wtorek, 24 grudnia 2013

mignięcie mocy - rozdział XXIII

Westchnęłam zirytowana, kiedy usiadłam przy stole w jadalni. Moja mama, mój ojciec, Woods i jego rodzice, wszyscy siedzieli dookoła mnie. Przewróciłam oczami, kiedy obsługa przyniosła srebrne tace pełne jedzenia.
Moje myśli wędrowały do domu Stylesów. Anne ugotowałaby jakieś jedzenie na obiad i podała je na papierowych albo szklanych talerzach. Nie musielibyśmy siedzieć przy jakimś za dużym jadalnianym stole ze złotymi widelcami i złożonymi serwetami.
Jedzenie na obiadach u Stylesów zazwyczaj było proste, jak spaghetti, hamburgery, pieczony kurczak itp. W domostwie Thornów podawano potrawy, których nazw nie potrafiłam wymówić, razem z kremowymi sosami, ogromnymi przystawkami i słodkimi deserami. W moim domu nic nie było proste.
Nawet rozmowy przy obiedzie nie były proste, łatwe czy komfortowe. Moi rodzice rozmawiali o ich statusie społecznym, mojej przyszłości i plotkowali o dorosłych z North Side.
Ale Harry, Anne, Matt i Sam byli znacznie lepsi. Śmiali się i żartowali. Matt i Sam rzucaliby się jedzeniem, kiedy Anne spuściłaby wzrok. Harry i ja zerkalibyśmy na siebie, a Anne śmiałaby się z wszystkiego, co powiemy. To był dobry czas, obiad u Stylesów.
Chciałabym tam teraz być.
Ale zamiast tego musiałam siedzieć obok Woodsa Knighta, mojej pierwszej dziecięcej miłości, mojego pierwszego chłopaka i mojego pierwszego pocałunku. Woods był ode mnie rok starszy i był na studiach.
Chodziliśmy ze sobą, kiedy miałam piętnaście lat i wtedy zerwaliśmy. Byłam w dziewiątej klasie, a Woods w dziesiątej. Zerwał ze mną, złamał mi serce. Ale przeszło mi i od kiedy Woods poszedł do prywatnej szkoły nie widziałam go.
Ale tak było przed trzema tygodniami… kiedy pojawił się na balu charytatywnym, kiedy przyszłam z Harrym. Historia w skrócie wyglądała tak, że Harry i Woods pobili się, bo Woods zrobił drobny ruch, kiedy z nim tańczyłam. To była krwawa walka i skończyła się tym, że Harry powiedział Woodsowi, że jeśli jeszcze raz mnie dotknie, dostanie kulkę w łeb.
Nie trzeba mówić, że nie widziałam ani nie słyszałam Woodsa od tamtej nocy. A nawet jeśli tak, nie odpowiedziałbym. Harry nienawidził Woodsa, naprawdę nienawidził.
A kiedy Harry dowie się, że Woods zostaje w moim domu w pokoju naprzeciwko mojego… mam przejebane.
- Scarlet? – irytujący, sztywny głos mojej matki wyrwał mnie z zamyślenia, a ja spojrzałam na nią - Mówiłam do ciebie.
- Oh.. – wymamrotałam, zerkając dookoła stołu, unikając spojrzenia Woodsa - Przepraszam, co?
- Cóż, jestem pewna, że oboje, ty i Woods jesteście zbici z tropu i zastanawiacie się dlaczego zostanie tutaj, więc chcemy wam to wyjaśnić.
- Myślałem, że będę w domu, kiedy nie będzie mnie w szkole? – Woods zapytał, jego głęboki głos rozbrzmiał w pokoju.
- Miałeś. – pani Knight, matka Woodsa przemówiła - Ale niestety dom jest w remoncie. A twój ojciec j ja jedziemy na zachód, żeby znaleźć nowe miejsca do budowy.
Woods i jego rodzina był bogaci przez biznes hotelarski. Mieli jedne z najbardziej luksusowych hoteli na świecie. Państwo Knight byli ledwo w pobliżu, bo nieustannie podróżowali w poszukiwaniu nowych miejsc do budowy i pilnowaniu już trwających prac. Byli bardzo grymaśni, jeśli chodziło o ich hotele.
Woods skinął, bokiem zerkając na mnie. Szybko spojrzałam gdzie indziej, nie chcąc kontaktu wzrokowego. Wiedziałam, że muszę być z tym ostrożna. Jak miałam to powiedzieć Harry’emu? Albo może nie powinnam mu mówić. Nie, w końcu się dowie. Musiałam mu powiedzieć.
- „Scarlet, czy to nie ekscytujące? – moja matka uśmiechnęła się, patrząc na mnie, kiedy złapała moją dłoń przez stół - Ty i Woods znów będziecie w kontakcie! Minęły lata odkąd byliście w pobliżu, oprócz balu charytatywnego.
Założyłam włosy za ucho i skinęłam sztywno, fałszywie się uśmiechając, kiedy ponownie rozejrzałam się dookoła. Ale wciąż unikałam spojrzenia Woodsa.
- To świetnie. – powiedziałam, próbując brzmieć entuzjastycznie. Musiało podziałać, bo rodzice Woodsa i moi zaczęli radośnie rozmawiać i posyłać nam uśmiechy.
Pół godziny później przeprosiłam i wstałam od stołu. Rodzice moi i Woodsa rozmawiali o interesach. Ale teraz zmienili temat na rozwód Martinów, o tym jakie to było szokujące i jak to zrujnuje ich reputację.
