry obudź się’ z jakiegoś powodu!
- Pozwoliłeś jej się pocałować? – Harry zabuczał, jego ręką ochronnie oplotła moją talię. - Wiedziałeś, że myślała, że to ja.
- Spałem stary, nie wiem, jakie gówno słyszałem. – Matt uniósł niewinnie ręce, ale to oczywiste, że opowiadał nam bzdury.
- Jesteś cholernie żałosny.  – Harry powiedział przez zaciśnięte zęby - Zaliczyłeś ponad połowę lasek w swojej klasie i nie mogłeś zrobić właściwej rzeczy i powiedzieć Scarlet, że nie jesteś mną?
- Oh, a ty nie zaliczyłeś większości dziewczyn z twojej klasy? Kurwa Harry, zaliczyłeś większość lasek z każdej klasy w naszej szkole. Słyszałem, że w zeszłym miesiącu zabawiałeś się z kilkoma pierwszoklasistkami. Więc nie nazywaj mnie żałosnym, kiedy twoja dziewczyna przyszła do mnie. – Matt splunął, jego brązowe oczy patrzyły na Harry’ego.
Dłonie Harry’ego puściły moją talię, a on zrobił krok do przodu. Od razu wiedziałam, co się święci i wiedziałam, że muszę temu zapobiec.
- Stop chłopaki.- powiedziałam, chwytając Harry’ego za rękę - Nie ma znaczenia z kim spaliście, czy nie spaliście. Harry, daj spokój. Chodźmy do twojego pokoju.
- Po prostu trzymaj się od niej z daleka, zanim się na ciebie wkurzę, łapiesz? – Harry zapytał, unosząc brwi. Wiedziałam, że robi co w jego mocy, by kontrolować gniew.
- Cokolwiek. – Matt wyrzucił, przechodząc obok Harry’ego i mnie. Harry poszedł za mną do swojego pokoju, gdzie zatrzasnął za nami drzwi, na co zatrząsnął się pokój. Podskoczyłam zaskoczona. Odwróciłam się i zobaczyłam jego plecy. Sfrustrowany gładził twarz, a ja widziałam, jak promieniuje z niego złość.
- Nie powinnaś była tego słyszeć. – Harry wymamrotał.
- Słyszeć czego? Jak kłócisz się z bratem? – zaśmiałam się cicho - Harry, to nie jest nic wielkiego, kłóciłam się z moim bratem cały czas, kiedy był w pobliżu. To normalne.
- Nie, nie to. Mam na myśli to, co powiedział o mnie i o tych wszystkich dziewczynach.– Harry powiedział, wciąż stojąc plecami do mnie.
- Naprawdę myślisz, że to dla mnie jakaś niespodzianka, że byłeś z wieloma dziewczynami z naszej szkoły, Harry? Bo, nie jest. Już to wiedziałam.
Harry odwrócił się i w końcu na mnie spojrzał, warga między jego zębami, kiedy patrzył na mnie skoncentrowany. 
- Wiedz, że przespałem się z większą ilością dziewczyn niż mogę zliczyć i wciąż chcesz ze mną być?
To pytanie mnie trochę zaskoczyło, bo nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Ale dałam mu odpowiedź, która wydawała się przyjść sama z siebie.
- Tak.
- Dlaczego? – jego pytanie przyszło szybko, jego oczy przykleiły się do mnie, czekając na odpowiedź, którą wydawał się być więcej niż zainteresowany.
- Nie jestem  tobą ze względu na twoją przeszłość. Jestem z tobą, bo wiem jaki jesteś teraz.
Widziałam, jak emocje na jego twarzy się zmieniły. Obserwowałam jak jego oczy łagodnieją. Prosta linia jego ust zmieniła się w zaskoczenie. Nic nie powiedział, jakby nie wiedział, co powiedzieć.
- Czy to się dzieje naprawdę? Czy naprawdę damy nam szansę? – zapytałam. To było dla mnie szalone, myśl o mnie i Harrym próbujących ze sobą być.
I nie miałam na myśli bycia parą. Bo nie jestem na to gotowa. Jeszcze nie.
To tylko fakt, że otwarcie mówimy sobie o naszych uczuciach. I niedługo będą o nich wiedzieli także jego przyjaciele. I cała szkoła. A ja po prostu… to było takie duże.
- Nigdy nie miałem czegoś więcej niż zwykły seks. Może kilka stosunków, może. Ale… myślę, że chcę czegoś więcej niż to, cholera, wiem, że chcę czegoś więcej. – Harry powiedział, kręcąc głową.
- To wszystko jest dla mnie inne, Scar, więc czymkolwiek jesteś, to pewnie nie będzie idealne, ale spróbujmy. Przyrzekam, że spróbuję. I jeśli to wyjdzie i nie skończy się katastrofą, wtedy może, nie wiem, może będziemy mogli założyć na siebie etykietkę.
- Jeśli chcesz spróbować, ja też chcę. – wzruszyłam ramionami - Etykietki są dla ludzi, który wiedząc, czym są, a ja jestem zmęczona dbaniem o to, co myślą inni ludzie.
- Gdybym cię dostał, lałbym na to, co myślą inni, aniołku. – Harry powiedział tak poważnym tonem i wyrazem twarzy, dostałam gęsiej skórki.
Rozległo się pukanie go drzwi Harry’ego, a on zajęcza w frustracji.
- Co? – zapytał, otwierając Matt’owi drzwi. Matt spojrzał na mnie szybko, jego oczy błyszczały w uznaniu.
- Jest tu i chce z tobą gadać.
- Teraz? – Harry zapytał z szeroko otwartymi oczami - Kurwa.
- Przykro mi stary. – Matt wzruszył ramionami.
- Powiedz mu, żeby tu przyszedł. I weź Scarlet na zewnątrz. Nie chcę, żeby to widziała lub słyszała. – Harry powiedział. Matt uśmiechną się i skinął, ręka Harry’ego wystrzeliła i szczelnie zacisnęła się na muskularnej ręce Matt’a.
- Zachowuj się. Jeśli usłyszę, że próbowałeś czegokolwiek, będziesz tego cholernie żałował. Rozumiesz?
- Naprawdę musisz się kurwa zrelaksować. – Matt powiedział, przewracając oczami.
- Matt. – Harry powiedział tak, że przeszły mnie ciarki. 
- Dobra, dobra. – Matt powiedział, wyciągnął do mnie dłoń. Rozszerzył swoje brązowe oczy i skinął na swoją dłoń. Spojrzałam na Harry’ego, który wyglądał na przestraszonego.
- Muszę porozmawiać z Jay’em. – Harry powiedział, kiedy przeszedł obok mnie. Pamiętam Jay’a z ostatniej wizyty w domu Harry’ego. Nawet dźwięk jego imienia wywoływał u mnie dreszcze.
- To nie powinno długa zająć, po prostu idź z Matt’em. – Harry powiedział. Posłałam mu chybotające spojrzenie, nie chcą go opuścić. Ale jego szerokie zielone oczy sprawiły, że skinęłam i się zgodziłam.
- W porządku. – powiedziałam cicho, idąc w kierunku wyciągniętej dłoni Matt’a.
Dłoń Harry’ego oplotła mój nadgarstek, odwracając mnie w jego kierunku. Jego twarz szybko znalazła się obok mojej, jego usta spotkały się z moimi w ciepłym, intensywnym pocałunku. Trwał nie więcej niż pięć sekund, ale to było wystarczająco, żebym się zarumieniła.
Złożył mokry pocałunek na moim policzku, posyłając mi koślawy uśmiech, który pokazał jego dołeczki. Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się nieśmiało, zanim odwróciłam się do Matt’a, który wyglądał na bardziej niż zirytowanego moim i Harry’ego pokazem uczuć.
- Taka niewinna. – usłyszałam, jak Harry wymamrotał, kiedy szłam korytarzem razem z Matt’em. Kiedy weszłam za nim do salonu, zobaczyłam Jay’a siedzącego na kanapie.
- Scarlet. – głos Jay’a był jak tysiąc noży, obleciały mnie dreszcze.
- Cześć. – wyrzuciłam, delikatnie do niego machając.
Jego ciemne oczy patrzyły na mnie z pożądaniem, którego nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Jay odpuścił ciemną i niebezpieczną aurę, tak samo jak Harry. Różnica jest taka, że Harry jest piękny. Jay jest ogromnie atrakcyjny, ale nie tak jak Harry.
Harry ma piękną, białą, czystą skórę, która kontrastuje z jego ciemnymi lokami. Jay ma opaloną skórę. Oczy Jay’a są ta ciemne, że ciężko odczytać  nich jakiekolwiek emocje. Kiedy szmaragdowe oczy Harry’ego zmieniały kolor w zależności od uczuć. Ciemniały z pożądania, jaśniały ze śmiechu, delikatnie ciemniały, kiedy flirtował.
Harry albo miał na twarzy swój zwyczajny, idealny uśmieszek albo uśmiech ukazujący jego dołeczki. I wydaje się, że Jay tylko trzyma usta zaciśnięte w linię i czasami się uśmiecha.
- Jestem zaskoczony, że znowu cię widzę. – Jay powiedział, unosząc brwi. Przechyliłam głowę na bok.
- Czemu? – zapytałam z ciekawości. Nie powinnam zadawać więcej pytań i  powinnam pozwolić tej rozmowie umrzeć, ale moja ciekawość nie dawała za wygraną.
- Harry zazwyczaj nie zaprasza do siebie tej samej dziewczyny więcej niż raz. – Jay powiedział, posyłając mi odrażający uśmiech. Wiedziałam, ze nawiązywał do spania Harry’ego z dziewczynami i rzucania ich następnego dnia.
Nie wiedział jednak, ze ja i Harry jesteśmy trochę bardziej skomplikowani, w zasadzie, minuty temu, Harry powiedział mi, że jestem dla niego czymś więcej niż zwykłym zaliczeniem.
- Cóż, ona nie jest dziewczyną Harry’ego. – Matt powiedział sztywnym tonem, z fałszywym uśmiechem na twarzy. Złapał moją dłoń w swoją, łącząc nasze palce.
- Jest twoją? – Jay powiedział w oczywistym zaskoczeniu. Otworzyłam usta, by się roześmiać, ale zostałam powstrzymana przez uścisk dłoni, od którego zabolał mnie łokieć.
- Tak – Matt skinął - Ona i Harry są tylko przyjaciółmi. Dotrzymywał jej towarzystwa, kiedy spotkałeś ją tydzień temu.
Moja buzia wyschła, a moje serce biło szybko. Co Matt do cholery robi? Harry go za to pobije. 
- Hm. – Jay powiedział, kiwając powoli, jego oczy wciąż patrzyły na mnie.
- Cóż, idziemy na spacer. – Matt skinął w stronę korytarza - Harry jest u siebie.
Jay tylko skinął, omijając mnie i Matt’a, jego ręka, która dotknęła mojej przyprawiła mnie o dreszcze. Dłoń Matt’a wciąż mocno ściskała moją, kiedy pociągnął mnie w stronę drzwi. Wyciągnął mnie na chodnik, a ja wciąż byłam w szoku, przez wszystko co się właśnie stało.
Kiedy byliśmy poza zasięgiem wszystkich okien w domu Styles’ów, wyrwałam dłoń Matt’owi, popychając go w złości.
- Jaki do cholery ty masz problem? – krzyknęłam w złości, rozszerzając moje niebieskie oczy - Harry będzie na ciebie tak cholernie za to wkurzony. Co do cholery będziesz z tego miał? Z mówienia, że jestem twoją dziewczyną?
Fuknął i przewrócił oczami, kiedy dalej na niego przeklinałam. Skrzyżował ręce na klatce, patrząc na niebo.
- Czy twój napad złości już się skończył, księżniczko? – zapytał zirytowanym tonem, który sprawił, że jeszcze bardziej się rozzłościłam, chociaż to było nieprawdopodobne. 
- Czy ty kurwa żartujesz? – zapytałam, patrząc na niego z niedowierzaniem. Nigdy za bardzo nie przeklinałam, ale nie przejmowałam się za bardzo słowami wychodzącymi z moich ust.
- Zanim zniszczysz sobie paznokcie, waląc mnie, wiedz, że zrobiłem to by cię chronić. – otworzyłam usta, by ponownie powiedzieć mu co myślę, ale przerwał mi, a ja zamilkłam - I chronić Harry’ego.”
- Harry’ego? O czym ty mówisz? – zapytałam cichszym głosem.
- Jay jest drugi w hierarchii w ich gangu. – Matt powiedział, jego czekoladowe oczy patrzyły w moje - Harry myśli, że jestem głupi i nic nie wiem, ale jestem tylko rok młodszy. Widzę jak boi się Jay’a. A on rzadko kiedy się boi.
- Co to ma wspólnego ze mną? – zapytałam, unosząc brwi. Matt przeczesał włosy dłonią.
- Jeśli Harry zrobi coś co wkurzy Jay’a, mógłby użyć się przeciwko Harry’emu. Ale jeśli jesteś moja dziewczyną, Jay więcej na ciebie nie spojrzy. O ile nie będzie chciał cię dla siebie. Ale nawet jeśli, to w końcu mu przejdzie, bo ma jednocześnie 10 dziewczyn. – Matt powiedział, machając ręką w powietrzu.
- Jak mnie uspokoiłeś. – powiedziałam sarkastycznie, czy zasłużyłam na to, że Matt przewrócił na mnie oczami.