Skończyłam moje jedzenie i przeprosiłam. Kiedy wychodziłam z jadalni, moja matka zatrzymała mnie.
- Scarlet, pokaż Woodsowi jego pokój, mogłabyś? John zaniósł jego bagaże do pokoju gościnnego. – moja mama uśmiechnęła się do Woodsa. John był naszym kamerdynerem, którego mama wykorzystywała kiedy tylko miała okazję - Spodoba ci się twój pokój. Jest naprzeciwko Scarlet!
- Dziękuję państwo Thorne. – Woods powiedział grzecznie, wstając od stołu i idąc za mną do drzwi. Westchnęłam i cicho weszłam po schodach, idąc w kierunku jego pokoju, który był naprzeciwko mojego. Mojej mamie brakowało wielu rzeczy, ale przebiegłość nie była jedną z nich.
- Tu jest twój pokój. – powiedziałam, posyłając mu uśmiech, kiedy popchnęłam drzwi. Ciemne oczy Woodsa spojrzały na mnie, zanim wszedł do sypialni. Patrzyłam na niego, kiedy miałam okazję.
Miał na sobie luźne dżinsy bez żadnych dziur. Miał także niebieską koszulkę polo, która była idealnie wyprasowana. Jego brązowe włosy były ułożone na żel, tak że szły do góry, ale wyglądały na zmierzwione. Jego czekoladowe oczy zwróciły się i spojrzały na mnie, przyłapując mnie na patrzeniu. Zgryzłam mój policzek i podniosłam oczy, zmuszając się, by na niego spojrzeć.
Jeśli miałam mieszkać z Woodsem, nie mogłam pozwolić mu na mnie działać. Nie działał. Był atrakcyjny, bardzo atrakcyjny, ale to nic w porównaniu do Harry’ego.
- Cóż, gdybyś czegoś chciał…– ciągnęłam, kiedy wskazałam na zamknięte drwi po drugiej stronie korytarza - Będę w moim pokoju.
- Czekaj. – Woods wyciągnął rękę, jego dłoń oplotła mój nadgarstek i odwróciła mnie w jego stronę.
Podniosłam na niego wzrok, jego idealne kości policzkowe i silna żuchwa uwydatniały się, kiedy mówił.
- Wiem, że nie jesteś do końca szczęśliwa, że tu zostaję. – głos Woodsa był niski, a jego oczy nie opuszczały moich, kiedy mówił z pewnością siebie - Ale chcę tylko, żebyś wiedziała… to nie był mój pomysł. Nie wiedziałem o tym, dopóki twoja mama nie powiedziała mi tego godzinę temu.
- Kto mówi, że cię tu nie chcę? – odpowiedziałam, wyrywając rękę z palącego uścisku Woodsa. Woods zaśmiał się, odrzucając głowę do tyłu, kiedy ego głęboki, gardłowy śmiech odbijał się echem od ścian naszego wielkiego pokoju gościnnego.
- Domyśliłem się tego po twoim zirytowanym wyrazie twarzy. – odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Woods… – ciągnęłam. Westchnęłam, wchodząc głębiej w jego pokój i patrząc przez ogromne okno - To nie ty. To moja mama. I-
- I twój chłopak? – Woods zapytał, unosząc pytająco brwi. Zgryzłam wargę i skinęłam powoli.
- Nie będzie szczęśliwy, kiedy się dowie. – powiedziałam powoli, kiedy usiadłam na królewskim łożu. Woods podszedł w moim kierunku i usiadł obok mnie.
- Nie mogę ci obiecać, że nic nie zrobię. – Woods powiedział nagle, jego oczy spojrzały na moje usta. Polizałam je, czując nagłe zdenerwowanie.
- Nie będę też udawał, że nie chcę nic z tobą zrobić. – ponownie się odezwał - Ale… jeśli nie chcesz, żebym coś zrobił, nie robię tego.
Skinęłam. To było dobre. Trzymało mnie pod kontrolą. Oczywiste, że nie chciałam, żeby Woods coś zrobił… prawda? Zignorowałam moje myśli i po prostu skinęłam, posyłając Woodsowi mały uśmiech.
- Ale... – Woods wyszczerzył się nagle, niewinny wyraz opuścił jego twarz - Powiedz mu, żeby nie spuszczał cię z oka. Nie chciałbym, żeby stracił swoją cudowną nagrodę, tylko dlatego, że nie wystarczająco zwracał na nią uwagę.
- Nie martwiłabym się o to. – odpowiedziałam, wstając i posyłając Woodsowi zadowolone z siebie spojrzenie - Harry jest zaborczy w stosunku do swojej własności. Nie pozwoli niczemu, co jest jego, trzymać z daleka od niego.
Woods uśmiechnął się na moje zachowanie.
- Dobrze słyszeć.– odpowiedział - Miło będzie z tobą mieszkać. Dobrze się razem bawiliśmy kilka lat temu. Mam wrażenie, że teraz będzie bardziej interesująco.
Woods odwrócił się ode mnie i zaczął rozpakowywać. Odkręciłam się, moje włosy uderzyły moje plecy, kiedy przeszłam przez korytarz i usiadłam na moim łóżku, zamykając za sobą drzwi.
Przez szybkie bicie mojego serca, lepkie dłonie i roztrzęsione uczucia wiedziałam jedną rzecz : nie będzie dobrze.