- Chodzi o to, że Harry nie będzie musiał martwić się o to, że Jay użyje cię lub będzie ci groził, żeby ukarać Harry’ego. – Matt odpowiedział, kiedy znowu zaczęliśmy iść chodnikiem.
- Wow Matt, to było właściwie, dziwnie… miłe. I mądre. – powiedziałam, posyłając mu zaskoczone spojrzenie. Odrzucił głowę do tyłu i się zaśmiał, jego jeden dołeczek pojawił się na policzku.
- Nie jestem kompletnym debilem cały czas. – powiedział. Spojrzałam na niego, kiedy szedł przed siebie, był wyższy ode mnie tak jak Harry.
- Czy wtajemniczyłeś w to Harry’ego? – zapytałam podejrzliwie.
- Uh – Matt zatrzymał się, patrząc na mnie - Nie.
- Masz przejebane. – zaśmiałam się. „Harry cię zbije, chociaż zrobiłeś to z  dobrych powodów.”
- Wiem – Matt zaskomlał - Dlatego pomyślałem, że ty możesz mu to powiedzieć. I go uspokoić, wiesz?
- O, co to, to nie. – powiedziałam, unosząc ręce - To twoja robota, Matt. Więc jeśli chcesz udawać, że chodzisz z ‘dziewczyną’ swojego brata, to powiedz mu to sam.
- Daj spokój, Scarlet. – Matt zajęczał - Zrobiłem ci przysługę, ratując twój tyłek i twojego chłopaka.
- On nie jest moim chłopakiem. – powiedziałam. Matt przewrócił oczami.
- Okej Scarlet.
- Poważnie, nie jest. My tylko, wiesz, próbujemy.
- Cóż, to więcej niż robił z innymi, więc wydaje mi się, że jesteś jego dziewczyną.
Odwrócił się i szedł z powrotem w stronę domu, kiedy zobaczył, jak Jay wychodzi i wsiada do swojego, ładnie wyglądającego samochodu, szybko opuszczając osiedle.
- Proszę, powiedz mu za mnie Scarlet. Będę ci winny przysługę. – Matt powiedział, patrząc na mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami. Gdyby nie zakochiwała się w zielonych oczach jego starszego brata, pewnie podobałby mi się Matt.
- Dobra. Ale tylko dlatego, że to miła rzecz. – powiedziałam, na co się uśmiechnął.
Matt otworzył drzwi, wpuszczając mnie.
  Idę do moich przyjaciół, powiedz Harry’emu, że wrócę na obiad. – Matt wymamrotał. Skinęłam, wchodząc do środka.
- Oh, i Scarlet – odwróciłam się do Matt’a - Harry zazwyczaj jest na krawędzi po spotkaniach z Jay’em, więc bądź cierpliwa.
Pokiwałam, obserwując jak Matt zamknął drzwi. Szłam korytarzem, nie pewna czego się spodziewać.
Zapukałam do drzwi Harry’ego i usłyszałam jego głos, który kazał mi wejść. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam go, jak siedział na łóżku, metalowa puszka przed nim. Od razu rozpoznałam to i moje oczy delikatnie się rozszerzyły.
Trawka.
Zwijał ją, robiąc blunta.
- Harry.. – powiedziałam cichym głosem - Co robisz?
- Palę. – powiedział, koncentrując się, na tym co robił, nawet na mnie nie patrząc.
- Harry przestań. – powiedziałam, podchodząc i wywracając puszkę i blunta, którego miał w dłoni na podłogę.
- Scarlet, co do cholery. – zapytał, patrząc raz na mnie, raz na podłogę.
- Nie potrzebujesz tego Harry, ok? Straciłam już przez to ludzi. To się staje obsesją, ucieczką. Nie potrzebujesz tego. Jesteś silniejszy niż to.
- Potrzebuję czegoś, co pomoże mi zapomnieć, Scarlet. – powiedział, podnosząc na mnie wzrok. Ból i bezbronność w jego oczach łamały mi serce. Nie wyglądał na silnego i twardego jak zwykle. Wyglądał na smutnego i zmęczonego.
Wiem, że nawiązywał do tego, co powiedział my Jay. Nie wiem, co się działo w ich gangu, ale to powoli go łamało. Chciałam, żeby ból go opuścił.
- Dobra, czego chcesz? Możemy gdzieś iść, żeby uwolnić twoje myśli. Możemy iść do kina. Lub uh, możemy iść gdzieś z Louis’em. Lub Zayn’em. Mogę wyjść, żebyście pobyli sami. – powiedziałam zdesperowana, by zobaczyć jego uśmiech.
Patrzył na mnie, jego zielone oczy były niemal w strachu, miał delikatnie rozbawiony wyraz twarzy.
- Po prostu powiedz mi, co chcesz zrobić. – powiedziałam zdesperowana.
- Ciebie.
- Co? – zapytałam zmieszana. Harry strząsnął trawkę z łóżka na podłogę, wabiąc mnie do siebie.
Podeszłam powoli do przodu, zrzucając buty i wspinając się do niego na łóżko. Leżał na poduszce, patrząc na moją twarz. Leżeliśmy w ciszy kilka chwil, po prostu na siebie patrząc.
Wzięłam jego dłoń w swoją. Jego dłonie były dziwnie duże i miały wiele blizn. Masowałam je, a jego ciemne oczu pojaśniały delikatnie.
- Czy ta trawka nie kosztowała bardzo dużo? – zapytała, przerywając ciszę. Harry uśmiechnął się, kolor jego oczu znów był jasnozielony.
- Tak.
- I ty po prostu pozwoliłeś mi rzucić ją na podłogę? – zapytałam. Harry nie był bogaty, więc prawdopodobnie zmarnowałam coś, co kosztowało go bardzo dużo.
- Nie potrzebuję tego, jeśli mam ciebie.
- Zawszę tu będę. – wyszeptałam prawdziwie. Chciałam uratować Harry’ego. Chciałam pomóc mu być chłopcem, którego znam. Mężczyzną, którym wiedziałam, że jest.
Wyciągnął rękę i pogładził delikatnie moje usta, zanim pochylił się, składając na nich pocałunek, moje wargi zadrżały z pożądania. Chciałam więcej.
Chciałam dużo więcej. 
I szczerze, to mnie wystraszyło.
- Czy nikt nigdy nie ostrzegał cię przed chłopakami takimi jak ja? – Harry zapytał niskim głosem, jego dłonie trzymały moja talię, trzymając mnie bliżej niego.
- Zgaduję, że jestem zmęczona słuchaniem tego, co mówią mi inni. – wyszeptałam szczerze.
- Anioł niedługo spadnie dla diabła.
___________________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