*Punkt widzenia Harry’ego*

- Jeśli kurwa jeszcze raz opuścisz stan bez poinformowania mnie lub Marka, osobiście znajdę cię i ci wpierdolę. – Jay wyrzucił do mnie, kiedy stałem przed nim i Markiem.
Oboje opieprzali mnie za moją ‘ucieczkę’ przez ostatnią godzinę. Zacisnąłem zęby i pięści.
- To się więcej nie stanie. – odpowiedziałem. Już wiele razy wyjaśniałem, że to była tylko wycieczka. Oczywiście nie wspomniałem o Scarlet. To było zbyt niebezpieczne.
- Dobrze. – wyrzucił Jay - Bo jeśli-
- Jay. – głos Marka huknął, kiedy przemówił, cygaro między jego grubymi palcami. Jak zwykle siedział za biurkiem, papiery były wszędzie porozrzucane, tak samo jak cygara, zapalniczki i dragi - Harry rozumie. Możesz się do cholery zamknąć. Zaczynasz przyprawiać mnie o cholerny ból głowy.
- Rozumiem. – Jay powiedział, spoglądając na mnie - On po prostu musi przestać zachowywać się jak dziecko.
- Harry nie jest jak inni, Jay. – Mark odpowiedział teraz niższym głosem, kiedy zaciągnął się cygarem. Tatuaże rozciągały się na jego rękach - Rozumie rzeczy. Nie jest niedojrzały jak reszta chłopaków. Rozumie swoje błędy. Nie zrobi tego znowu. Prawda, Harry?
- Tak, proszę pana. – odpowiedziałem, przytakując mu. Mark mnie lubił. Zawsze tak było. Właściwie nie wiem dlaczego… ale nie zamierzałem tego kwestionować. Kiedy przywódca gangu cię lubi, co było rzadkie, akceptujesz to bez pytań.
- Dobrze, dobrze. – Mark skinął z satysfakcją na twarzy - Teraz mam spotkanie z kimś ważnym na wschodnim wybrzeżu. Będziemy rozmawiali o możliwym zgrupowaniu gangów, coś w rodzaju zawieszenia broni. Więc wyjeżdżam na kilka kolejnych dni, może tygodni. Kto wie, jak długo to zajmie. Jay rządzi.
Skinąłem, zerkając na Jaya, którego ciemne oczy wciąż były na mnie wymierzone. Mark wstał i wyszedł z pomieszczenie, w jego ustach wciąż było cygaro. Obserwowaliśmy, jak szedł wzdłuż korytarza w kierunku schodów jego ogromnej posiadłości.
Jay w końcu oderwał wzrok i znów spojrzał na mnie.
- Nie toleruję nielojalnych ludzi w moim gangu, Styles. – wyrzucił - Przestań myśleć o pieprzonych niebieskich migdałach i zajmij się tym, co trzeba, a nie będziemy mieli problemów. Łapiesz?
- Łapię. – powtórzyłem. Jeśli dawałeś Jayowi szacunek, jakiego pragnął, zostawiał cię w spokoju. Teraz wziął się za mnie, odkąd poczuł się nieszanowany przez moją nieobecność w zeszłym tygodniu.
- Dobrze. Bo jeśli to się powtórzy, będę musiał kogoś w to wmieszać. A nie wydaje mi się, że chciałbyś, żeby Scarlet została wmieszana w tą sytuację.Zeszty
wniałem, patrząc na rozbawienie Jaya. Wiedziałem, że mnie podpuszczał i udało mu się to. Nie kontrolowałem moich emocji i czułem jak złość wdziera się na moja twarz i do mojego głosu.
- Nie mieszaj jej w to. – wyburczałem.
- Nie zamierzam. – Jay odpowiedział - Tak długo, jak będziesz robił to, co ci kazano.
- Już kurwa powiedziałem, że tak będzie. – wyrzuciłem, mijając go i idąc w kierunku frontowych drzwi. Musiałem wydostać się z tamtego domu, zanim osobiście wpierdolę Jayowi.
- Miłość sprawia, że stajesz się słaby, Harry. – Jay wyrzucił - Ona sprawia, że robisz się słaby. Jest twoją słabością i każdy mógłby to wykorzystać przeciwko tobie.
- Nie rób tego. – powtórzyłem, odwracając się w jego stronę - Jeśli użyjesz jej przeciwko mnie, nie będę się wahał przed zabiciem cię.
Jay zaśmiał się, kręcąc głową.
- Czy naprawdę myślisz, że jestem taki głupi? Nie planuję wykorzystać jej przeciwko tobie, wiem, że ci na niej zależy. Ona sprawi, że będziesz się zachowywał irracjonalnie. Użyję jej tylko, jeśli mnie do tego zmusisz swoimi wyborami.
Skinąłem, moje oczy wciąż patrzyły na niego z nienawiścią. Jay obawiał się mnie wystarczająco, by wiedzieć, że zadzieranie ze Scarlet sprawiłoby, że byłby w niebezpieczeństwie. Jay był przywódcą, ale jeśli zepsuje mi humor, nawet on się będzie mnie bał.
- Ale to nie znaczy, że ktoś inny jej nie użyje, Styles. Są inne gangi próbujące znaleźć nowe miejsca i nowe dostawy. Te nowe miejsca i dostawy będą się kłóciły z naszymi. Wiesz, co to znaczy? Będę próbowali nas zniszczyć. Będą próbowali znaleźć nasze słabości.
Zacisnąłem szczękę, spoglądając na ziemię. Jay miał rację. Tak bardzo, jak cholernie go nienawidziłem tego przyznawać, Jay miał rację.
- To są potężne gangi. Mają środki. Będą cię szpiegować, wyszukiwać informacji o tobie, uczyć się każdego cholernego szczegółu o tobie, który można poznać. A wiesz, co specjalnie się do tego zalicza? Ci, których kochasz. Dowiedzą się o twojej rodzinie, o twoim rodzeństwie i przede wszystkim… twoje dziewczynie.
Pozostałem cicho i skinąłem.
- Lubię cię Harry. Jestem dla ciebie twardy, ale to dlatego, że widzę potencjał. Przypominasz mi mnie, kiedy byłem w twoim wieku. Lubisz siłę. Kończysz robotę. Ludzie się ciebie boją i lubisz to.
Jay skrzyżował swoje wytatuowane ręce na piersi i spojrzał na mnie twardo.
- Widzę to w tobie, Styles. Kiedyś mógłbyś pomóc prowadzić ten gang. Ten gang będzie większy niż tylko South i North Pacific. Mark i ja już prowadzimy rozmowy i robimy plany… gang niedługo się rozprzestrzeni.
Uniosłem brwi na tą informację. Nie miałem pojęcia, że Mark i Jay rozprzestrzeniali naszą lokalizację. To było cholernie ogromne. To znaczyło więcej pieniędzy, więcej mocy, więcej wszystkiego.
- Nie wiedziałem tego. – powiedziałem, patrząc na Jaya. Skinął, jego oczy były teraz szerokie z entuzjazmu.
- To będzie cholernie masywne, Styles. I to dlatego potrzebuję cię w tym gangu bardziej niż kiedykolwiek – Jay powiedział, klepiąc mnie w ramię - Teraz zbieraj się, muszę się dziś rozejrzeć za nową ostawą.
Odwróciłem się i odszedłem, wsiadłem do samochodu i odpaliłem go. Siedziałem w samochodzie przez pięć minut, patrząc tylko na kierownicę.
Nie było opcji, żeby opuścił gang i uciekł ze Scarlet, jeśli on się rozprzestrzeniał. Nie mogłem wyjechać i iść na studia. Będę za bardzo zajęty prowadzeniem pieprzonego gangu.
Nowe lokalizacje znaczyły wszystko. Jeśli będziemy duzi… utknąłem w gangu. Byłem głębiej niż wcześniej, jeśli to w ogóle możliwe.
- Kurwa.– krzyknąłem, uderzając w kierownicę.
Pytanie brzmiało… czy chciałbym opuścić gang dla Scarlet, jeśli będzie większy i będzie miał większą siłę?
Silny gangu znaczył więcej pieniędzy dla mnie, dla mojej mamy i dla moich braci. Byłem zjebany.
Chwyciłem telefon i natychmiastowo wykręciłem numer Scarlet.
- Tak?
- Przyjeżdżam.