robi się gorąco. co może stać się w przeciągu trzech przyszłych rozdziałów? :) jak myślicie huh x




ask.fm/damaged_pl

może mi ktoś powiedzieć jak sie nazywa ten, który tutaj odgrywa Alec'a? wejdźcie w zakładkę "obsada" i napiszcie mi imię i nazwisko tego aktora. potrzebne mi to, dziękuję.

buziaczki x
@nancy_thewizard & @creepses

niedziela, 3 listopada 2013

nowy gość w domu - rozdział VIII

NOTATKA 

- Oh, kochanie, spójrz na siebie! – Anne przykryła ręcznikiem moje plecy, kiedy biegała w to i z powrotem do kuchni do salonu, gdzie siedziałam razem z Harrym - Biedactwo, jesteś przemoknięta do kości.
- Jestem w porządku, Anne napra-
- Harry.. – Anne odwróciła się do niego, posyłając mu niepochwalające spojrzenie - Nie możesz pozwalać dziewczynom stać na deszczu! Sacrlet jest maleństwem! Mogła się przeziębić lub dostać zapalenia płuc, na miłość boską!
- Powiedziałabym, żeby weszła do środka, ale ona mnie nie słuchała. – Harry zaskomlał, patrząc na jego mamę z szeroko otwartymi oczami. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
- Żadnych wymówek. – Anne powiedziała, uderzając Harry’ego w tył głowy, zanim poszła do kuchni po herbatę.
- Ał! – powiedział, masując mokre loki - To bolało.
- Dziecko. – wymamrotałam.
- Słyszałem, aniołku. – powiedział, sprawiając, że zachichotałam. Uśmiechnął się do mnie, jego zielone oczy były jasne. Zaczął się pochylać, jego oczy na moich ustach, kiedy Anne wróciła do salonu z dwoma kubkami, mamrotając do siebie, całkowicie niepomna.
- Teraz Scarlet, przypuszczam, że zostaniesz z nami? – Anne zapytała, kiedy Harry usiadł w swojej poprzedniej pozycji, robiąc co w jego mocy, by wyglądać niewinnie. Podałam mi kubek z herbatą, kiedy jej podziękowałam.
- Ja też byłem na deszczu, mamo, ale nie przejmuj się mną, czy coś. – Harry powiedział sarkastycznie, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że on nie dostał herbaty.
- Oh, cicho. Twoja herbata jest w kuchni. – Anne powiedziała, przewracając oczami. Popatrzyła z powrotem na mnie.
- Oh, nie musisz mnie przyjmować Anne. – powiedziałam, kręcąc głową - Naprawdę, nie chcę przeszkadzać. Mam kartę kredytową, więc mogę znaleźć hotel i-
- Nonsens! – Anne zapiszczała, patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczami - Nie chciałabym, żebyś zostawała gdziekolwiek indziej!-  Uśmiechnęłam się do niej nieśmiało. Ona była za dobra.
Kiedy ja i Harry weszliśmy do środka i powiedziałam jej, że mnie wyrzucili, ona praktycznie zaoferowała, że mnie zaadoptuje. Nie znała powodów mojego wyrzucenia, ale dziwne było to, że o nie nie pytała. To jej nie obchodziło, wszystko, co ma znaczenie to to, że nie mam gdzie pójść.
- Jesteś za miła, Anne. – powiedziałam, uśmiechając się. Oddała uśmiech.
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz w tym domu była druga dziewczyna! To dla mnie spełnienie marzeń! – powiedziała, wywołując u mnie śmiech.
- Nie mogę wystarczająco ci podziękować. – dodałam.
- Nie dziękuj mi, kochanie. Naprawdę tego chcę. Bóg wie, że popełniam błędy, ale jedna rzecz, której nie zrobię to pozwolenie biednej dziewczynie jak ty, radzić sobie samej z tą sytuacją. Kto wie, co mogłoby się stać takiej ładnej dziewczynie jak ty! – powiedziała z szeroko otwartymi oczami.
Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na Harry’ego, który już na mnie patrzył z uśmiechem na twarzy. Podniósł rękę, kładąc ją delikatnie na moich ramionach.
 - A ty... – Anne uniosła brwi na Harry’ego - Scarlet jest teraz naszym gościem, co znaczy, że masz jej dawać czegokolwiek chce lub potrzebuje. Chcę, żebyś czekał na jej dłoń i stopę, jeśli będzie taka potrzeba!
- Zaufaj mi, i tak bym to dla niej zrobił. – Harry wymamrotał. Uderzyłam do w klatkę, moje usta szeroko otwarte.
- Harry! – zaśmiałam się.
- Naprawdę miałam to na myśli Harry! – Anne powiedziała, patrząc na mnie i uśmiechając się - I jestem pewna, że jeśli nie będziesz traktował jej tak dobrze, jak na to zasługuje, nie będzie miała problemu z powiedzeniem mi o tym. I wtedy się z tobą policzę.
Popatrzyłam na Harry’ego i uśmiechnęłam się, zanim skinęłam do Anne.
- Świetnie, jesteś tu dziesięć minut,  już zawarłaś z moją mamą koalicję przeciwko mnie. – Harry powiedział, patrząc na mnie.
- Wiesz, że cię kocham. – Anne powiedziała, podnosząc się ze swojego miejsca i całując czubek mokrej głowy Harry’ego. Uśmiechnęłam się, obserwując ich. Byli sobie tacy bliscy.
Chciałabym być tak blisko z moją mamą. Ale to było zupełne przeciwieństwo. Nie mówimy sobie nawzajem, że się kochamy. Unikałam jej jak się dało, nie chcą spędzać z nią więcej czasu niż to konieczne.