*Punkt widzenia Scarlet*

Otworzyłam frontowe drzwi piętnaście minut po telefonie od Harry’ego. Moi rodzice wyszli z rodzicami Woodsa. A Woods był w swoim pokoju i się rozpakowywał.
- Hej.– powiedziałam, kiedy Harry przeszedł przez długi podjazd. Nic nie powiedział, tylko przeszedł przez drzwi i mocno mnie pocałował. Odsunął się, jego ręka oplotła moją talię.
- Hej. – powiedział. Zamknął oczy i oparł swoje czoło o moje. Wyglądał na zmęczonego i zestresowanego.
- Wszystko w porządku? – zapytałam, podnosząc dłoń, żeby przejechać nią po jego włosach.
- Rozmawiałem z Jayem. I jest coś, co muszę ci powiedzieć. – powiedział Harry, marszcząc czoło. Skinęłam wyczekująco.
- Co to jest? – zapytałam, kiedy Harry nie odpowiedział. Jego oczy opuściły moje, a on spojrzał za mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam pustą walizkę leżącą przy schodach.
- Czemu na twoim korytarzu leży męska walizka? – Harry zapytał, unosząc brwi. Zgryzłam wargę i spojrzałam na schody. Złapałam dłoń Harry’ego i pociągnęłam go na schody.
- Ja też muszę ci coś powiedzieć. – powiedziałam wolno, kiedy ciągnęłam Harry’ego korytarzem w kierunku mojego pokoju.
- Co? – Harry zapytał nisko. Westchnęłam, kiedy doszliśmy do pokoju gościnnego naprzeciwko mojego pokoju. Otwierałam usta, żeby powiedzieć Harry’emu, kiedy drzwi się otworzyły i wyszedł Woods.
Zatrzymał się, kiedy zobaczył mnie i Harry’ego stojących na korytarzu. Obserwowałam Harry’ego, kiedy jego oczy padły na Woodsa. Jego oczy natychmiastowo pociemniały, a jego szczęka się zacisnęła.
- Co on tutaj do cholery robi? – Harry wyrzucił, popychając mnie za siebie.
- Harry. – ostrzegłam.
- Uspokój się, stary. – Woods powiedział, unosząc brwi.
- Wypierdalaj z jej domu. – Harry zawarczał, wskazując na schody.
- Harry. – spróbowałam ponownie - Zostaje na trochę z moją rodziną.
- Jesteś kurwa poważna? – wyburczał, odwracając się, by na mnie spojrzeć.
- Proszę, po prostu wejdźmy do mojego pokoju, żebyśmy mogli porozmawiać. – westchnęłam, patrząc na Harry’ego błagającymi oczami.
Harry spojrzał na Woodsa, zanim przeszedł koło mnie i wszedł do mojego pokoju. Złapał moją rękę, pociągnął mnie za siebie i wtedy zatrzasną drzwi przed Woodsem.
- Nie możesz się o wszystko wkurzać. – westchnęłam, szczypiąc się w nos. Dostawałam strasznego bólu głowy.
- Jakiś facet, który chce zaliczyć moją dziewczynę mieszka z nią, nie mów mi, że nie mogę się wkurzać – Harry wyrzucił, jego głębokie zielone oczy i kręcone włosy sprawiały, że chciałam go złapać i pocałować.
- Woods i ja byliśmy razem jakieś dwa czy trzy lata temu. Między nami skończone. Odpuść. – odpowiedziałam, unosząc rękę, by dotknąć twarzy Harry’ego.
Złapał mocno moją talię. Przesunął mnie do tyłu na łóżko tak, że dotknęłam do nogami. Zaskomlałam, kiedy na nie upadłam, Harry był na mnie, siedział na mnie okrakiem.
- Co ty robisz? – wydusiłam, kiedy Harry mocno przywarł ustami do mojej szyi. Harry lubił wyładowywać złość na mojej szyi i obojczykach, zostawiając malinki na mojej białej skórze.
Następną rzeczą, którą wiedziałam, były ręce Harry’ego, które powędrowały do krawędzi moich spodni. Spojrzałam na niego zmieszana, kiedy nie rozpiął ich, tylko ściągnął dwa centymetry w dół.
Zrozumiałam to chwilę później, kiedy palce Harry’ego przejechały po czarnym atramencie na mojej kości biodrowej. Dwie litery były tam na życie, a Harry wydawał się to uwielbiać, po wciąż dotykał atramentu.
Zniżył się tak, że jego usta dotknęły mojego tatuażu, na co zadrżałam delikatnie z przyjemności. Wtedy jego usta naparły na moje biodro, loki Harry’ego łaskotały mój płaski brzuch.
Chwilę później Harry podniósł się z mojego ciała i spojrzał na mnie, siadając na łóżku.
- Kocham cię. – powiedziałam w ciszy. Harry spojrzał na mnie, jego zielone oczy były teraz pięć razy jaśniejsze.
- Naprawdę? – zapytał niepewnym głosem.
- Naprawdę. – uśmiechnęłam się, pochylając się, by go pocałować - Jestem pewna w stu procentach.
Harry zaśmiał się, odrzucając głowę do tyłu.
- Kocham cię. – jego głęboki głos przemówił.
- Co miałeś mi powiedzieć? – zapytałam z ciekawością, kiedy usiadłam na kolanach Harry’ego, moje ręce oplotły jego szyję.
- Oh, zapomnij o tym, nic ważnego.– Harry odpowiedział, odrywając ode mnie wzrok.
- Jesteś pewny? – zapytałam, marszcząc brwi, kiedy go obserwowałam. Harry uśmiechnął się i skinął, pochylając się, żeby znowu mnie pocałować.
Wracając myślami do tego dnia, życzę sobie, żebym zapytałam wtedy Harry’ego ponownie co miał na myśli, co powiedział mu Jay. Wtedy mogłabym go powstrzymać go przed zamienieniem się we wszystko o czym mówił, że nigdy taki nie będzie; bogatym, głodnym mocy, bezwzględnym przywódcą gangu.
_______________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

LALALALAL, WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI<3
SPEŁNIENIA MARZEŃ, SPOTKANIA WASZYCH IDOLI, BOGATEGO MIKOŁAJA CO ZA TYM IDZIE - GÓRA PREZENTÓW, RADOŚCI I WSZYSTKIEGO CO SOBIE TYLKO ZAŻYCZYCIE, PO PROSTU WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA KAŻDEGO<3 BUZIACZKI:****
ŻYCZY ANIA I OLIWIA, ONE DIRECTION, KEVIN I JELEŃ.

((chwalcie mi się, co dostaliście na święta kochani:**))

http://data3.whicdn.com/images/92062585/large.gif

Merry Christmas. | via Tumblr
Tumblr 


pytanka?


@nancy_thewizard&@creepses

sobota, 21 grudnia 2013

ciemna strona - XXII

Dwa dni później Harry i ja byliśmy z powrotem w szkole, wróciliśmy do naszego normalnego życie. Najzwyczajniej… to ssało.
Chciałam być znowu w domku razem z Harrym, jedząc kolacje na tarasie, pływając w jeziorze, chodząc po małym mieście i zasypiając razem.
Teraz, kiedy wróciłam do szkoły, musiałam użerać się z pracą domową, nauczycielami, uczniami i najgorsze… z rodzicami.
Szłam wzdłuż korytarza, minęła dopiero połowa dnia i właśnie zaczął się lunch. Nieszczęśliwie dla mnie Harry miał karę w trakcie lunch… znowu. Złapali go na opuszczaniu lekcji i odkąd szkoła zna Harry’ego wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nigdy by się nie pokazał na karze po lekcjach, więc zostawiali go na lunchu.
A Lea była dziś chora. Miała straszne przeziębienie. Przynajmniej tak napisała mi dziś rano.
Zdecydowałam się pójść do szkolnej biblioteki. Zazwyczaj była opuszczona w trakcie lunchu, a ja musiałam znaleźć kilka książek do naszego projektu z chemii.
Otworzyłam pobite drzwi i weszłam do środka. Bibliotekarka zostawiła znak mówiący, że poszła na lunch i wróci za dziesięć minut. Oprócz tego kilkoro uczniów przechodziło się po ogromnej bibliotece.
Założyłam kosmyk moich blond włosów za ucho, kiedy przeglądałam półki w poszukiwaniu książki. Zgryzłam wargę w koncentracji i po jakiś ośmiu minutach w końcu ją znalazłam.
- Scarlet, właśnie ta dziewczyna, której szukałam. – głos dochodził zza mnie. Odwróciłam się, trzymając wielką książkę do chemii. Stanęłam twarzą w twarz z Brittany.
„Nie, żeby naprawdę mnie to interesowało.” – powiedziałam sucho - Ale dlaczego mnie szukałaś?
Brittany spojrzała na moje ubrania z osądzającą manierą, na co przewróciłam oczami. W przeciwieństwie do Brittany, która miała na sobie malutkie szorty, botki i cienką bokserkę, ja miałam na sobie szorty z podwyższonym stanem i wciśniętą w nie koszulkę, która odkrywała ramię.
Nie byłam ubrana jak zakonnica, ale nie świeciłam cycami ani brzuchem. A najwyraźniej dla Brittany to była zbrodnia.
- Słyszałam coś bardzo… – ciągnęła, podchodząc do mnie - Interesującego.
- Tak, to prawda. Jeśli nie ubierasz się jak dziwka, będziesz miała do siebie więcej szacunku. – posłałam jej wielki, sztuczny uśmiech, a ona przewróciła oczami.
- Ha ha. Nie sądzę, że powinnaś robić mi wykład o szacunku do siebie, zważając na to, z kim chodzisz.
- Chodzę? – powtórzyłam. Brittany skrzyżowała ręce na piersi, na co jej piersi zostały wypchnięte jeszcze bardziej.
- Harry. – odpowiedziała.
- Tak, wiem z kim chodzę. – powiedziałam sucho, kładąc rękę na biodrze - Tylko nie rozumiem, co to ma wspólnego z tym, co słyszałaś.
- Słyszałam Zayna. – Brittany zachichotała, chory uśmiech wszedł na jej twarz.
- Gratulacje. – powiedziałam, kiedy zaczęłam przechodzić obok niej, ale Brittany stanęła mi na drodze.
- Jeszcze nie skończyłam. Teraz, tak bardzo jak cię nienawidzę, myślę, że zasługujesz, by to wiedzieć. Mam na myśli, trochę cieszę się z tego, że ci to mówię, ale nie robię tego tylko dlatego, że jestem suką.
- Naprawdę. – zaśmiałam się, unosząc brwi.
- Tak, naprawdę. Jak powiedziałam, nie lubię cię. Ale myślę, że to nie fair, żebyś tego nie wiedziała, więc…
- Po prostu to powiedz Brittany. – westchnęłam, marszcząc nos - Mam lekcje za mniej niż dziesięć minut, a ty przyprawiasz mnie o ból głowy.
- Po prostu się zamknij i słuchaj. – Brittany powiedziała, pochylając się do mnie, jakby miała mi wydać sekret - Słyszałam, jak Zayn mówił do jednego z jego przyjaciół… o tobie.
- O mnie? – powtórzyłam zmieszana. Mam na myśli… Wiem, że Zayn nie do końca mnie lubił, cóż… spójrzmy prawdzie w oczy. Nienawidził mnie. Ale czy on naprawę spędzał swój wolny czas źle mówią na mój temat do swoich kumpli, kiedy nie było mnie w pobliżu?
To była strata czasu. I to było głupie. Bo wiem, że jeśli Harry się dowie, będzie wściekły i jeszcze bardziej będzie chciał pobić Zayna. Harry dawał terminowi nadopiekuńczy zupełnie nowe znaczenie.
- Cóż, o tobie i Harrym. Zayn i Harry mieli zakład, który dotyczył ciebie.
- Zakład? – powtórzyłam. Brittany fuknęła i ponownie powiedziała swoje słowa.