Niektórzy ludzie mogą powiedzieć ‘to tylko gadanie’ lub ‘jesteś nastolatką, to normalne.’, ale oni się mylą.
Zawsze tak było. Nawet kiedy byłam młodsza, pewnie, próbowałam dogadzać mamie. Ale wciąż nie lubiłam przebywać w jej otoczeniu. Nieustanny krytycyzm to za wiele, nawet dla dziesięciolatki.
- Przygotuję dla ciebie prysznic. – Anne powiedziała do mnie, kiedy szła korytarzem do łazienki. Pokiwałam i wstałam, Harry zrobił to samo - To świetny sposób, by cię rozgrzać!
- Znam lepsze sposoby, by cię rozgrzać. – Harry wymamrotał, kiedy jego mama zniknęła, uśmiechając się na widok mich zarumienionych policzków.
- Przestań. – zajęczałam, kiedy przyciągnął moje ciało bliżej do swojego.
- Przestać, co? – zapytał, śmiejąc się powoli, widząc jak wytrącał mnie z równowagi.
- Mówić komentarze, przez które się rumienie. – odpowiedziałam. Ponownie się zaśmiał, chowając głowie w mojej szyi. Trącił moją szyje nosem w lewą stronę, zanim wtulił w nią głowę.
- Nawet kiedy jesteś mokra, dobrze pachniesz. – wymamrotał cicho w moją skórę, jakby bardziej do siebie, niż do mnie.
Podniósł głowę, pochylając się i składając pocałunek na moich drżących ustach. Były delikatne i niewinne, ale Boże, przez nie szalałam.
Nigdy się tak nie czułam. Tylko delikatny dotyk na ustach, dawał mi gęsią skórkę. Jego ręka, która była na moich plecach, sprawiała, że przechodził przeze mnie prąd.
To było szczerze i kompletnie szalone. Ale kiedy raz tego spróbowała, chciałam więcej.
Usłyszeliśmy, jak otwierają się drzwi łazienki i oderwaliśmy się od siebie, nie chcąc, żeby Anne dowiedziała się o naszych… uczuciach. Nie, żeby była głupia, ale nie chcę, żeby zobaczyła jak całuję się z jej synem, od razu po tym, jak przyjęła mnie do domu.
Harry westchnął i pokręcił głową, mały uśmiech na jego ustach, zanim pocałował mój prawy policzek. A potem lewy. A potem czoło. A potem nos.
- Prysznic jest gotowy! – Anne zawołała. Zaśmiałam się cicho, kiedy Harry kontynuował zasypując pocałunkami całą moja twarz, oprócz ust.
- Ok, idę! – zawołałam, odpychając Harry’ego, by się od niego odsunąć. Ale on zacieśnił uścisk i zaczął jeszcze bardziej całować moją twarz.
- Harry. – zaśmiałam się - Twoja mama na mnie czeka!
- Dobrze – westchnął, zabierając ręce z mojej talii. Odwróciłam się, a on złapał mnie za rękę.
- Co- – zaczęłam, ale przerwał mi delikatny pocałunek w usta. Harry odpuścił i uśmiechnął się do mnie, dołeczki pokazały się na jego delikatnych policzkach. Jego włosy były niemal suche i układały się w szalone loki.
- Teraz idź pod ten twój prysznic – Harry zaśmiał się, klepiąc mnie w tyłek.
- Zuchwała bestia. – wymamrotałam, sprawiając, że roześmiał się głośno.
Weszłam do łazienki i wskoczyłam pod prysznic i umyłam się szybko. Było tak dobrze, rzucić z siebie moje przywierające, mokre ubrania i wejść pod gorącą wodę. Uśmiechnęłam się do siebie, kiedy zobaczyłam małe butelki z waniliowym i kokosowym szamponem i odżywką, które były dla mnie przygotowane. Ona nawet zostawiła dla mnie nową szczoteczkę o zębów. Jest tak, jakby Anne czekała na moje przyjście.
Kiedy sięgnęłam po odżywkę, moje myśli powędrowały do moich rodziców po raz pierwszy, odkąd odjechałam. Zastanawiałam się, czy poproszą, żebym wróciła. Albo może, będą tylko czekali, aż sama wrócę, błagając o przebaczenie.
Ale to się nigdy nie stanie.
Jeśli rzeczy tutaj nie wyjdą, a teraz wydają się iść idealnie, pójdę do Sierry. Dam sobie radę. Wszystko co wiem to to, że nie zamierzam wracać do nich na kolanach.
Wyłączyłam wodę i owinęłam się cienkim, zużytym ręcznikiem, który zostawiła mi Anne. Spojrzałam na moje odbicie w lustrze i uśmiechnęłam się.
Wyglądałam znacznie lepiej, niż wtedy gdy patrzyłam na siebie w samochodzie. Moje oczy nie były czerwone, ale jasne i świecące. Moja czarna maskara, która rozmazała się po twarzy zniknęła, i zostałam z różowymi policzkami. I nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
Zajęczałam, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że nie zrobiłam nic w temacie ubrań. Otworzyłam drzwi łazienki i poszłam niezręcznie do Harry’ego i jego mamy, którzy siedzieli na kanapie, pijąc herbatę.
Harry siedział tyłem do mnie, Anne twarzą. Spojrzała za Harry’ego i się zaśmiała, uderzając się w czoło.
- Ubrania! Zapomniałam dać ci ubrania! – wyjaśniła. Harry odwrócił się, wyglądając na bardziej niż zadowolonego, z faktu, ze Anne zapomniała dać mi coś innego niż mały ręcznik, by zakryć moje ciało.