- Tak Scarlet, zakład. Najwyraźniej Zayn założył się z Harrym o swój samochód, że nie będzie w stanie przespać się z tobą do listopada.
Poczułam jak moje serce tonie, ale z powrotem podniosłam wzrok na Brittany.
Nie. To nie miało sensu. Jeśli to była prawda, czemu Brittany miałaby mi powiedzieć? Nie lubiła mnie tak, jak ja jej.
- Wow, musisz naprawdę chcieć Harry’ego z powrotem, skoro chce ci się wymyślać takie kłamstwa, żebym go rzuciła. – powiedziałam, odsuwając się od niej.
Szczęka Brittany opadła, a ona po raz piąty przewróciła oczami.
- Poważnie, jeśli mi nie wierzysz, to twój problem. Wszystko co mówię, jest prawdą. Zayn i Harry założyli się prawie dwa miesiące temu o twoje dziewictwo.
- Brittany, zostaw tą biedną dziewczynę samą i wróć do zawracania chłopakom głowy o seks. – głos dochodził zza nas. Brittany i ja obie odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy dziewczynę z jasnymi włosami średniej długości.
- Perrie. – Brittany zadrwiła i położyła dłoń na biodrze - Nie wtrącaj się do tego.
Uniosłam brwi. Więc ta dziewczyna to Perrie, o której wczoraj powiedział mi Harry. Najwyraźniej chodziła do South Side całe życie, dopóki nie przeprowadziła się rok temu. Ale teraz wróciła.
I nie tylko to, ale Perrie także chodziła z Zaynem. I najwyraźniej był w stosunku do niej całkiem delikatny. Wydawała się być jedyną rzeczą, która mogła go uspokoić.
Perrie przewróciła oczami na Brittany i spojrzała na mnie, uśmiechając się. Jej jasne oczy błyszczały.
- Scarlet, prawda?
- Tak. – powiedziałam, śmiejąc się - Znasz mnie?
- Oczywiście! – Perrie uśmiechnęła się - Jesteś dziewczyną Harry’ego. – spojrzała z powrotem na Brittany - Chociaż wydaje się, że Brittany nie jest z tego zadowolona.
- Nie bądź suką Perrie. – Brittany wyrzuciła w jej kierunku - Ja tylko kurwa próbowałam jej pomóc, ale mniejsza o to. Będę cieszyć się widokiem Scarlet wypierdoloną przez Harry’ego, kiedy ty będziesz temu winna.
Perrie sztucznie uśmiechnęła się do Brittany, a ona poszła do wyjścia z biblioteki.
- Dzięki. – powiedziałam po chwili, uśmiechając się do Perrie - Szczerze, to nie rozumiem jaki ona ma problem.
- Jest Brittany. – Perrie wzruszyła ramionami - Nie pozwól jej się podejść. Chce Harry’ego. I najwyraźniej zrobi wszystko, by go zdobyć. Po prostu ignoruj to, co mówi.
- Bę- – zaczęłam, kiedy Niall wpadł przez drzwi biblioteki i zaliczył gniewne spojrzenie bibliotekarki, która właśnie wróciła.
- Scarlet! – Niall w połowie wyszeptał, kiedy czuł na sobie złe spojrzenie bibliotekarki. Pomachał do mnie. Perrie i ja wymieniłyśmy spojrzenia, kiedy poszłyśmy za Niallem na korytarz.
- O co chodzi? – zapytałam.
- To Harry. – Niall powiedział bezdechu, kiedy prowadził nas korytarzem.
- Co się stało? – zapytałam nalegając, na co Niall pokręcił głową.
- Nie, nie, on jest w porządku. Tylko wdał się w bójkę i zawiesili go na resztę dnia. Chce, żebyś wróciła z nim do domu.
Westchnęłam i spojrzałam na Nialla, którego twarz robiła się różowa od szybkiego kroku.
- Co się stało? – zapytała. Niall zaśmiał się i pokręcił głową.
- Jakiś gość w trakcie kary powiedział coś o tobie. – zaśmiał się, patrząc na mnie i Perrie, która szła obok mnie.
- Więc naturalnie Harry musiał go zranić. – wymamrotałam pod nosem, kiedy szliśmy w kierunku wyjścia ze szkoły. Niall ponownie głośno się zaśmiał.
- Harry nie rani ludzi, Scarlet. Harry wpierdala im. Dzieciak siedzi u pielęgniarki i zakładają mu szwy, bo Harry popchnął go na okno, o ono się rozbiło.
- O mój Boże. – zaskomlałam, kiedy złapałam Nialla za rękę - Nie możesz pozwalać mu tego robić, Niall! Zaaresztują go. Znowu.
- Wiesz, że on nie martwi się więzieniem, Scarlet. – Niall wzruszył ramionami, patrząc na mnie z sympatią w oczach - Wie, że Mark albo Jay mogą go łatwo stamtąd wyciągnąć. Dlatego Harry zawsze robi to, co chce, kiedy chce.
- Dobry Boże.– westchnęłam, przeczesując włosy dłonią - Stresuje minie, kiedy wpakowuje się w kłopoty.
- Harry jest po prostu naprawdę… – Niall ciągnął, szukając odpowiedniego słowa.
- Opiekuńczy? – zaoferowałam. Niall skrzywił się delikatnie.
- Bardziej zaborczy. – zakończył, na co Perrie i ja skinęłyśmy, a ona zaśmiała się cicho.
- Jest na zewnątrz. – Naill wskazał na drzwi, za którymi stał samochód Harry’ego. Nawet nie przemyślałam ucieknięcia ze szkoły. Harry wdał się w bójkę przeze mnie, więc byłam częściowo odpowiedzialna.
- Dzięki, Niall. – uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Odwróciłam się do Perrie - Miło było cię poznać. Może mogłybyśmy porozmawiać jutro? Kiedy mój chłopak nie będzie zawieszony za pobicie kogoś?
Perrie zaśmiała się i skinęła, posyłając mi uśmiech.
- Oczywiście! – odpowiedziała - Do zobaczenia jutro. Powodzenia z nim, jest dobrym przyjacielem, ale szalonym.
- Czy tego nie wiem. – wymamrotałam pod nosem, kiedy odwróciłam się i otworzyłam drzwi.
Wyszłam ze szkoły i zobaczyłam samochód zaparkowany na chodniku. Poszłam w jego kierunku i wsiadłam do środka, gdzie siedział Harry, który trzymał swoje duże dłonie na kierownicy.
- Harry. – westchnęłam, kiedy podniosłam na niego wzrok. Jego twarz nie była bardzo zraniona oprócz zakrwawionych warg.
- Zadał jeden cios. – Harry zaśmiał się, kiesy spojrzał w lusterko wsteczne i na swoje usta.
- Czemu nie pocałujesz, żeby mi się polepszyło? – Harry powiedział, mały uśmiech wdarł się na jego usta. Zaśmiałam się cicho i pochyliłam się.
Moje usta dotknęły jego, kiedy jego duża dłoń puściła kierownicę i powędrowała na mój kark. Delikatnie naparłam bardziej na jego poranione usta, na co Harry wzdrygnął się z presji.
Zaczęłam się odsuwać, nie chcąc go ranić, kiedy Harry przyciągnął mnie nawet bliżej, otwierając usta. Smakowałam go, smak mięty, papierosów i krwi.
Jego język agresywnie napierał na mój. Wtedy w pośpiechy, pocałunek robił się coraz bardziej gorętszy. Harry wydawał się tracić panowanie nad sobą, kiedy całował mnie mocno, jego zęby ciągnęły moją dolną wargę.
Pochylił się nad środkiem samochodu, więc był praktycznie na mnie. Burknęłam z dyskomfortu, kiedy dłoń Harry’ego napierała na moją szyję nawet bardziej, przyciągając nas do siebie. Przycisnęłam dłonie do jego klatki, żeby nas od siebie odsunąć. Ale Harry tylko wziął moje ruchy za pasję i zaczął wsuwać mi język do gardła.
Odsunęłam się, popychając go lekko, żeby przestał. Harry zatrzymał się i spojrzał na mnie, jego oczy były czarne.
- Czemu to robisz? – wymamrotałam, kiedy podniosłam wzrok na Harry’ego spod rzęs. Jego oczy były delikatnie zachmurzone. A on westchnął, i odchylił się na swoje siedzenie.
- Robię co?
- Wiesz co. – odpowiedziałam, odwracając głowę w jego kierunku - Całujesz mnie, jakbyś próbował pokazać, że jestem twoja czy coś. Prawie, jakbyś miał coś do udowodnienia.
- Jesteś moja. – Harry powiedział sztywno, kiedy wyjrzał za okno.
- Jestem twoją dziewczyną.
- Co sprawia, że jesteś moja. To sprawia, że jesteś kurwa cała moja. – Harry wyrzucił. Oddychał ciężko, zanim uderzył dłońmi o skórzaną kierownicą.
- Czy to przez tą bójkę? – zapytałam cicho. Harry spojrzał na mnie, zanim opuścił wzrok na dłonie. Złapałam je w swoje dłonie, który były niemal dwa razy mniejsze.
Jego cisza wydawała się być odpowiedzią na moje pytanie. Jego loki skrywały jego twarz.
- Harry.– powiedziałam powoli - Musisz przestać wdawać się w tyle bójek przeze mnie.
- Naprawdę? – Harry spojrzał na mnie surowymi, złymi oczami - Nie wiesz, kurwa, co on o tobie mówił. Jest szczęściarzem, że nie strzeliłem mu kulki w łęb po tych komentarzach.
- Harr-
- Nie, nie rozumiesz, jak to jest słuchać, jak jakiś inny facet chce zaliczyć twoją dziewczynę. Nie jesteś jego. Jesteś moja. To moje inicjały są na twojej skórze, nie jego. Nie ma pieprzonego prawa, żeby chodzić i rozgadywać, że chce cię zaliczyć.
- Zaliczył mnie? – zapytałam, patrząc na Harry’ego. Harry patrzył na mnie przez moment.
- Nie.
- Czy zamierzam z nim spać? – zapytałam. Oczy Harry’ego pociemniały, kiedy na mnie patrzył.
- Nie.
- Dokładnie. Więc nie masz o co się martwić Harry. Kocham cię, nie tamtego dzieciaka, z którym się biłeś. Z tobą się kochałam, nie z tamtym dzieciakiem. Mam wytatuowane twoje inicjały na całe życie, nie tamtego dzieciaka. I jestem teraz w twoim samochodzie i zaraz wyrwę się z tobą z lekcji, nie z nim.
Harry skinął powoli i spojrzał na mnie przepraszająco.
- Wiem, masz rację. To po prostu jest czasami trudne. Muszę słuchać tych komentarzy cały cholerny czas. Chcą, żeby spieprzył, żeby mieli swoją szansę.
Gapiłam się na Harry’ego przez moment, zgryzając wargę w zamyśleniu.
- Nie zachowuj się, jakbym ja nie przechodziła przez to samo, Harry. – powiedziałam. Harry uniósł brwi, a ja westchnęłam - Przed tym, jak wyszłam ze szkoły, Brittany złapała mnie w bibliotece i powiedziała mi historyjkę, którą wymyśliła.
- Co ci powiedziała? – Harry zapytał, jego oczy patrzyły w moje, poświęcając mi całkowitą uwagę. 
- Nawet nie wiem.  – zaśmiałam się, wzruszając ramionami -Coś o tym, że ty i Zayn mieliście o mnie zakład.
Harry pozostał kompletnie cicho. Jego zielone oczy wciąż patrzyły na mnie, kiedy wyjrzałam za okno.
- Nie martw się. – uśmiechnęłam się do niego, kiedy złapałam jego dłoń, łącząc nasze palce - Nie wierzyłam jej przez jedną minutę. Wiem, że nigdy byś mi nie zrobił czegoś takiego.
Harry pozostał cicho, patrzył na mnie, jakby w głębokim zamyśleniu.