- Właściwie mam ubrania. – powiedziałam, próbując ignorować palące spojrzenia Harry’ego - Ale one są w walizce. Która jest w moim samochodzie…
- Oh, dobrze!” – Anne powiedziała - Harry, idź po nią.
- Jesteś pewna? Moglibyśmy po prostu pozwolić jej tak cho- – Harry zaczął, uśmiechając się do mnie.
- Harry Styles, nie kończ tego zdania albo pomożesz mi wyrzucić cię z tego domu. Teraz, przynieś walizkę tej biednej dziewczyny.- Anne odpowiedziała, gładząc skronie.
Harry zaśmiał się, puszczając do mnie oko, zanim podniósł się i znowu wyszedł na deszcz, by przynieść moją walizkę.
- Przyrzekam, jeśli wiek nie zabije mnie pierwszy, zrobi to ten chłopak. – Anne powiedziała, kręcąc głową. Zaśmiałam się cicho i pokiwałam.
- On definitywnie jest czymś. – zgodziłam się, kiedy Anne zaśmiała się razem ze mną. Moment później, drzwi się otworzyły, a Harry wniósł walizkę średniej wielkości.
- Wezmę to do mojego pokoju. - powiedział, kiedy niósł ją wzdłuż korytarza. Skinęłam i poszłam za nim do jego pokoju. Rozejrzałam się po pomieszczeniu zaskoczona.
To jest bałagan. Kiedy byłam tu dwa tygodnie temu, był idealnie czysty. Ale rzeczy są wszędzie porozrzucane, niszczone.
- Co się stało? – zapytałam, kiedy upuścił moją ciężką walizkę na łóżko, jakby ważyła jakby nie więcej niż piórko.
- Oh, – Harry powiedział, patrząc na pokój, jakby widział go pierwszy raz - Ja-uhm-nie byłem dziś w najlepszym humorze. – wymamrotał, jakby zażenowany.
Rozumiałam, co miał na myśli. Prawdopodobnie przyszedł ze szkoły w gniewie, zniszczył pokój, wszystko przeze mnie.
Skinęłam, kładąc dłoń na jego mokrej ręce. Jego oczy spojrzały na moje, zielone i pełne smutku i ośmieszenia. Chciałam, żeby wiedział, że nie jestem zawstydzona tym, co zrobił. Pewnie, musi nauczyć kontrolować złość, ale nie musi się tego wstydzić.
- Teraz jest dobrze. – powiedziałam cicho. Harry spojrzał na mnie, jakby kompletnie rozumiał to, co mówię i myślę. Pokiwał, jego oczy zwróciły się ku podłodze.
- Ale musisz wyjść, żebym mogła się ubrać. – dodałam, sprawiając, że się roześmiał.
- Mogę zostać i pomóc. – Harry powiedział unosząc brwi.
- Albo możesz iść i dokończyć herbatę. – uśmiechnęłam się. Harry pokręcił głową i podszedł do szafy i wziął suche ubrania.
Kiedy zamknął drzwi i byłam sama, zaciągnęłam moją walizkę do rogu małego pokoju Harry’ego i otworzyłam ją. Przejrzałam swoje niechlujne spakowane ubrania i w końcu znalazłam luźne spodnie do joggingu i ciasną bokserkę.
Założyłam je po ty, jak się wysuszyłam. Wzięłam szczotkę z torby i rozczesałam moje długie, mokre włosy, które spływały mi po plecach. Rzuciłam mokry ręcznik na coś, co wyglądało jak kupa brudnych ubrań w szafie Harry’ego.
Wróciłam do salonu i zobaczyłam Anne stojącą przy drzwiach wyjściowych i zakładającą kurtkę. Harry stał tam, otwierając drzwi.
- Wychodzisz? – zapytałam. Anne pochyliła się i szybko mnie przytuliła.
- Mam dziś nocną zmianę, ale będę jutro koło południa! – powiedziała, zarzucając szalik na szyję - Harry, twoi bracia nie wrócą dziś na noc, nocują u kolegów.
- Dobrze. – powiedział i uśmiechnął się, patrząc na mnie i uśmiechając się na widok mojej reakcji, na wiadomość, że będziemy sami na noc.
- Robi się późno. –Anne powiedziała, całując policzek Harry’ego i machając do mnie, zanim wyszła na deszcz z parasolką.
Kiedy Harry zamknął drzwi i odwrócił się do mnie, stałam tam, moje ręce założone na mojej piersi.
- Więc… – jego głos był niski i chrapliwy, a ja poczułam jak prąd przechodzi po moim kręgosłupie - Co chcesz zrobić?
- Ja, uh – plątałam się w słowach, sprawiając, że Harry roześmiał się, kiedy podchodził do mnie. Jego ręka oplotła moją talię i pociągnął mnie do swojego pokoju.
- Wyglądasz na zmęczoną. Chodźmy do łóżka. – powiedział.
Bez słów weszliśmy do jego łóżka, bicie mojego serca było szybsze, niż powinno. Harry okrył nas ciepłą kołdrą, a ja odwróciłam się twarzą do niego.
Patrzyłam na Harry’ego, a on na mnie.  Jego loki zaczęły schnąć po raz drugi tej nocy. Jego zielone oczy wyglądały na ciemne, w ciemnym pokoju. Jego usta były w linii, nie uśmiechały się, nie szczerzyły, nie były smutne.
On tylko mnie obserwował.
Gładził delikatnie moją twarz, zanim powoli się pochylił. Pozostałam tak, jak byłam, z głową na dłoni i łokciem wciśniętym w poduszkę.
Pocałował delikatnie moje usta, a ja oddałam pocałunek. Wtedy się zatrzymaliśmy. Zanim to przerodzi się w coś więcej. Otulił mnie, trzymając moje ciało blisko swojego.
Dał mi lekki pocałunek w czoło i w czubek głowy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak zmęczona byłam.
- Dobranoc Scarlet.

~~

Siedziałam przy małym stole w domostwie Styles’ów. Była ósma rano, a Harry wciąż spał w swoim pokoju. Nikogo innego nie było w domu.
Siedziałam tam, patrząc za okno, kiedy deszcz wciąż lał. Padało tak bardzo jak wczoraj wieczorem. Moje małe dłonie były zaciśnięte na kubku z herbatą, którą sobie zrobiłam po przeszukaniu małej kuchni.
Nagle usłyszałam głośny odgłos stóp na korytarzu, który nie był widoczny z małej, użytej kuchni. Harry przeszedł przez salon połączony z kuchnią, potykając się.
- Harry. – powiedziałam zaskoczona. Zatrzymał się i zamarzł, patrząc na mnie. Jego klatka unosiła się i opadała szybko.
- Jesteś tu. – powiedział zaskoczony - Ja- – zatrzymał się, przecierając oczy - Myślałem, że sobie poszłaś.
- Nie wstałabym i nie wyszła, Harry. – powiedziałam, podnosząc się z miejsca. Podeszłam przed niego i popatrzyłam na niego.
- Obudziłem się i cię nie było. – powiedział cichym głosem. Pochyliłam się do przodu, oplatając rękami jego szyję. Jego ręce natychmiastowo znalazły drogę do mojej tali.
- Robiłam herbatę. – wymamrotałam w jego koszulkę - Nigdzie się nie wybieram.
Harry pozostał cicho. Nasze ciała pozostawały złączone, dopóki w końcu nie poczułam, że jego oddech zwolnił i wrócił do odpowiedniego tempa.
Głośne pukanie do drzwi nas rozdzieliło. Harry przeczesał dłonią swoje loki, patrząc na moją cisną bokserkę i szczerząc się. Przewróciłam oczami i popchnęłam go do drzwi, sprawiając, że je otworzył.
Tak szybko, jak drzwi się otworzyły, czterech chłopców, cóż, mężczyzn wbiegło do pomieszczenia. Wszyscy mówili i przekrzykiwali się, przeklinając. Od razu zdałam sobie sprawę z tego, że był to Zayn, Niall, Liam i Louis.
Harry westchnął i oparł się o drzwi, kiedy chłopcy stali w salonie, kłócąc się o coś, czego nie byłam w stanie wyłapać.
Louis pierwszy mnie zauważył, kiedy stałam w kuchni. Natychmiastowo się uciszył, sprawiając, że reszta się odwróciła i spojrzała na mnie.
- Scarlet! – Niall pierwszy się odezwał. Pomachał do mnie, a ja odmachałam nieśmiało.
- Cześć chłopcy. – powiedziałam cicho. Oczy Zayn’a były ciemne jak zawsze. Ale nie były kompletnie skupione na mnie, ale na Harrym.
Wszyscy wymamrotali ‘cześć’ lub ‘hej Scarlet’, ale wciąż wyglądali na zszokowanych tym, że mnie widzą, jak stoję w kuchni Harry’ego.
- Właśnie miałam zamiar wyjść po kilka rzeczy. – powiedziałam, zakładając buty i kurtkę. To był oczywiste, że chcieli porozmawiać z Harrym sam na sam. A ja i tak musiałam iść po kilka rzeczy, jeśli planuję tu zostać.
- Gdzie idziesz? – Harry zapytał, chwytając mnie za rękę. Wzruszyłam delikatnie ramionami, posyłając mu uśmiech.
- Wrócę za kilka godzin, w porządku? Mam telefon. – powiedziałam. Skinął i przez chwilę myślałam, że mnie pocałuje. Ale w końcu puścił moją rękę.
Cześć chłopcy.” – powiedziałam, zanim wyszłam na deszcz do mojego samochodu.