- Prawda Harry? – zapytałam po chwili w skupieniu. Wydawał się być w innym świecie.
- Prawda. – Harry skinął, posyłając mi duży uśmiech, który pokazał jego dołeczki. Oddałam uśmiech i odchyliłam się, kiedy Harry odpalił samochód i wyjechał ze szkolnego parkingu.
~~
Dwie godziny później lekcje się skończyły. Dlatego też musiałam wrócić do domu, żeby moi rodzice nie podejrzewali, że uciekłam. Chociaż nie wydaje mi się, żeby zauważyli.
Harry i ja zdecydowaliśmy się wrócić do jego domu i oglądać filmy, bo jego bracia byli w szkole, a mama w pracy. Harry przespał większość czasu, a ja leżałam na jego kolanach. Kiedy film się skończył, niestety musiałam wracać do domu.
Harry skręcił do mojego domu, wjechał na mój długi podjazd. Zauważyłam gładki, czarny samochód zaparkowany obok drzwi frontowych przy fontannie i zmarszczyłam brwi.
- Kto jest w twoim domu? – Harry zapytał, patrząc na mnie. Wzruszyłam ramionami, kiedy wyciągnęłam odrobinę głowę, żebym mogła zobaczyć wielkie szklane okno przed moim domem, ale nic nie zobaczyłam.
- Kto wie? Może moi rodzice przygotowują kolejną inwestycję albo jakąś akcję charytatywną. Z nimi nigdy nie ma pewności.
Harry skinął, jego loki poruszyły się delikatnie, kiedy popatrzył na mnie smutno, jego dłoń wciąż trzymała moją.
- Do zobaczenia jutro? – zapytał, unosząc brwi.
- Albo możesz przyjść wieczorem. Mogę powiedzieć rodzicom, że będziemy się uczyć. – uśmiechnęłam się i uniosłam brwi - Mam na myśli, jesteśmy partnerami na chemii.
- Chciałbym. – Harry powiedział, kiedy pochylił się i pocałował mnie w usta - Ale muszę poradzić sobie z Markiem i Jayem. Są na mnie wkurzeni, naprawdę wkurzeni. Nie chcę, żebyś była w pobliżu.
- Cóż… bądź ostrożny. – powiedziałam po chwili. Chciałam mu powiedzieć, żeby po prostu zignorował Marka i Jaya, żeby opuścił ten cholerny gang. Ale wiedziałam, że Harry nie mógł tego zrobić bez narażenia się na niebezpieczeństwo. To było niemożliwe.
- Będę. – Harry uśmiechnął się, ponownie całując mnie w usta, a ja odpięłam pas.
- Kocham cię. – powiedziałam, kiedy wychodziłam z samochodu.
- Kocham cię. – Harry powiedział powoli, jego akcent przejął kontrolę. Zamknęłam moje drzwi i pomachałam na do widzenia, kiedy on wycofał na ulicę i zniknął mi z oczu.
Poprawiłam pasek torby i weszłam po schodach do frontowych drzwi. Zapukałam, czekając aż ktoś wpuści mnie do środka. Bóg nie pozwolił moim rodzicom być normalnymi i dać mi klucz. Ale nie, musiałam być wpuszczana przez pracowników.
- Panienka Scarlet. – jeden z kucharzy uśmiechnął się, kiedy otworzył dla mnie drzwi. Nienawidziłam być nazywana panienką Scarlet, ale zawsze kiedy prosiłam ich, żeby nazywali mnie Scarlet lub Scar, pracownicy mieli na twarzach niekomfortowy wyraz. Więc w końcu dałam sobie spokój.
- Dzięki za wpuszczenie mnie do środka. – uśmiechnęłam się, zdejmując buty i idąc w kierunku schodów.
- Właściwie, matka panienki poprosiła, żebym zabrał panienkę do salonu. Jest z nią ktoś i chce, żeby panienka go zobaczyła. – kucharz powiedział, posyłając mi mały uśmiech. Zawahałam się i wtedy wolno skinęłam. Nie podobało mi się to.
- W porządku. – zgodziłam się. Poszłam za nim do wielkiego salonu z małym barem, wielki telewizorem i wieloma kanapami.
- Scaralet, moja droga, w końcu jesteś w domu!”– moja mama buchnęła, kiedy weszłam do pomieszczenia. - Mam tu kogoś dla ciebie.
- Co? – zapytałam głupio, kiedy złapała moją rękę i pociągnęła mnie na tył pokoju, gdzie stało kilka osób. Jedna z nich się odwróciła, a ja zamarzłam.
- Woods. – wydusiłam, patrząc na niego szerokimi oczami. Co on tu robił, w moim domu? Nie powinien być na studiach?
- Scar. – Woods uśmiechnął się do mnie, co sprawiło, że moje kolana stały się słabe, przez jego idealny, biały uśmiech.
- Co ty tu robisz? – zapytałam tępo, kiedy byłam niesamowicie zmieszana.
- Skarbie. – moja mama wkroczyła, posyłając mi wielki uśmiech - Mam niespodziankę dla ciebie i Woodsa.
- Masz? – zapytałam z szerokimi oczami. Co do cholery się tu działo? Nawet Woods wyglądał na zmieszanego. Moja mama uśmiechnęła się do nas, chwytając moją rękę z podekscytowaniem.
- Woods zostanie z nami na kilka miesięcy!
_________________________________
tłumaczone przez: @nancy_thewizard

uff, mało brakowało a scarlet by się o wszystkim dowiedziała jezu ehfcaMKedhy

tak serio, to jest 50 komentarzy pod 21 nom super

imgfave - amazing and inspiring images
fajny gif XDDDDDDDDDD


OKEJ PISZCIE CZY PASUJE WAM JAK DODAM ROZDZIAŁ W WIGILIĘ (24 GRUDZIEŃ DLA JASNOŚCI) 
BĘDZIE?




jeśli chcecie zaobserwować konto scarlet i harryego na twitterze, linki są w zakładce "kontakt".



szukamy osoby która zrobi szablon na drugą część damaged, pisać


@nancy_thewizard & @creepses