*Punkt widzenia Harry’ego*

Chciałem złapać ją, pocałować i zostawić tu ze mną.
Po obudzeniu się z pustymi rękami i przejściu ataku paniki, że Scarlet wyszła i żałowała, że w ogóle tu przyszła, wolałem mieć ją w zasięgu wzroku.
Ale nie mogłem pocałować jej lub trzymać ją lub błagać, by została, kiedy przed nami stali chłopcy. To nie skończyłoby się dobrze. Zayn by się na mnie wkurzył, za to, że robię więcej niż próbowanie się z nią przespać.
Ogólnie, Scarlet oberwałaby bardziej ode mnie. A wiedziałem, że to ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuje.
Kiedy drzwi się zamknęły i zobaczyłem jak odjeżdża, Zayn przemówił.
- Kurwa, czy właśnie straciłem mój pierdolony samochód? – Zayn przeklął, patrząc na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Nie. – splunąłem na niego - Wyrzucono ją z domu i zostaje ze mną.
- Dlaczego? – Liam zapytał, reszta się z nim zgodziła.
- Dlaczego co?- burknąłem.
- Czemu zdecydowała, że zostanie z tobą? – Louis powtórzył. Oparłem się o framugę i wzruszyłem ramionami.
Właściwie nie wiedziałem, dlaczego Scarlet wybrała mnie za pierwszym razem. Wiedziałem tylko, że mnie wybrała.
- Ona cię lubi, prawda? – Zayn zapytał, śmiejąc się powoli.
- Nie. – powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Chociaż to było kłamstwo. Powiedziała mi wczoraj, że coś do mnie czuje.
- Proszę, Haz. – Zayn zaśmiał się ponownie, bez humoru w głosie. Wstał z kanapy i stanął przede mną, kręcąc głową.
- Widzę to w jej oczach. Widziałem, jak bolało ją, że musiała wyjść z twojego cholernego domu na kilka godzin. – Zayn powiedział, wymachując rękami.
- I co z tego? – splunąłem, moja złość rosła z każdym słowem Zayn’a.
- Ona wciąż ci ufa. - Zayn odpowiedział, kręcąc głową - Tylko czekaj aż pozna prawdziwy podwód tego, dlaczego jesteś dla niej taki słodki i miły.
Pozostałem cicho, wiedząc, ze jeśli otworzyłbym usta, prawdopodobnie wyrzuciłbym z siebie całą moją złość.
- O ile nie… – Zayn zatrzymał się, posyłając mi niegodziwy uśmiech i kręcąc głową.
- Zayn... – Niall ostrzegł.
- Zayn, nie. –Louis dodał, Liam się z nim zgodził.
- O ile nie zakochujesz się w niej tak samo. I to już nie jest jakiś zwykły zakład. – Zayn kontynuował, ignorując ostrzeżenia.
- Jesteś stuknięty. - splunąłem, moja szczęka się zacisnęła.
- Naprawdę, Harry? Jestem? Bo ja myślę, że wszyscy tak myślą. W zeszłym tygodniu zostawiłeś nas wszystkich, wliczając w to Brittany na imprezie, żeby zabrać pijaną księżniczkę do domu.
Poczułem, jak zacisnęły się moje pieści.
- Popiłeś każdego gościa, który spojrzał na Scarlet. Najpierw myślałem, że to dlatego, żebyś był jedynym, który będzie ją miał, żebyś na pewno wygrał zakład. Ale… już nie. Myślę, że to dlatego, że nie możesz znieść myśli o tym, że ktoś inny ją dotyka.
- Przestań mówić. – wyburczałem.
- I teraz to. Wziąłeś tą dziewczynę do swojego domu, mieszka z tobą. Przedstawiłeś ją swojej mamie, swoim braciom, wszystko. Pozwalasz jej spać w twoim domu i jeszcze jej nie wydupczyłeś?
Poczułem, że moja cierpliwość się kończy.
- To nie jest Harry, którego znamy. Już cię zmieniła. Niedługo będziesz nosił ubrania od projektantów i będziesz siedział obok jej ojca przy ich ogromnym stole. I wciąż nie prześpisz się z tą dziwką.
Zanim zdałem sobie sprawę z tego, co się dzieje, moja pieść spotkała twarz Zayn’a, na co on cofną się i zawył z bólu.
- Wypierdalaj z mojego domu. – krzyknąłem, idąc w jego kierunku. Pokręcił na mnie głową, otwierając usta, by coś powiedzieć, ale krew zaczęła ściekać mu po twarzy, wydawało się, że przemyślał sprawę i wyszedł.
- Przepraszam stary. – Louis wymamrotał, klepiąc moje ramiona. Wyszedł z domu, wiedząc, że chcę być sam.
- Zasłużył sobie. – Niall dodał, wychodząc.
- On po prostu boi się, że przegra zakład, Haz. On się boi. – Liam powiedział, jak zawsze próbując pokazać nasze dobre strony. Po prostu skinąłem cicho, kiedy Liam również opuścił mój dom, zamykając za sobą drzwi.
Kiedy byłem już sam, zjechałem po drzwiach, dopóki nie siedziałem na podłodze, moje łokcie na kolanach, głowa w rękach.
Myślałem o Zayn’ie. I o Scarlet. I o zakładzie.
Dlaczego słowa Zayn’a były takie surowe? Dlatego, że były prawdziwe? Czy to staje się czymś więcej niż tylko zakład?
Czy chcę od Scarlet czegoś więcej niż tylko jej niewinność?
Zajęczałem, kiedy doszedłem do tego, że może chcę czegoś więcej niż tylko zniszczenie niewinności Scarlet.
Wszystko, co wiem, to to, że ta dziewczyna z North Side przewróciła mój świat do góry nogami w kilka tygodni. A ja mam kompletnie przejebane.
_____________________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

wychodzi na to, że ktoś w tym gangu się chyba nie lubi jfshlfsjdb

mogę mieć do was małą prośbę? nie wiem czy to przeczytacie czy nie.. jeśli czytasz i zawsze komentujesz to oki. a jeśli czytasz i nie komentujesz, napisz dziś dla nas chociaż krótkie "czytam" :) wiecie, ponad 100 osób w ankiecie sie przyznało że to czyta także no..
zostawiajcie AKTUALNE twittery w zakładce "informuję" x



@nancy_thewizard & @creepses